Reklama

Sobota rano, restauracja w IKEA. Przy ladzie ustawia się kolejka, ludzie przesuwają tacki, wybierają pieczywo i czekają na ciepłe dania. Julia przyszła tam z mężem na śniadanie i spokojnie czekała na swoją kolej. Przed nimi stała matka z dwójką dzieci, chłopców mniej więcej w wieku 5-7 lat. To, co działo się chwilę później, sprawiło, że Julia z jednej strony poczuła ogromne zażenowanie, a z drugiej pomyślała, że czasami dzieci wcale nie potrzebują kolejnego wykładu o dobrym zachowaniu. Najpierw trzeba go dać ich rodzicom.

Dzieci dotykały jedzenia, mama nie reagowała

Dzieci traktowały restaurację jak plac zabaw. Kręciły się przy ladzie, sięgały po różne produkty, dotykały pieczywa i nakładały na talerz kolejne rzeczy, raczej bez większego zastanowienia.

Julia obserwowała, jak jedno z nich rozgrzebuje pieczarki, drugie dotyka bułek, a potem tak nieporadnie nakłada na talerz kiełbaskę, że ta wylądowała na posadzce. Dzieci zachowywały się głośno i chaotycznie, ale najbardziej Julię zaskoczyło to, że ich mama w ogóle nie zwracała na nie uwagi.

W pewnym momencie kobieta spojrzała w stronę pracownicy restauracji i rzuciła:

– A naleśniki kiedy?

Tyle. Bez „dzień dobry”, bez „przepraszam”, bez „czy mogę zapytać”.

Julia pomyślała, że pracownica pewnie po prostu odpowie, kiedy będą gotowe. Tymczasem kobieta za ladą spojrzała na klientkę i z pełnym spokojem powiedziała:

– Dzień dobry, szanowana pani. Nie uczyli pani, że najpierw wypada się przywitać?

Pracownica dała matce lekcję wychowania

Julia przyznaje, że na moment zapanowała cisza. Matka wyraźnie się skonsternowała. Chyba nie spodziewała się, że ktoś zwróci jej uwagę, i to w tak bezpośredni sposób. Pracownica jednak nie podniosła głosu. Nie była nieuprzejma. Wręcz przeciwnie – mówiła spokojnie, kulturalnie, niemal jak nauczycielka tłumacząca komuś podstawową zasadę.

Zwróciła kobiecie uwagę, że powinna posprzątać po dzieciach i bardziej zwracać uwagę na to, jak zachowują się przy ladzie. Powiedziała też kilka zdań o szacunku do innych osób i do ludzi, którzy wykonują swoją pracę.

Julia słuchała tego z rosnącym zdziwieniem, ale też z poczuciem, że pracownica ma rację.

Najbardziej podobało jej się to, że kobieta nie dała się sprowokować. Nie było krzyku, awantury ani wzajemnych pretensji. Było za to bardzo spokojne: „Proszę się zachowywać kulturalnie”.

A na koniec padło jeszcze:

– Naleśniki będą za dwie minuty.

Matkę wyraźnie zatkało. Nie odpowiedziała ani słowem. Odwróciła się i odeszła z dziećmi. Kiełbaski z podłogi nie podniosła.

Dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwowanie

Julia wyszła z restauracji z jedną myślą: można godzinami tłumaczyć dziecku, że trzeba szanować innych, ale jeżeli ono codziennie widzi zupełnie coś innego, takie lekcje niewiele dadzą. Dziecko obserwuje, jak rodzic rozmawia ze sprzedawcą, kelnerem, kasjerem czy pracownikiem restauracji. Widzi, czy dorosły mówi „dzień dobry”, czy potrafi poprosić, podziękować i przeprosić.

Widziało też zapewne tego poranka, że mama nie zwraca uwagi na to, że dzieci dotykają jedzenia i brudzą, a potem bez żadnego powitania oczekuje od pracownicy informacji o naleśnikach. Czy można się więc dziwić, że dzieci nie zawsze rozumieją, czym jest kultura osobista?

Często wymagamy od dzieci rzeczy, których sami nie potrafimy im pokazać. Chcemy, żeby były uprzejme, ale sami bywamy opryskliwi. Chcemy, żeby szanowały pracę innych, ale traktujemy pracowników usługowych jak ludzi, którzy mają po prostu wykonywać nasze polecenia. Chcemy, żeby przepraszały, ale sami nie widzimy powodu, by powiedzieć „przepraszam”.

Dobre wychowanie zaczyna się dużo wcześniej niż od pierwszego upomnienia przy stole. Zaczyna się od dawania dobrego przykładu.

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...