Reklama

Ja i mąż harujemy na pełnych etatach w korporacji, nie mamy na miejscu żadnych babć do pomocy, a szkoła bezczelnie wysyła nam komunikaty w Librusie z prośbami, żeby w miarę możliwości odbierać dzieci zaraz po obiedzie, bo lekcji już nie ma. No po prostu cyrk na kółkach i totalna kpina z pracujących ludzi, którzy płacą podatki i oczekują, że szkoła publiczna będzie realizować swoje zadania opiekuńcze do ostatniego dzwonka.

Moim zdaniem w czerwcu nauczyciele powinni dorabiać w świetlicach i normalnie zajmować się naszymi dziećmi, a nie zbijać bąki na radach pedagogicznych, skoro zaraz i tak mają dwa miesiące totalnej laby, o której zwykły śmiertelnik może tylko pomarzyć.

Kryzys w szkołach przed wakacjami, czyli czerwcowy horror pracujących rodziców

Dla mnie i dla wielu innych matek z klasy Kuby czerwiec to jest co roku najgorszy, najbardziej uciążliwy logistycznie miesiąc w całym kalendarzu, który wykańcza nas psychicznie i finansowo. Oczywiście oprócz samych wakacji. Muszę stawać na rzęsach, brać urlopy na zmianę z mężem albo błagać szefa o pracę zdalną, bo paniom w szkole nie chce się już prowadzić normalnych zajęć dydaktycznych, skoro program rzekomo został zrealizowany.

Dzieciaki snują się po korytarzach, nudzą się jak mopsy, a w świetlicy panuje taki tłok i wrzask, że mój syn wraca do domu z potwornym bólem głowy i jest skrajnie przebodźcowany. To jest absolutne niedopełnienie podstawowych obowiązków ze strony dyrekcji i kadry, która uważa, że od czerwca można już całkowicie zamknąć system i mentalnie przejść na tryb urlopowy. Płacimy za ten cały szkolny kierat swoimi podatkami i mamy pełne prawo wymagać, by opieka nad najmłodszymi uczniami funkcjonowała na sto procent.

Wolny czas nauczycieli a brak opieki nad dziećmi w świetlicy

Najbardziej wkurza mnie to święte oburzenie środowiska nauczycielskiego, kiedy ktokolwiek wspomni o ich licznych przywilejach, wolnych wakacjach i urlopach w ferie czy święta. Słyszę ciągle narrację o tym, jak bardzo są przemęczeni, wypaleni zawodowo i jak ciężko pracują w trakcie roku szkolnego, sprawdzając klasówki w domach.

Tylko dlaczego nikt nie widzi zmęczenia nas, matek, które pracujemy w handlu czy w biurach po osiem, a często i dziesięć godzin dziennie przez okrągły rok, mając do dyspozycji zaledwie dwadzieścia sześć dni urlopu? W czerwcu, gdy lekcje odpadają, tablice są czyste, a podręczniki oddane do biblioteki, ci wszyscy nauczyciele przedmiotowi i wychowawcy mają mnóstwo wolnego czasu w ramach swoich godzin etatowych. Zamiast pić kawę w pokoju nauczycielskim i plotkować o planach urlopowych, powinni iść do świetlicy, odciążyć pracujące tam panie i organizować dzieciakom mądre, kreatywne zajęcia, wyjścia do parku czy gry zespołowe na boisku szkolnym.

Koniec z pobłażaniem dla szkolnej laby

Na naszej klasowej grupie wczoraj wybuchła przez to awantura, bo odważyłam się napisać prosto z mostu, co myślę o tych czerwcowych powrotach do domów o trzynastej. Kilka matek, które nie pracują albo mają pod ręką chętnych do pomocy dziadków, od razu zarzuciło mi, że jestem roszczeniowa i bez serca. Ale ja uważam, że szkoła to instytucja, która ma swoje jasne, sztywne obowiązki wobec społeczeństwa.

Przestańmy dawać przyzwolenie na to, by szkolna kadra zrzucała na nasze barki swoje zadania tylko dlatego, że w kalendarzu pojawił się czerwiec. Mamy pełne prawo wymagać profesjonalizmu przez cały okrągły rok szkolny, a jeśli komuś nie pasuje praca do końca czerwca, to niech zmieni zawód na taki, w którym nie ma dwóch miesięcy zagwarantowanej, płatnej laby z urzędu.

Joanna


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Zużyci” nauczyciele nie dają już rady: 72 proc. myśli o odejściu z zawodu. Nie będzie miał kto uczyć?

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...