Poprawianie ocen na ostatnią chwilę. „Syn wstaje o 4. Nauczycielka się uwzięła”
Końcówka roku szkolnego w wielu domach wygląda dziś podobnie: nerwy, poprawianie ocen i dzieci, które nagle próbują nadrobić cały semestr. Gdzie kończy się ambicja, a zaczyna presja? I czy walka o czerwony pasek naprawdę jest tego warta?

Do naszej redakcji napisała mama ucznia 5 klasy szkoły podstawowej. Kobieta nie ukrywa frustracji i twierdzi, że nauczyciele „specjalnie utrudniają dzieciom poprawianie ocen” tuż przed końcem roku. Jej syn marzy o czerwonym pasku i – jak opisuje matka – robi wszystko, żeby go zdobyć. Chłopiec ma wstawać nawet o 4 lub 5 rano, żeby jeszcze przed lekcjami zdążyć się pouczyć.
Publikujemy fragment listu.
„Nauczycielka chyba chce mu pokazać miejsce w szeregu”
„Mam już serdecznie dosyć tego całego gadania, że dzieci są leniwe i nic nie robią. Mój syn od miesiąca praktycznie żyje szkołą. Wstaje o 4 rano, siedzi nad zeszytami jeszcze przed lekcjami, zasypia nad książką, a i tak ciągle słyszy, że ma za mało.
On jest w 5 klasie, ma 11 lat, a wygląda już jak student przed sesją. I po co? Bo nauczycielka od matematyki chyba się na niego uwzięła. Syn miał kilka słabszych ocen w ciągu roku, ale teraz wszystko poprawia. Naprawdę się stara. A ona ciągle wynajduje jakieś problemy.
Najpierw powiedziała, że może poprawić sprawdzian. Potem, że jednak już nie ten termin. Potem, że kartkówki się nie liczą. Człowiek nie nadąża za tymi zasadami. Dziecko wraca do domu i płacze, bo słyszy, że zabraknie mu do czerwonego paska.
Ja się pytam: po co oni tak cisną dzieci? To jest podstawówka, a nie wyścig szczurów. Syn nastawia sobie budzik na 4:50, żeby jeszcze rano poczytać historię i angielski. Ja już sama mu mówię, żeby odpuścił, ale on słyszy od nauczycieli, że „każdy pracuje na oceny cały rok”. No dobrze, ale skoro chce poprawić, to chyba powinno się mu pomóc, a nie rzucać kłody pod nogi?
Mam wrażenie, że niektórym nauczycielom sprawia przyjemność pokazanie dzieciom, że i tak są od nich zależne. Trochę empatii by nie zaszkodziło. To są jeszcze dzieci, a nie maszyny do zdobywania średniej”.
Koniec roku to zawsze emocje
Historie podobne do tej wracają co roku wraz z końcówką roku szkolnego. Rodzice obserwują przemęczone dzieci i coraz częściej zastanawiają się, czy szkolne ambicje nie wymykają się spod kontroli. Z drugiej strony nauczyciele przypominają, że oceny są efektem pracy z całego roku, a nie kilku intensywnych tygodni w maju i czerwcu.
Trudno nie współczuć dziecku, które zarywa poranki, żeby spełnić swoje marzenie o czerwonym pasku. Warto jednak pamiętać, że za ocenami stoją też zasady, których szkoła musi przestrzegać. Być może największym wyzwaniem pozostaje dziś znalezienie równowagi między motywowaniem dzieci a dokładaniem im kolejnej presji.
Zobacz także: Zakaz smartfonów na wycieczkach szkolnych. „Skąd będę wiedzieć, że mój Antoś jest bezpieczny?”