Reklama

Mam na imię Agnieszka i od ponad dwudziestu lat pracuję jako wychowawczyni w szkole podstawowej. Zawsze uważałam, że największym zadaniem rodzica jest ochrona własnego dziecka i dawanie mu poczucia bezpieczeństwa. Niestety to, co zastałam dzisiaj na trzeciej godzinie lekcyjnej w toalecie, całkowicie mną wstrząsnęło i pokazało, jak bardzo dorośli potrafią bezmyślnie skrzywdzić swoje pociechy.

Dziewczynka płakała w łazience przez niemal całą lekcję, zwinięta w kłębek na podłodze w kabinie, bo nie miała już siły mierzyć się z krzywymi spojrzeniami kolegów.

Koszmar w szkolnej toalecie. Jak płacz małej uczennicy postawił na nogi całe piętro

Wszystko zaczęło się tuż po dzwonku na lekcję matematyki, kiedy zauważyłam, że ławka małej, dziesięcioletniej Mai jest pusta, choć dziewczynka była rano obecna w szkole. Gdy minęło piętnaście minut, a uczennica wciąż nie wracała, postanowiłam wyjść na korytarz i osobiście sprawdzić, co się dzieje. Z głębi łazienki dla dziewcząt dobiegał cichy szloch, który od razu wywołał u mnie potężny niepokój.

Kiedy weszłam do środka, zastałam przykry widok − Maja siedziała na zimnych kafelkach, kurczowo tuliła plecak i trzęsła się na całym ciele ze stresu. Przez długi czas nie potrafiła wykrztusić ani jednego słowa, uciekając wzrokiem przed moim spojrzeniem i głośno łkając.

Okrucieństwo na szkolnym korytarzu. Dlaczego cała klasa szydziła z dziesięciolatki?

Gdy w końcu udało mi się uspokoić dziecko i podać jej wodę, Maja powoli wyjawiła mi powód swojego wstydu. Okazało się, że na długiej przerwie starsi uczniowie i koledzy z ławki zaczęli ostentacyjnie pokazywać ją palcami, głośno chichotać i rzucać potoczne, złośliwe wyzwiska.

Powodem było kompromitujące, intymne zdjęcie dziewczynki, które jej własna matka wrzuciła wieczorem na swój publiczny profil w mediach społecznościowych. Kobieta dla zabawy i głupiego poklasku opublikowała fotografię zapłakanej córki zrobioną podczas domowej awantury o oceny, opatrując ją kpiącym podpisem. Początkowo nie mogłam w to uwierzyć. Jak tak można?!

Dzieci z klasy błyskawicznie znalazły ten post w sieci, zrobiły zrzuty ekranu i stworzyły złośliwe memy, które rozsyłały między sobą poza lekcjami. Maja z dnia na dzień została całkowicie odrzucona przez grupę rówieśniczą, nikt nie chciał usiąść z nią w parze, a w szatni przed lekcją wf-u musiała znosić ordynarne docinki.

Całkowita porażka rodzicielska. Pragnienie lajków rodzi życiowe tragedie

Ta skandaliczna sytuacja to bolesny dowód na totalne znieczulenie współczesnych rodziców, którzy dla własnej próżności przekraczają granice prywatności swoich dzieci. Czy to tak trudno zrozumieć, że kiedy traktujemy własne dziecko jak żywą maskotkę do zbierania serduszek w sieci, krzywdzimy je?

Najgorsze jest to, że gdy zadzwoniłam do matki Mai, ona zamiast spalić się ze wstydu i natychmiast usunąć zdjęcie, oświadczyła, że to jej prywatny profil i ona ma prawo wrzucać tam, co chce.

Rodzice chyba nie rozumieją, że internet nie zapomina, a ich dzieci płacą potem najwyższą cenę za bezmyślność dorosłych.

Pozdrawiam całą redakcję Mamotoja,

Agnieszka


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Pedagog szkolny bije na alarm po tym, co zastał w łazience. Kto wychowuje te dzieci? „Upodlenie”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...