Nauczycielka: „Dzisiejsze 7-latki nie znają liter i imion rodziców. We wrześniu czeka nas armagedon”
Za kilka tygodni tysiące dzieci po raz pierwszy usiądą w szkolnych ławkach. Jedne przekroczą próg klasy z ciekawością, może nawet ekscytacją, inne zasiądą w ławkach pełne lęku i napięcia. Nauczycielka, która napisała do naszej redakcji, przekonuje jednak, że coraz częściej największym wyzwaniem nie są emocje pierwszaków, lecz oczekiwania dorosłych wobec szkoły.

Przygotowanie dziecka do szkoły nie oznacza, że przyszły pierwszoklasista powinien biegle czytać czy liczyć. Znacznie ważniejsze są umiejętności rozwijane na co dzień – ciekawość świata, sprawność manualna, umiejętność skupienia uwagi, rozmowy z dorosłymi czy znajomość podstawowych informacji o sobie i swojej rodzinie.
Specjaliści od lat podkreślają, że największy wpływ na gotowość szkolną mają codzienne, pozornie zwyczajne aktywności: wspólne czytanie książek, zabawy słowne, rysowanie, układanie klocków czy rozmowy podczas spaceru. Szkoła odgrywa w edukacji ogromną rolę, ale nie jest w stanie zastąpić tego, co dziecko wynosi z domu. Zdaniem naszej czytelniczki wielu rodziców o tym nie pamięta.
„Nie chodzi o to, żeby sześciolatek czytał książki”
Przeczytałam u was na Facebooku tekst o tym, że rodzice coraz częściej zrzucają odpowiedzialność za edukację na szkołę. Przez chwilę zastanawiałam się, czy naprawdę jest aż tak źle, ale szybko doszłam do wniosku, że niestety mogłabym dopisać do tego artykułu jeszcze kilkanaście własnych historii.
Pracuję w szkole podstawowej od kilkunastu lat i naprawdę lubię swoją pracę. Każdy wrzesień jest dla mnie nowym początkiem, bo do klasy trafiają dzieci z różnymi temperamentami, doświadczeniami i możliwościami. Nigdy nie oczekiwałam, że wszystkie będą umiały czytać albo liczyć do stu. Mam jednak wrażenie, że z roku na rok coraz częściej zaczynamy od rzeczy, które jeszcze niedawno wydawały się oczywiste.
Od razu chcę podkreślić, że nie oczekuję od dzieci cudów. Pierwsza klasa właśnie po to istnieje, żeby uczyć czytania, pisania i liczenia. Problem polega na tym, że coraz częściej trafiają do nas dzieci, które nigdy wcześniej nie miały książki w ręku, nie rozpoznają większości liter, a trzymanie kredki sprawia im ogromną trudność.
Nie martwi mnie to, że czegoś jeszcze nie potrafią. Martwi mnie raczej to, że wielu rodziców jest przekonanych, iż przygotowanie dziecka do szkoły w ogóle ich nie dotyczy. Słyszę później: „Od tego jest szkoła”, jakby przekroczenie progu klasy miało w kilka tygodni zastąpić lata wspólnego czytania, rozmów i codziennego zainteresowania dzieckiem.
„Szkoła może bardzo wiele, ale nie zrobi wszystkiego”
Każdego roku podczas pierwszych zajęć poznaję dzieci i staram się dowiedzieć o nich jak najwięcej. Coraz częściej zdarzają się jednak sytuacje, które naprawdę mnie zaskakują. Niektóre dzieci nie potrafią powiedzieć, jak nazywa się ich mama lub tata, mylą nazwę miejscowości, w której mieszkają, albo nie wiedzą, jaki mają adres... Wiem, że nie dotyczy to wszystkich rodzin, ale takich przypadków jest więcej niż jeszcze kilka lat temu.
Mam wrażenie, że wielu dorosłych żyje dziś w nieustannym pośpiechu. Po pracy trzeba zrobić zakupy, ugotować obiad, posprzątać, odebrać dziecko z zajęć dodatkowych. Najłatwiej więc wręczyć tablet albo telefon, bo wtedy przez chwilę jest cisza.
Problem w tym, że żaden ekran nie zastąpi wspólnego czytania książeczki, rozmowy o obrazkach, zabawy w wyszukiwanie literek na szyldach czy odpowiadania na setki dziecięcych pytań. To właśnie podczas takich zwyczajnych chwil dzieci rozwijają słownictwo, ciekawość świata i gotowość do nauki.
Nauczyciel naprawdę jest w stanie nauczyć dziecko czytać. Może pomóc mu polubić książki, odkryć matematykę i uwierzyć we własne możliwości. Nie jest jednak w stanie w kilka miesięcy nadrobić wszystkiego, czego zabrakło przez poprzednie lata.
Piszę ten list nie po to, żeby kogokolwiek zawstydzić. Chciałabym tylko przypomnieć rodzicom, że edukacja nie zaczyna się pierwszego września. Ona zaczyna się dużo wcześniej – wtedy, gdy dziecko siada mamie na kolanach z książeczką, pyta o litery na opakowaniu płatków śniadaniowych albo chce opowiedzieć, co wydarzyło się w przedszkolu. To są chwile, których żadna szkoła nie jest w stanie zastąpić.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także:
- Od 1 września koniec tradycyjnych lekcji i siedzenia w ławkach. Nauczycielka: „To może być niezły chaos”
- Nauczyciele nawet w wakacje nie mają życia: „Matka ucznia powiedziała, że mi zapłaci”
- Już jest kalendarz roku szkolnego 2026/2027: więcej laby niż nauki. Będą dłuższe wakacje, zmiany w organizacji ferii