„Zużyci” nauczyciele nie dają już rady: 72 proc. myśli o odejściu z zawodu. Nie będzie miał kto uczyć?
Stres nauczycieli osiąga poziom, którego nie da się ignorować. Badanie zlecone przez ZNP i zrealizowane przez badaczki z Uniwersytetu Warszawskiego pokazuje, że jeśli nic się nie zmieni, wkrótce nie będzie miał kto uczyć naszych dzieci, bo wypaleni pedagodzy po prostu odejdą z zawodu.

W Warszawie, w siedzibie Związku Nauczycielstwa Polskiego, przedstawiono wyniki ogólnopolskiego badania o stresie w zawodzie nauczyciela. Zespół badaczek z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego zebrał dane od lutego do kwietnia 2026 r. wśród 1748 nauczycieli z 200 placówek. Liczby są niepokojące: wielu pedagogów jest na skraju wyczerpania, a zmęczenie zaczyna się jeszcze zanim padnie pierwszy dzwonek.
Zmęczenie zaczyna się przed wyjściem z domu
W badaniu połowa nauczycieli wskazała wysoki lub bardzo wysoki poziom skumulowanego stresu. Jednocześnie tylko 18 proc. deklaruje niski poziom obciążenia. To ważny sygnał także dla rodziców: kiedy dorosły w szkole funkcjonuje w stałym napięciu, trudniej mu utrzymać spokój, cierpliwość i energię potrzebną w klasie czy w przedszkolu.
Do tego dochodzi codzienna fizjologia przeciążenia. Aż 82 proc. ankietowanych przyznało, że czuje zmęczenie jeszcze przed wyjściem do pracy. 85 proc. potrzebuje więcej czasu, by się zrelaksować i wrócić do lepszego samopoczucia. Po zakończeniu dnia 64 proc. zazwyczaj czuje się wyczerpanych i „zużytych”. To nie są pojedyncze gorsze tygodnie, tylko obraz zawodu, który coraz częściej kosztuje zdrowie.
Bezsenność, ból ciała i brak energii
Stres zawodowy objawia się również somatycznie. Aż 60 proc. nauczycieli zgłasza silne objawy, takie jak bezsenność, przewlekłe bóle czy wyczerpanie. Wśród konkretnych problemów pojawiają się: bóle głowy (39 proc.), kłopoty ze snem (42 proc.) i bóle pleców (44 proc.). Najczęściej wskazywanym sygnałem jest jednak spadek energii i chroniczne zmęczenie: 64 proc. badanych.
Dla wielu rodzin to może brzmieć znajomo: nauczyciel, który nie ma kiedy odetchnąć, bywa mniej dostępny, szybciej się męczy, trudniej mu wchodzić w spokojny dialog. W badaniu mocno podkreślono, że problem nie sprowadza się do indywidualnej „odporności”, bo kluczowe obciążenia mają charakter przewlekły i systemowy.
Niepewność, która uderza w szkoły i w rodziny
Najbardziej niepokojąco brzmią deklaracje dotyczące przyszłości w zawodzie. 72 proc. respondentów nie potrafi jednoznacznie powiedzieć, że zostanie w pracy w oświacie. Pewność deklaruje 28 proc. W grupie niezdecydowanych są osoby, które myślą o odejściu (22 proc.), odeszłyby, gdyby mogły (19 proc.), aktywnie odchodzą lub zmieniają zawód (11 proc.) oraz te, które wkrótce przechodzą na emeryturę (17 proc.).
W praktyce oznacza to ryzyko dalszej destabilizacji: częstsze zmiany kadrowe, większe obciążenie dla tych, którzy zostają, a w konsekwencji mniejszą przewidywalność dla dzieci i rodziców. To szczególnie wrażliwe w przedszkolu i młodszych klasach, gdzie relacja z nauczycielem jest jednym z filarów poczucia bezpieczeństwa.
System jest głównym stresorem
Badanie pokazuje jasno: głównym źródłem stresu nie są ani uczniowie, ani ich rodzice, tylko system oświaty. Wśród 20 czynników stresu aż 13 ma charakter systemowy. Wśród najczęściej wskazywanych obciążeń są:
- niskie wynagrodzenia (nieadekwatne do odpowiedzialności i wymuszające pracę na kilku etatach),
- brak zasobów i wsparcia przy wdrażaniu zmian,
- brak spójnej i długofalowej wizji polityki oświatowej,
- niedostosowanie wymagań do realiów pracy
- brak odciążenia od zadań administracyjnych.
Wymieniane są też: częste zmiany przepisów i podstawy programowej, decyzje podważające autonomię nauczycieli, niedocenianie zawodu w społeczeństwie, brak systemowego wsparcia pracy z dziećmi ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, a także nieadekwatna ochrona prawna i poczucie osamotnienia w sporach czy w obliczu hejtu w mediach społecznościowych. Do tego dochodzi erozja czasu prywatnego: e-dzienniki i komunikatory sprawiają, że rośnie oczekiwanie dyspozycyjności także po godzinach, w weekendy i święta.
Co musi się zmienić?
W rekomendacjach pojawiają się konkretne kierunki działań. Dla MEN: kilka lat stabilnych cykli bez gwałtownych zmian w trakcie roku szkolnego, łączenie nowych obowiązków z realnymi zasobami, redukcja dokumentacji i przesuwanie zadań administracyjnych na pracowników pomocniczych, wsparcie edukacji włączającej (limity uczniów z orzeczeniami i obowiązkowy nauczyciel współorganizujący), a także urlopy regeneracyjne i działania wzmacniające prestiż zawodu.
Dla samorządów: realne miejsca wyciszenia i odpoczynku w szkołach, odpowiednia liczba pracowników administracyjnych oraz finansowanie bezpłatnej opieki psychologicznej, superwizji i poradnictwa prawnego. Dla dyrektorów: ochrona czasu wolnego (bez wiadomości po godzinach), przejrzyste zasady zastępstw i nagród, wsparcie w konfliktach z rodzicami oraz budowanie sieci współpracy w szkołach i między nimi.
Źródła: glos.pl, strefaedukacji.pl, infor.pl
Zobacz także: Te piękne cytaty o nauczycielach to najlepsze podziękowanie. Aż łzy cisną się do oczu