Reklama

Moja koleżanka od kilku lat udziela korepetycji z języka angielskiego. Ma stałych uczniów, z którymi pracuje przez cały rok szkolny, ale kiedy zaczynają się wakacje, robi sobie przerwę. Wyjeżdża, odpoczywa, ładuje baterie. Tak jak większość z nas.

Kilka dni temu opowiadała mi, że podczas urlopu zadzwonił do niej nieznany numer. Początkowo nie odebrała. Pomyślała, że skoro jest na wakacjach, to nic nie musi. Telefon jednak zadzwonił ponownie. I ponownie...

Dzwoniła mama dziewczynki, z którą nigdy wcześniej nie rozmawiała. Dziewczynka od września idzie do szóstej klasy. Jej mama od razu przeszła do rzeczy. Powiedziała, że dostała numer od mamy jednej z uczennic mojej koleżanki i chciałaby jak najszybciej zapisać córkę na korepetycje. Najlepiej jeszcze teraz, w wakacje. Dodała nawet, że jest gotowa zapłacić podwójną stawkę, bo – jak tłumaczyła – nie ma czasu do stracenia. Przecież za dwa lata dziewczynkę czeka egzamin ósmoklasisty.

Moja koleżanka przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć. Nie dlatego, że propozycja była finansowo nieatrakcyjna. Po prostu była na urlopie.

Kiedy numer telefonu przestaje być prywatny

To, co najbardziej uderzyło w tej sytuacji moją koleżankę, to to, z jaką łatwością jej numer został przekazany dalej. Bez uprzedzenia. Bez pytania, czy może. Bez zwykłego: „Słuchaj, znajoma szuka korepetytorki, mogę dać jej twój numer?”. To drobny gest, który pokazuje szacunek do prywatności. A jednocześnie daje drugiej osobie wybór.

Mnie zastanowiło coś innego: czy naprawdę szósta klasa nie może poczekać do września? Dziewczynka nie szła do ósmej klasy. Nie miała egzaminu za kilka miesięcy. Nie poprawiała ocen po nieudanym roku szkolnym. Nie była maturzystką przygotowującą się do egzaminu poprawkowego.

Nauczyciele i dzieci wakacji nie mają

Kiedyś wakacje kojarzyły się z odpoczynkiem, nudą, rowerem, wyjazdami i lodami jedzonymi codziennie bez większych wyrzutów sumienia. Dziś coraz częściej stają się kolejnym etapem wyścigu. Dodatkowy angielski, matematyka, programowanie, treningi, warsztaty. Wszystko po to, żeby nie zostać w tyle.

Tylko... przed kim właściwie uciekamy? Kto nas goni? Przecież dziecko, które za chwilę rozpocznie szóstą klasę, naprawdę nie przegra życia dlatego, że przez kilka tygodni nie będzie rozwiązywało kart pracy z angielskiego.

Za to może zyskać coś znacznie cenniejszego – zwyczajne wakacje. A moja koleżanka? Ona też ma do nich prawo.

Bo choć jest nauczycielką i korepetytorką, nie oznacza to, że przez dwanaście miesięcy w roku pozostaje w gotowości do pracy. Chyba nie powinniśmy dokładać do tego przekonania, że wystarczy zaoferować wyższą stawkę, żeby czyjś urlop przestał się liczyć.

Czasem największym wyrazem szacunku jest po prostu zaakceptowanie, że ktoś nie odbierze telefonu, oddzwoni dopiero po wakacjach albo powie: „Przykro mi, ale teraz odpoczywam”. I naprawdę nie powinien mieć z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia.

Zobacz także: Nauczycielka: „Drugiego dnia urlopu dostałam SMS-a od matki ucznia. Aż oplułam się kawą mrożoną, gdy zobaczyłam, czego żąda”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...