Reklama

Tosia od miesięcy marzyła o krótkim bobie. Miała długie, grube loki, które wszyscy uwielbiali – poza nią. Narzekała, że jest jej gorąco, że włosy ciągle się plączą i że wygląda „jak mała księżniczka”, choć wcale tego nie chce. To typowa chłopczyca. Przed komunią zapytała mnie po raz kolejny, czy może je obciąć. Zgodziłam się.

Po wyjściu od fryzjera była zachwycona. Dosłownie promieniała. Co chwilę przeglądała się w lustrze i mówiła, że w końcu „czuje się sobą”. Nie spodziewałam się jednak, że zwykła fryzura wywoła rodzinny dramat.

„Zrobiłaś z niej pośmiewisko”

Teściowa zobaczyła Tosię dopiero przed kościołem. Najpierw zamarła, potem zrobiła dziwną minę i... rozpłakała się. Myślałam, że coś się stało. Ale ona po chwili złapała mnie za rękę i odciągnęła na bok.

„Ty chyba oszalałaś. Przed samą komunią obciąć dziecku takie włosy?” – syczała przez zęby. „Ludzie będą gadać. Wszyscy się będą patrzeć. Zrobiłaś z niej pośmiewisko”.

Stałam jak wryta. Próbowałam spokojnie powiedzieć, że Tosia sama tego chciała i że to tylko fryzura. Ale teściowa była już rozpędzona.

Powiedziała, że włosy są „ozdobą kobiety”, że dziewczynka „powinna wyglądać delikatnie i dziewczęco”, a nie „jak chłopak”. Najbardziej zdziwiło mnie jednak to, co powiedziała później.

„Przed komunią nie powinno się obcinać włosów. To przynosi pecha. Tak się po prostu nie robi”.

Myślałam, że się przesłyszałam. Moja teściowa nie jest szczególnie religijna, ale od zawsze wierzy w różne dziwne zabobony. Nigdy jednak nie przypuszczałam, że aż tak bardzo przejmie się fryzurą dziecka.

Tosia pierwszy raz poczuła się naprawdę pewna siebie

Najgorsze jest to, że Tosia zauważyła reakcję babci. Jeszcze chwilę wcześniej uśmiechała się od ucha do ucha, a nagle spuściła głowę i zapytała mnie cicho, czy „źle wygląda”. Właśnie wtedy naprawdę się wściekłam.

Bo przez lata wszyscy zachwycali się jej lokami, ale nikt nie pytał, jak ona się w nich czuje. Dla dorosłych były „śliczne”, „anielskie”, „idealne do komunii”. Tylko że Tosia ich nie chciała. Chciała krótkiej fryzury, która sprawi, że poczuje się swobodnie i pewnie. W krótkim bobie tak się poczuła.

Tego dnia wyglądała na szczęśliwszą niż wiele dzieci w bogato zdobionych albach i wiankach. Nie marudziła, nie poprawiała się co chwilę, nie płakała, że coś ją ciągnie albo uwiera. Była sobą.

Ale według mojej teściowej to właśnie był problem.

Dla wielu ludzi dziewczynka wciąż „powinna wyglądać jak dziewczynka”

Po komunii temat wrócił przy rodzinnym obiedzie w restauracji. Teściowa demonstracyjnie wzdychała i opowiadała ciotkom, że „kiedyś dzieci wyglądały elegancko”, a dziś rodzice pozwalają „na wszystko”. Jedna z kuzynek rzuciła nawet, że „faktycznie szkoda takich loków”.

Nikt jednak nie zapytał Tosi, jak ona się czuje.

Mam wrażenie, że wielu dorosłych traktuje dzieci jak ozdoby. Szczególnie dziewczynki. Mają być ładne, grzeczne i wpisywać się w cudze wyobrażenia. Długie włosy? Obowiązkowo. Sukienka? Najlepiej jak z bajki. A jeśli dziecko chce wyglądać inaczej, od razu pojawiają się komentarze, że „to nie wypada”.

Najbardziej absurdalne jest to, że cała awantura wybuchła wokół fryzury, a nie wokół samej komunii. Przecież ten dzień powinien być przeżyciem dla dziecka, a nie konkursem na najbardziej „dziewczęcy” wygląd.

Nie żałuję tej decyzji ani trochę. Jeśli moja córka dzięki zwykłemu bobowi poczuła się piękna i pewna siebie, to było warto. Nawet jeśli dla części rodziny stało się to niemal rodzinną tragedią.

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...