Ostatnio na popularnej facebookowej grupie „Mamy mamom” pojawił się niezwykle poruszający, pełen żalu wpis, pod którym w zaledwie kilka godzin zaroiło się od setek komentarzy. Autorka posta − mama przedszkolaka i niemowlęcia − postanowiła wypowiedzieć na głos to, o czym wiele z nas myśli w ukryciu, dusząc w sobie poczucie krzywdy i gigantyczne zmęczenie. Kobieta zapytała inne matki, jak naprawdę wyglądają ich relacje z dziadkami, bo sama zaczyna wątpić, czy nie wymaga od własnej rodziny zbyt wiele. Jej słowa to bolesny obrazek współczesnej samotności w macierzyństwie, w którym bliskość geograficzna wcale nie oznacza bliskości emocjonalnej i realnego wsparcia.

WIDEO…

player placeholder

Gorzkie wyznanie w grupie dla mam

Młoda mama opisała swoją codzienność, z którą z pewnością utożsami się niejedna z nas. Ma u boku wspaniałego, wspierającego męża, z którym dzieli obowiązki, i doskonale wiedziała, na co się pisze, decydując się na dwójkę maluchów. Najbardziej boli ją jednak postawa rodziców oraz teściów, którzy mieszkają stosunkowo blisko, są sprawni i zdrowi, a mimo to niemal całkowicie odcięli się od pomocy przy wnukach. Od momentu narodzin młodszego dziecka żadne z nich ani razu nie wzięło malucha na spacer, nie pobawiło się z nim, by dać rodzicom choćby symboliczną godzinę na zaczerpnięcie tchu. Starsze dziecko tylko raz zostało zabrane na noc.

„Kiedy dziadkowie nas odwiedzają, zazwyczaj wygląda to tak, że siedzą, piją kawę i rozmawiają, a my nadal zajmujemy się dziećmi” − pisze z żalem autorka posta. Teściowie pojawiają się rzadko, głównie od święta, a jej właśni rodzice, którzy kiedyś mocno angażowali się w opiekę nad córką jej siostry, teraz, gdy mają czas, również nie wykazują inicjatywy. Kobieta wyznaje, że czuje potworne zmęczenie i zwyczajny ludzki smutek, że nikt z najbliższych nie wpadnie na prosty pomysł: „Wezmę dziecko na spacer, żeby mama mogła przez godzinę odpocząć”. Ta historia natychmiast podzieliła internautki na dwa zwaśnione obozy, a w komentarzach wybuchła prawdziwa burza.

Zobacz także:

Pokolenie „świętego spokoju” kontra roszczeniowi rodzice?

Większość komentujących mam natychmiast stanęła po stronie autorki, nie szczędząc ostrych słów pod adresem dzisiejszych seniorów. Wiele kobiet uważa, że współcześni dziadkowie wykazują się ogromną hipokryzją i najzwyklejszym egoizmem. „To pokolenie totalnych leni. Swoje dzieci podrzucali dziadkom, ciotkom, do przedszkoli i na świetlicę, więc dalej w znamienitej większości nie chcą obowiązków” − napisała ostro jedna z internautek. W podobnym tonie wypowiedziała się kolejna mama, zauważając, że argumenty starszego pokolenia o tym, że oni już swoje odchowali, są po prostu niesprawiedliwe: „Dzieci były non stop wysyłane do dziadków i to było normalne. Ale oni tego nie pamiętają. Opamiętają się na starość, jak dzieci nie będą mieć z nimi kontaktu”.

Z drugiej strony barykady pojawiły się jednak głosy studzące te emocje, a nawet zarzucające autorce posta... wygodnictwo i brak komunikacji. Część kobiet zauważyła przytomnie, że starsze pokolenie nie potrafi czytać w myślach i kluczem do sukcesu może być zwyczajna, szczera rozmowa. „Szczerze, to wydaje mi się, że bardziej zależy Ci na chwili spokoju, niż na tym, żeby dziadkowie spędzali czas z dzieckiem... Ale spróbuj sama zapytać, czy pomogą... bo chyba tego nie zrobiłaś?” − zasugerowała jedna z komentujących, radząc zatrudnienie opiekunki, jeśli zmęczenie daje się mocno we znaki, zamiast generować ciche pretensje do rodziny.

Głos dojrzałej babci rzuca nowe światło na konflikt

W tym całym oceanie wzajemnych żalów niezwykle cenny okazał się głos kobiety, która sama jest babcią aż dziesięciorga wnucząt. Jej wypowiedź idealnie punktuje to, dlaczego dzisiejsi dziadkowie wolą bezpiecznie usiąść na kanapie z filiżanką kawy, zamiast wyrywać się do przewijania pieluch czy zabierania dzieci na dwór. Starsza pani wyjaśniła, że chętnie pomaga, ale tylko wtedy, gdy dostanie od dzieci jasny sygnał i prośbę. Zwróciła uwagę na potężny problem, jakim jest brak zaufania ze strony młodych rodziców i zasypywanie dziadków setkami restrykcyjnych nakazów.

„Tyle się słyszy, że my nic nie umiemy, jesteśmy zbyt retro. Dziadkom daje się całą listę wytycznych, co wolno, czego nie wolno, zamiast zaufać ich mądrości. Nie dziwię się, że najbezpieczniej jest wypić kawę i tylko cieszyć oko widokiem wnuków” − podsumowała szczerze dojrzała babcia.

Ta perspektywa zmusza do refleksji. Może faktycznie jako młode mamy, wychowane na poradnikach z nowoczesnego rodzicielstwa, zbyt mocno krytykujemy metody naszych mam i teściowych? Może lęk przed ich „przestarzałym” podejściem sprawia, że oni sami wolą się nie wtrącać, by nie wywołać domowej wojny? Jedno jest pewne − bez otwartej rozmowy i odrzucenia wzajemnych żali, ten mur między pokoleniami będzie tylko rósł, a ucierpią na tym przede wszystkim dzieci.

Zobacz też: „Podsłuchałam rozmowę męża z jego matką o moim macierzyństwie. Ten maminsynek bezczelnie mnie oczernił, nigdy mu tego nie podaruję”