Nauczycielka do rodziców: „Ogarnijcie dzieci przez wakacje. 10-latki nie umieją wiązać butów, we wrześniu znów będzie dramat”
Czy letnia przerwa od szkolnych obowiązków to dla rodziców wyłącznie logistyczny problem, czy może idealny moment na nadrobienie ogromnych zaległości w domowym wychowaniu? Poznaj pełen emocji głos nauczycielki, która ma dość wyręczania uczniów w podstawowych czynnościach i apeluje o mądre wykorzystanie wakacji.

Piszę do Państwa, bo czerwiec właśnie dobiega końca, a ja po kolejnym dniu spędzonym w szkole z moim drugoklasistami mam ochotę głośno krzyczeć z bezsilności. Na portalach parentingowych i na klasowych grupach widzę non stop ten sam lament pracujących matek, jak to dwa miesiące wolnego w szkole to dla nich potworny horror, dramat i marnowanie czasu. Czytam te wszystkie pełne żalu listy i po prostu krew mnie zalewa, bo nikt nie widzi drugiej strony medalu, czyli nas, nauczycieli, którzy od września do czerwca robią za darmową instytucję wychowawczą i nianię w jednym.
Chcę za pośrednictwem Państwa portalu powiedzieć wszystkim rodzicom prosto z mostu: ogarnijcie dzieci przez wakacje, bo we wrześniu znowu będzie dramat i znowu zwalicie całą winę na system. Zamiast płakać nad brakiem opieki w lipcu i sierpniu, weźcie się wreszcie do roboty i wykorzystajcie ten letni czas na nadrobienie gigantycznych zaległości w nauce samodzielności waszych pociech. Szkoła jest od uczenia matematyki czy polskiego, a nie od pokazywania ośmiolatkowi, jak ma zawiązać but, wytrzeć nos czy posprzątać po sobie papierki po obiedzie, bo w tej materii w polskich domach panuje obecnie totalna anarchia.
Brak samodzielności dzieci w szkole, czyli pokolenie wyręczane we wszystkim
Codzienność w szkole podstawowej to dla nas, nauczycieli, regularna walka z wiatrakami i zjawiskiem, które prywatnie nazywamy hodowaniem życiowych niedorajd. Wyobraźcie sobie, że w drugiej klasie mam dzieciaki, które po skończonym wf-ie stają na środku korytarza jak wryte i czekają, aż pani zawiąże im adidasy, zapnie kurtkę czy założy plecak na ramiona.
Gdy proszę, żeby spróbowały same, zaczyna się jęk, płacz i teksty, że mama w domu robi to szybciej i lepiej, bo wiecznie się spieszą do auta. No po prostu ręce opadają. Wakacje i czas spędzony na działce czy na plaży to idealny moment, żeby usiąść z młodym i trenować te nieszczęsne sznurówki, zamiast znowu kupować mu buty na rzepy dla świętego spokoju. Jeśli nie nauczycie ich tego przez te dwa miesiące laby, we wrześniu wasze dzieci znowu będą stały bezradnie w szatni, blokując całą grupę i zbierając uciążliwe docinki od bardziej rozgarniętych rówieśników.
Nauczcie dziecko samodzielności podczas wakacyjnych wyjazdów
Kolejnym dramatem, z którym zderzam się na każdej szkolnej wycieczce i na obiadach w stołówce, jest kompletny brak kultury osobistej oraz elementarnych nawyków higienicznych u najmłodszych. Moi drugoklasiści potrafią zostawić po sobie taki chlew przy stoliku, że panie z kuchni łapią się za głowy − porozlewane zupy, rozrzucone ziemniaki i papierki wetknięte pod talerz to u nich klasyka.
Kiedy zabieram ich do toalety, połowa zapomina o umyciu rąk, a gdy zwracam uwagę, patrzą na mnie, jakbym urwała się z choinki i wymagała rzeczy z kosmosu. Kochane mamy, zamiast pilnować w lipcu i sierpniu każdej minuty na tablecie, weźcie dzieciaki na wspólne zakupy, każcie im spakować własny plecak na plażę i sprzątnąć po sobie naczynia do zlewu po śniadaniu. Pokażcie im, że świat nie kręci się wokół ich nosa i że w życiu trzeba umieć obsłużyć samego siebie, bez wiecznego wołania mama, daj, zrób, przynieś. Te proste domowe obowiązki rozwiną ich charakter i mózg o wiele bardziej niż kolejne drogie, komercyjne półkolonie, na których znowu ktoś będzie wokół nich skakał.
Koniec z domową anarchią, czas na mądre rodzicielstwo w lecie
Wiem doskonale, że mój apel wywoła lawinę wściekłych komentarzy od matek, które uznają mnie za bezduszną nauczycielkę, która śmie ich pouczać i oceniać. Ja jednak piszę to z troski o wasze dzieci, bo wrześniowe zderzenie z realiami szkolnymi bywa dla tych niesamodzielnych maluchów potężną traumą emocjonalną.
Dziecko, które w domu ma totalny luz, nie zna słowa nie wolno i jest wyręczane na każdym kroku, w szkole nagle ląduje w grupie dwudziestu pięciu innych osób i przeżywa szok, bo pani nie ma czasu być jego prywatną służącą. Przestańcie więc traktować wakacje jak uciążliwy dopust boży i czas, który trzeba jakoś przeczekać przed telewizorem, a zacznijcie mądrze i twardo stawiać granice. Nauczcie swoje dzieci szacunku do starszych, cierpliwości w czekaniu na swoją kolej i radzenia sobie z drobną frustracją, gdy coś im nie wychodzi od razu. Tylko w ten sposób wrócimy we wrześniu do normalnych klas, w których będziemy mogli skupić się na przekazywaniu wiedzy, a nie na nadrabianiu zaległości z podstawowego wychowania, które powinno wynosić się z domu.
Z poważaniem,
Maria
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Pani zadała lekturę na wakacje. „Chyba upadła na głowę, żeby dziecko latem ślęczało nad książką”