Polskiego rodzica na all inclusive poznasz na kilometr. „Włożył do kieszeni dwie kromki i kawałek sera. A potem zwrócił się do syna”
Wakacje all inclusive miały być dla naszej czytelniczki okazją do odpoczynku z mężem i dziećmi. Zamiast wspominać piękne widoki i czas spędzony z rodziną, do dziś pamięta scenę z hotelowej restauracji. „Nie chodziło o jedzenie. Chodziło o to, czego ten tata uczył własnego syna” – pisze.

Wyjazdy do hoteli z formułą all inclusive od lat budzą emocje. Jedni zachwycają się wygodą, inni narzekają na zachowanie części gości. Nasza czytelniczka twierdzi, że podczas tegorocznego urlopu najbardziej zaskoczyło ją nie zachowanie dzieci, ale postawa niektórych rodziców.
„Na początku myślałam, że bierze kanapki dla głodnego dziecka”
Dzień dobry, wróciliśmy właśnie z tygodniowego pobytu w Egipcie. Byliśmy tam z dwójką dzieci i naprawdę świetnie odpoczęliśmy. Pogoda dopisała, hotel był bardzo przyzwoity, jedzenia było tyle, że chyba nikt nie byłby w stanie wszystkiego spróbować.
Jest jednak jedna scena, która wraca do mnie od kilku dni.
Siedzieliśmy na śniadaniu, kiedy zauważyłam rodzinę z Polski. Tata spokojnie podszedł do stołu z pieczywem, rozejrzał się i wziął dwie kromki chleba. Potem dołożył kilka plastrów sera i złożył wszystko na pół.
Pomyślałam, że pewnie przygotowuje dziecku kanapkę.
Po chwili zobaczyłam jednak, jak wsuwa ją do kieszeni swoich krótkich spodenek.
„Za chwilę powiedział coś do syna. Zrobiło mi się głupio”
To jednak nie był koniec. Odwrócił się do chłopca, który miał może osiem albo dziewięć lat, i powiedział:
„Ty też weź. Przyda się później na plaży. Tylko schowaj, żeby nikt nie widział”.
Chłopiec bez słowa zrobił dokładnie to samo. Do kieszeni trafiła bułeczka i kawałek ciasta.
Siedziałam jak zaczarowana.
Nie dlatego, że ktoś chciał zabrać kanapkę.
Przecież gdyby dzieci zgłodniały między posiłkami, w hotelu przez większość dnia były dostępne przekąski, owoce, ciasta i napoje. Wystarczyło podejść do baru.
Najbardziej uderzyło mnie coś innego. Ojciec nie zrobił tego ukradkiem z własnej inicjatywy. On uczył tego swoje dziecko.
„To nie była jedyna sytuacja”
Im dłużej tam byliśmy, tym więcej podobnych scen widziałam.
Jedni wynosili pełne talerze owoców do pokoju. Inni pakowali do torebek ciastka.
Najbardziej zapadł mi jednak w pamięć właśnie ten chłopiec.
Bo kiedy następnego dnia zobaczył naleśniki, odruchowo spojrzał na tatę i zapytał: „Na później?”.
To pytanie powiedziało mi więcej niż cały ten wyjazd.
Nie chcę nikogo oceniać. Nie wiem, jaka była sytuacja tej rodziny i być może mieli swoje powody, ale trudno było mi pozbyć się myśli, że dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwację.
Jeżeli od najmłodszych lat słyszą: „Schowaj, weź więcej, nikt nie zauważy”, to później uznają, że tak po prostu się robi.
„Najbardziej było mi szkoda właśnie dzieci”
Nie piszę tego listu po to, żeby wyśmiać kogokolwiek.
Sama jestem mamą i wiem, że każdy z nas czasem robi coś, czego później żałuje. Ale tamtego dnia zrobiło mi się zwyczajnie przykro. Nie z powodu hotelu. Nie z powodu chleba czy sera. Tylko dlatego, że chłopiec dostał od własnego taty lekcję, której – moim zdaniem – nie powinien dostać na wakacjach.
Są rzeczy, których dzieci nie zapamiętają z animacji, basenu czy wycieczek. Za to bardzo dobrze zapamiętają zachowanie swoich rodziców.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Komentarz redakcji
Formuła all inclusive daje gościom swobodny dostęp do posiłków i napojów w godzinach określonych przez hotel. Zasady dotyczące wynoszenia jedzenia mogą się jednak różnić w zależności od obiektu – w wielu hotelach nie jest to mile widziane lub jest wprost zabronione w regulaminie.
Historia naszej czytelniczki nie jest więc przede wszystkim opowieścią o dwóch kromkach chleba. To raczej pytanie o przykład, jaki dajemy dzieciom. Rodzice każdego dnia uczą je różnych zachowań – często nie słowami, lecz własnym postępowaniem. I właśnie takie codzienne sytuacje najczęściej zostają z dziećmi na długo.
Zobacz także: Opiekunka kolonijna porównuje dzieci do dubajskich szejków. „Po pytaniu o wannę od razu chwyciłam za telefon”