Reklama

Dzień dobry. Piszę do Państwa, bo po raz kolejny czuję, że zbliża się koniec roku, a wraz z nim to samo ogromne poczucie zażenowania i bezsilności, które towarzyszy mi od lat. Jestem nauczycielką z ponad piętnastoletnim stażem w szkole podstawowej. Kocham swoją pracę, kocham te dzieciaki, ale nienawidzę tego, co dzieje się w okolicach wystawiania ocen końcowych.

Na klasowych komunikatorach rodzice ruszają wtedy z wielką akcją, zbierając składki na luksusowe podarki. Postanowiłam napisać ten list, bo muszę to wreszcie głośno wykrzyczeć: za złote kolczyki nie kupicie swoim dzieciom lepszych ocen, lepszego startu w życie ani tym bardziej mojego świętego spokoju.

Drogie prezenty dla nauczycieli, czyli jak zepsuć koniec roku szkolnego

Co roku schemat wygląda dokładnie tak samo. Najpierw na klasowych grupach wybucha awantura o to, ile trzeba wpłacić. Jedni chcą dać dwadzieścia złotych, inni rzucają pomysłami o bonach do jubilera, markowych perfumach czy weekendach w luksusowym SPA. Rodzice robią to wszystko, jakby liczyli, że ten wielki kosz podarunkowy ze słodyczami nagle wymaże te wszystkie pały, ucieczki z lekcji czy brak odrobionych zadań domowych z całego semestru.

Dostaję te luksusowe torby i czuję się po prostu fatalnie, jakbym brała udział w jakimś dziwnym handlu wymiennym. Najbardziej boli mnie jednak fakt, że w tym całym zamieszaniu kompletnie gubimy to, co najważniejsze. Zapominamy o dziecku, a skupiamy się na pokazaniu, na co nas stać. Dla mnie, jako pedagoga, patrzenie na te wyścigi na najdroższy prezent na koniec roku to potworny dyskomfort. Nie po to kończyłam studia i nie po to zarywam noce nad sprawdzianami, żeby ktoś próbował wyceniać moją pracę w perfumach czy kolczykach.

Co zamiast drogiego podarku, czyli czego naprawdę potrzebuje szkoła

Chciałabym, żeby rodzice wreszcie zrozumieli, że najlepszy prezent, jaki mogą podarować nauczycielowi, to po prostu szacunek i codzienne wsparcie. Marzę o sytuacji, w której zamiast wydawać setki złotych na biżuterię, rodzic przyjdzie w ciągu roku na wywiadówkę, zapyta, jak pomóc dziecku, które nie radzi sobie z matematyką, albo po prostu dopilnuje, żeby syn czy córka przeczytali lekturę. Żadne, nawet najdroższe vouchery do drogich sklepów nie zastąpią mi tej prostej, ludzkiej współpracy, której tak bardzo brakuje w polskim systemie edukacji.

Jeśli naprawdę czujecie potrzebę podziękowania za ten trudny rok, niech to będzie coś prostego. Laurka narysowana przez dziecko, kwiatek zerwany w ogrodzie albo parę słów napisanych prosto z serca na zwykłej kartce papieru. Takie rzeczy trzymam w szufladzie biurka przez lata i wracam do nich w chwilach kryzysu, kiedy mam ochotę rzucić tę pracę i odejść ze szkoły. Drogie perfumy zużyją się po paru miesiącach, a te małe dowody autentycznej wdzięczności zostają ze mną na zawsze.

Ocena na świadectwie to nie towar na sklepowym regale

Najgorsze w tym wszystkim jest to, czego mimowolnie uczymy młode pokolenie. Dzieci doskonale widzą te nerwowe przygotowania, słyszą rozmowy w domu i zaczynają wierzyć, że w życiu wszystko można po prostu załatwić pieniędzmi albo ładnym gestem na sam koniec. To buduje w nich fatalne przekonanie, że system jest niesprawiedliwy, a oceny w szkole zależą od tego, jak bogaty i hojny jest ich komitet rodzicielski. To potworna krzywda, którą wyrządzamy ich psychice i poczuciu własnej wartości.

Chcę to powiedzieć głośno: ocena na świadectwie nie jest towarem, który można kupić za pieniądze z klasowej składki. To wynik całorocznej pracy ucznia, jego zaangażowania, czasem też jego porażek, z których musi wyciągnąć wnioski. Przestańmy udawać, że złote kolczyki cokolwiek zmieniają w tej kwestii.

Błagam Was, drodzy rodzice, schowajcie te portfele. Zamiast tego usiądźcie wieczorem ze swoimi dziećmi, porozmawiajcie z nimi o tym, jak minął ten rok, i dajcie im po prostu swój czas. To będzie najlepszy prezent dla nas wszystkich.

Z poważaniem,

Ilona


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Nowy rok szkolny dobije rodziców. „Aż 187 dni laby od nauki. Mam się zwolnić z pracy?”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...