Reklama

Za nami dopiero pierwsze dni września, a ja jako wieloletni pedagog szkolny już teraz czuję, jak wzbiera we mnie potężna wściekłość i głęboki żal na to, co współcześni rodzice robią ze swoimi dziećmi.

Od ponad piętnastu lat codziennie wspieram uczniów, rozmawiam z nimi o ich problemach i próbuję gasić korytarzowe konflikty. Jednak to, co zastałam dzisiaj podczas rutynowej kontroli w łazience dla klas starszych na drugim piętrze, po prostu przekroczyło wszelkie granice przyzwoitości. Zmusza mnie to do postawienia jednego, bardzo twardego pytania: kto właściwie wychowuje te dzieci i gdzie podziały się podstawowe zasady kultury? Słowo „upodlenie” to jedyne, co przychodzi mi do głowy, gdy na to wszystko patrzę.

Krajobraz po bitwie w szkolnej toalecie. Wychowujemy małych wandali

Wszystko zaczęło się na długiej przerwie obiadowej, kiedy z łazienki chłopców zaczął dobiegać nienaturalny hałas, głośne piski i śmiechy. Gdy weszłam do środka, zastałam tam widok, na który cała zdrętwiałam. Całe pomieszczenie wyglądało jak po przejściu tornada − zdemolowane podajniki na papier zostały siłą wyrwane ze ścian, a ich plastikowe części leżały połamane na kafelkach.

Co gorsza, wszystkie odpływy w umywalkach i toaletach zostały celowo i złośliwie zatkane zwojami ręczników papierowych, przez co woda zaczęła już zalewać korytarz. Dopełnieniem tego wszystkiego było płynne mydło, które uczniowie rozmazali po lustrach, ścianach, a nawet po klamkach drzwi wejściowych. Najgorsza była jednak świadomość, że ci młodzi ludzie nie zrobili tego z powodu jakiegoś buntu, ale z czystej, wyrachowanej chęci zyskania popularności na TikToku.

Smartfon w ręku i zero barier. Walki o lajki robi z dzieci chuliganów

W głębi łazienki, tuż przy oknie, stało trzech piątoklasistów, z których jeden z dumą trzymał w ręku smartfon i nagrywał krótki, głupi filmik, pokazując połamany sprzęt i śmiejąc się prosto w obiektyw. Dzisiejsze nastolatki robią takie rzeczy tylko po to, żeby wrzucić relację do sieci, zyskać kilkadziesiąt polubień od anonimowych kont i poczuć się królami internetu. Pokazuje to całkowity, porażający brak szacunku dla wspólnej przestrzeni oraz dla niezwykle ciężkiej, fizycznej pracy osób sprzątających, które potem muszą to wszystko naprawiać.

Kiedy odebrałam chłopakowi telefon i ostrym głosem kazałam im natychmiast wziąć mopy i posprzątać ten bałagan, na ich twarzach pojawiło się coś w rodzaju niedowierzania. Jeden z nich, bezczelny dwunastolatek, bez mrugnięcia okiem rzucił mi prosto w twarz słowa, że on niczego nie będzie dotykał, bo od sprzątania są w szkole panie sprzątaczki.

Efekty bezstresowego chowania. Uległość rodziców rodzi życiowych nieudaczników

Ta skandaliczna scena z toalety to niestety, drodzy państwo, bezpośredni skutek tego, co dzieje się w naszych domach. Kiedy w czterech ścianach pozwalamy dziecku na rzucanie jedzeniem, ignorowanie próśb i wieczne mu usługujemy, nie dziwmy się potem, że w szkole wyrasta z niego mały tyran. Robimy z dzieci wandali, którzy nie potrafią uszanować cudzego wysiłku ani ponieść najmniejszej konsekwencji swoich czynów.

Większość współczesnych rodziców, zamiast spalić się ze wstydu i ostro ukarać syna za zniszczenie szkolnego mienia, woli potem pójść na skargę do dyrekcji, że pedagog stresuje ich wrażliwe dziecko. Czas najwyższy skończyć z tą chorą nadopiekuńczością − szkoła ma prawo wymagać, a rodzice muszą wreszcie zacząć stawiać dzieciom twarde wymagania w domu. Jeśli teraz nie nauczymy ich szacunku i odpowiedzialności za wspólne dobro, to w dorosłym życiu ci ludzie po prostu przepadną przy pierwszym lepszym problemie.

Pozdrawiam Redakcję,

Alicja


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Pracownica zgasiła bezczelną matkę jednym zdaniem. Scena z IKEA to dowód, że wychowujemy rozwydrzone pokolenie

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...