Nie pośle córki do państwowej szkoły. „Nie chcę, by zadawała się z przeciętniakami i nauczycielami, którzy pracują dla pieniędzy”
Wrzesień zbliża się wielkimi krokami, a na redakcyjną skrzynkę regularnie trafiają listy o wyborze szkoły. Ten wzbudził w redakcji wyjątkowo wiele emocji, bo jego autorka otwarcie przyznaje, że nie chce, aby jej córka dorastała wśród „przeciętności”.

Wybór szkoły dla dziecka to jedna z najważniejszych decyzji, przed jakimi stają rodzice. Dla jednych liczy się bliskość domu, dla innych wyniki egzaminów, języki obce czy dodatkowe zajęcia. Autorka poniższego listu kierowała się czymś jeszcze – przekonaniem, że jej córka potrzebuje środowiska, które będzie rozwijało jej potencjał. Jej opinie są bardzo stanowcze i z pewnością nie każdy się z nimi zgodzi.
„Nie chcę, żeby Amelka zgasła”
Od września moja córka Amelka zaczyna pierwszą klasę. Już wiele miesięcy temu podjęłam decyzję, że nie pójdzie do szkoły rejonowej. Wiem, że część rodziny uważa mnie za snobkę, ale naprawdę nie obchodzi mnie, co o tym myślą.
Amelka jest niezwykle ciekawa świata. Zaczęła czytać jeszcze w przedszkolu, uwielbia książki o kosmosie, godzinami rysuje i zadaje pytania, na które czasem sama nie znam odpowiedzi. Nie chcę, żeby taki zapał zgasł tylko dlatego, że trafi do klasy, w której nauczyciel będzie musiał poświęcać większość czasu nadrabianiu zaległości z częścią uczniów, którzy, no nie ukrywajmy, inteligencją nie grzeszą.
„Nie chcę, żeby szkoła była tylko przechowalnią”
Byłam na dniach otwartych w kilku szkołach publicznych. Wyszłam z nich z poczuciem, że wszystko odbywa się według jednego schematu. Duże klasy, mało czasu dla pojedynczego dziecka i nauczyciele, którzy sprawiali wrażenie zmęczonych.
Nie twierdzę, że każdy pedagog taki jest. Spotkałam też wspaniałych ludzi z pasją. Miałam jednak poczucie, że system jest tak przeciążony, iż nawet najbardziej zaangażowany nauczyciel nie zawsze ma możliwość poświęcić uczniowi tyle uwagi, ile by chciał.
Dlatego wybraliśmy szkołę prywatną. Klasy są mniejsze, dzieci mają więcej zajęć projektowych, a rozmowy z nauczycielami utwierdziły mnie w przekonaniu, że naprawdę lubią swoją pracę i widzą w niej jakiś większy sens, nie pracują tylko dla pieniędzy.
„Najbardziej zabolały mnie słowa rodziny”
Największą krytykę usłyszałam nie od obcych, ale od swoich bliskich. Siostra powiedziała, że robię z córki księżniczkę. Teściowa stwierdziła, że dzieci powinny uczyć się życia z różnymi ludźmi, a nie w bańce.
Może mają trochę racji. Nie twierdzę przecież, że dzieci w szkołach publicznych są gorsze. Nie uważam też, że prywatna szkoła automatycznie gwarantuje sukces... Ale jednak nie każdego na to stać, nie każdy się nadaje. Po prostu chcę zapewnić córce warunki, które – moim zdaniem – najlepiej odpowiadają jej potrzebom.
Mam jednak dość słuchania, że skoro wybrałam inną drogę, to na pewno gardzę wszystkimi wokół. Nie gardzę. Korzystam z możliwości, na którą ciężko z mężem pracowaliśmy.
„To moja odpowiedzialność jako mamy”
Nie wiem, czy za dziesięć lat okaże się, że podjęłam najlepszą decyzję. Być może Amelka świetnie poradziłaby sobie również w szkole publicznej.
Wiem natomiast, że jako rodzic staram się stworzyć jej jak najlepsze warunki do rozwoju. Jeśli kiedyś uznamy, że ta szkoła nie spełnia naszych oczekiwań, będziemy szukać innego rozwiązania.
Na razie wierzę, że zrobiłam to, co uważałam za najlepsze dla mojego dziecka. I tylko to ma dla mnie znaczenie.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także:
- Już jest kalendarz roku szkolnego 2026/2027: więcej laby niż nauki. Będą dłuższe wakacje, zmiany w organizacji ferii
- Nauczyciele idą na całość i zapowiadają wywiadówki online. „Za użeranie się z rodzicami mi nie płacą”
- Co może zrobić szkoła z telefonem twojego dziecka po 1 września? 3 rzeczy, których absolutnie nie wolno nauczycielom