Reklama

Przez lata nikogo nie dziwiło, że nauczyciel wraca do domu późnym wieczorem po kolejnej wywiadówce. Dziś coraz więcej pedagogów pyta: dlaczego mają się na to godzić? Zamiast tego proponują rozwiązanie, które dla jednych jest przyszłością szkoły, a dla innych – kolejnym krokiem w stronę całkowitego odczłowieczenia edukacji.

„Za użeranie się z rodzicami nikt mi nie płaci”

Pan Michał uczy historii w szkole podstawowej od dwunastu lat. Nie ukrywa, że jest zwolennikiem wywiadówek online.

– Jeśli moje godziny pracy kończą się po południu, to dlaczego mam regularnie siedzieć w szkole do 19 albo 20? Rodzice też nie zostają kilka godzin dłużej w swoich biurach za darmo.

Jak mówi, problemem nie jest samo spotkanie.

– Chętnie rozmawiam z rodzicami o dzieciach. To część mojej pracy. Problem zaczyna się wtedy, kiedy wywiadówka zamienia się w dwugodzinną dyskusję o wszystkim. Jedna osoba chce rozmawiać o ocenach sprzed trzech miesięcy, druga o wycieczce, trzecia o tym, dlaczego syn siedzi w trzeciej ławce.

Najbardziej męczą go jednak indywidualne pretensje.

– Powiem brutalnie: za użeranie się z rodzicami nikt mi dodatkowo nie płaci. Chcę wykonywać swoją pracę rzetelnie, ale nie kosztem własnego życia rodzinnego. Spotkanie online trwa krócej, jest bardziej konkretne i każdy wraca do swoich obowiązków.

„Wreszcie nie musiałabym brać wolnego”

Pomysł bardzo podoba się pani Annie, mamie uczniów drugiej i szóstej klasy.

– Pracuję do 17. Żeby zdążyć na zebranie, muszę kombinować z wyjściem z pracy. Potem jeszcze korki, szukanie miejsca parkingowego i godzina słuchania informacji, z których połowa dotyczy innych dzieci.

Jej zdaniem większość spraw można przekazać przez internet.

– Jeśli potrzebuję indywidualnej rozmowy z wychowawcą, mogę umówić się osobno. Natomiast informacje organizacyjne spokojnie da się omówić podczas spotkania online. Oszczędzamy czas wszyscy – nauczyciele i rodzice.

Dodaje, że pandemia pokazała, iż takie rozwiązania są możliwe.

– Wtedy się dało. Nie rozumiem, dlaczego teraz nagle miałoby się nie dać.

„Szkoła to nie kolejny wideoczat”

Zupełnie inaczej uważa pani Katarzyna, mama czwartoklasisty.

– Mam dość załatwiania wszystkiego przez ekran. Pracuję zdalnie, robię zakupy przez internet, wizyty umawiam online. Chciałabym przynajmniej raz na jakiś czas porozmawiać z nauczycielem twarzą w twarz.

Jej zdaniem osobiste spotkania mają wartość, której nie da się zastąpić.

– Podczas wywiadówki widzę atmosferę klasy, mogę chwilę porozmawiać z innymi rodzicami, zamienić kilka słów z nauczycielem. Przez komputer wszystko staje się bezosobowe.

Obawia się również problemów technicznych.

– Wystarczy, że komuś zerwie internet albo połowa rodziców będzie miała wyłączone kamery. To nie będzie prawdziwa rozmowa.

Czy szkoła jest gotowa na kolejną zmianę?

Coraz więcej spraw związanych z edukacją przenosi się do świata cyfrowego. Oceny, frekwencja, usprawiedliwienia czy wiadomości od nauczycieli od dawna funkcjonują w e-dziennikach. Dla części pedagogów naturalnym krokiem wydaje się więc również przeniesienie zebrań do internetu.

Nie brakuje jednak głosów, że szkoła powinna pozostać miejscem spotkań, a nie tylko wymiany komunikatów przez ekran.

Jedno jest pewne – dyskusja o czasie pracy nauczycieli i organizacji wywiadówek dopiero się zaczyna. A skoro coraz więcej pedagogów otwarcie mówi o przeciążeniu obowiązkami, podobnych pomysłów może pojawić się jeszcze więcej.

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...