Reklama

Choć w wielu hotelach goście mogą korzystać z bogatego bufetu bez ograniczeń, zwykle obowiązuje jedna zasada – jedzenia nie wolno wynosić z restauracji. Nie wszyscy turyści zdają sobie z tego sprawę albo po prostu uznają, że skoro zapłacili za pobyt, to mogą robić, co chcą.

„Na początku myślałam, że to żart”

Dzień dobry, do dziś robi mi się gorąco na samo wspomnienie tamtej kolacji.

Pojechaliśmy do Turcji z mężem, dwójką dzieci i teściową. Był to jej pierwszy pobyt w hotelu all inclusive, więc wszystko ją zachwycało. Pierwszego dnia chodziła po restauracji i powtarzała, że „takiego jedzenia to w życiu nie widziała”.

Drugiego dnia zauważyłam, że do kolacji wzięła ze stołu kilka papierowych serwetek i schowała je do torebki.

Nie zwróciłam na to większej uwagi.

Pomyślałam, że może chce mieć je dla wnuków.

Bardzo się pomyliłam.

„Babciu, po co chowasz te bułki?”

Pod koniec kolacji teściowa zaczęła rozglądać się na boki. Potem zupełnie spokojnie wzięła dwie bułki, kilka plasterków sera, banany i jabłka. Wszystko zaczęła wkładać do swojej dużej plażowej torby.

Moja pięcioletnia córka patrzyła na to z szeroko otwartymi oczami.

W pewnym momencie głośno zapytała: „Babciu, po co chowasz te bułki?”.

Teściowa nawet się nie speszyła.

Odpowiedziała: „Na jutro. Po co mamy kupować coś na plaży, skoro tutaj dają za darmo?”.

Myślałam, że na tym się skończy. Niestety nie. Teściowa wyjęła z torebki dwa woreczki śniadaniowe i powiedziała do dzieci:

„Każde bierze po dwa rogaliki. Do plecaków. Będzie na później”.

Dzieci spojrzały najpierw na mnie, potem na ojca.

Nie wiedziały, co zrobić. Czułam, że policzki robią mi się czerwone.

„Kelner podszedł i zamilkł”

Całą sytuację zauważył jeden z kelnerów. Podszedł do naszego stolika i bardzo grzecznie powiedział po angielsku, że jedzenia nie można wynosić z restauracji. Przetłumaczyliśmy jej jego słowa.

Teściowa spojrzała na niego, jakby właśnie powiedział największą głupotę świata. „Jak to nie można? Przecież zapłaciliśmy za all inclusive”.

Kelner próbował jeszcze coś wyjaśnić. Teściowa otworzyła torbę, pokazała zawartość i powiedziała głośno:

„To są dwie bułki i kilka owoców. Hotel zbankrutuje?”.

Kelner dosłownie zaniemówił, chociaż i tak jej nie rozumiał. Stał przez chwilę i chyba nie wiedział, co odpowiedzieć.

Moje dzieci stanęły jak wryte. Mąż udawał, że bardzo interesuje go deser. Ja marzyłam tylko o tym, żeby zniknąć.

„Najgorsze było to, że ona naprawdę nie widziała problemu”

Wieczorem próbowałam spokojnie wytłumaczyć teściowej, że w wielu hotelach obowiązuje zakaz wynoszenia jedzenia z restauracji.

Usłyszałam tylko: „Ja nie będę kupowała dziecku banana za pięć euro, skoro tu leżą całe kosze”.

Najbardziej zdziwiło mnie jednak coś innego. Ona naprawdę była przekonana, że zachowała się rozsądnie.

Do dziś nie wiem, co bardziej mnie zawstydziło – sama sytuacja czy fakt, że później przez cały wyjazd opowiadała innym Polakom, jaki to znalazła „sprytny sposób” na oszczędzanie.

Komentarz redakcji

W większości hoteli all inclusive goście mogą korzystać z posiłków i napojów bez dodatkowych opłat, jednak zasady dotyczące wynoszenia jedzenia z restauracji ustala każdy obiekt indywidualnie. Często zakaz ma związek z kwestiami sanitarnymi oraz bezpieczeństwem żywności – hotel nie odpowiada za produkty przechowywane poza restauracją.

Jeśli planujemy zabrać owoce lub przekąski dla dzieci, najlepiej wcześniej zapytać obsługę, czy jest to dozwolone. Pozwala to uniknąć niepotrzebnych nieporozumień i niezręcznych sytuacji podczas rodzinnego wypoczynku.

Czytaj także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...