Reklama

Codzienne rozmowy z moimi koleżankami, które od lat pracują w oświacie, rzucają zupełnie nowe światło na to, jak wyglądają poranki we współczesnych szkołach podstawowych. Ostatnio jedna z nich, doświadczona wychowawczyni pracująca na szkolnej świetlicy, opowiedziała mi o sytuacji, która autentycznie chwyciła mnie za serce i zmusiła do napisania tego tekstu. Opisała mi widok, jaki zastaje każdego dnia kilka minut przed godziną siódmą rano, kiedy na korytarzach panuje jeszcze półmrok i przejmująca cisza.

Okazuje się, że dzieci wystają pod świetlicą już od 7 rano, siedząc na plecakach pod zamkniętymi drzwiami i czekając, aż ktoś wreszcie przekręci klucz w zamku. Zszokowana skalą tego zjawiska nauczycielka postanowiła opowiedzieć mi o tym i wystosować emocjonalny apel do rodziców, w którym padły niezwykle mocne i bezpośrednie słowa: przypomnijcie sobie, po co macie dzieci.

Poranny paraliż na szkolnym korytarzu. Jak wygląda rzeczywistość kilkulatka o świcie?

Większość z nas uważa, że zostawienie dziecka w świetlicy o siódmej rano to po prostu normalny element planu dnia każdej pracującej rodziny. Moja znajoma nauczycielka opisała mi jednak, jak ten poranny rytuał wygląda z perspektywy małego, niewyspanego siedmiolatka, który spędza w murach placówki po kilkanaście godzin na dobę. Dzieci są przyprowadzane do szkoły w pośpiechu, często bez śniadania zjedzonego w spokoju, poganiane przez nerwowych rodziców na parkingu.

Gdy tylko otwierają się drzwi, maluchy trafiają do dusznej, powoli zapełniającej się sali, gdzie zamiast odpoczynku i zabawy muszą od świtu znosić hałas, krzyki i gwar. Zanim w ogóle rozpoczną się pierwsze oficjalne lekcje, te dzieci są już całkowicie wypompowane z energii i zmęczone przebywaniem w wielkiej grupie rówieśniczej. Pokazuje to całkowity brak równowagi między życiem zawodowym dorosłych a naturalnymi potrzebami emocjonalnymi małego człowieka, który potrzebuje bliskości, a dostaje świetlicowy dryl.

Gorzkie słowa doświadczonej wychowawczyni. Dlaczego dorośli uciekają od własnych dzieci?

Najbardziej poruszającym wątkiem w apelu mojej koleżanki była obserwacja, że bardzo wielu rodziców wcale nie musi zostawiać dzieci tak wcześnie, ale robi to z czystej wygody i chęci zyskania wolnego czasu. Nauczycielka zauważyła, że na liście porannych rekordzistów regularnie pojawiają się maluchy, których mamy nie pracują zawodowo lub zaczynają obowiązki dopiero w południe.

Gdy wychowawczyni spróbowała delikatnie porozmawiać z kilkoma osobami i zasugerować, że dziecko jest przemęczone i mogłoby pospać godzinę dłużej, zderzyła się ze ścianą. Niektóre mamy twierdziły, że przecież szkoła ma obowiązek zapewnić opiekę. Czy to nie jest ucieczka przed własną odpowiedzialnością rodzicielską?

Powrót do mądrego rodzicielstwa. Jak odnaleźć równowagę między pracą a bliskością?

Być może współczesne społeczeństwo zaczyna gubić to, co w rodzicielstwie jest najważniejsze − czas spędzony razem i budowanie odporności psychicznej dziecka poprzez obecność. Oczywiście nikt nie zamierza krytykować rodziców, którzy pracują na etacie od rana i nie mają fizycznej możliwości, by zaprowadzić pierwszoklasistę na godzinę ósmą czy dziewiątą. Przeraża jednak fakt, że dla własnego komfortu dobrowolnie skracamy czas, jaki moglibyśmy podarować swojemu synowi czy córce przed wyjściem z domu.

Świetlica szkolna to wspaniałe rozwiązanie, ale nie może stać się całodobową przechowalnią, do której zaprowadzamy dziecko wcześnie rano i z której odbieramy je przed godziną osiemnastą, gdy jest już całkowicie wycieńczone. Szkoła ma prawo apelować o rozsądek, ponieważ zmęczony kilkulatek nie jest w stanie skupić się na nauce, staje się płaczliwy i traci naturalną energię.

A zatem − przypomnijmy sobie, po co mamy dzieci i zacznijmy doceniać te krótkie, poranne chwile, bo czas płynie nieubłaganie, a dziecięcej potrzeby bliskości nie da się później nadrobić.

Zobacz też: Chciała podrzucać dziecko babci, żeby iść do pracy. „Po tym, co usłyszałam od swojej matki narcyzki, trzasnęłam drzwiami i wyszłam”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...