Reklama

Jeszcze kilka lat temu wakacyjna organizacja pracy szkół nie budziła aż takich emocji. Dziś wystarczy jedno pytanie w rodzicielskiej grupie na Facebooku, by rozpętała się prawdziwa burza. Czy szkoły powinny zapewniać dzieciom opiekę także w lipcu i sierpniu, skoro wielu rodziców pracuje przez całe wakacje?

Wakacyjne świetlice coraz częściej pojawiają się w dyskusjach rodziców

Każdego lata w mediach społecznościowych wraca ten sam temat. Rodzice pytają, dlaczego przedszkola organizują wakacyjne dyżury, a szkoły podstawowe w większości przypadków zamykają drzwi już po zakończeniu roku szkolnego. W grupach parentingowych nie brakuje głosów, że system nie nadąża za rzeczywistością.

Model rodziny bardzo się zmienił. Coraz częściej pracują oboje rodzice, wielu z nich nie ma możliwości wzięcia dwóch miesięcy urlopu ani wsparcia ze strony dziadków. Kolonie czy półkolonie rozwiązują problem tylko częściowo – zwykle trwają tydzień lub dwa i wiążą się z dodatkowymi kosztami. Pozostaje więc pytanie: co zrobić z dzieckiem przez pozostałe tygodnie wakacji?

Właśnie dlatego coraz więcej osób postuluje wprowadzenie wakacyjnych dyżurów świetlic szkolnych. Nie chodzi o prowadzenie normalnych lekcji, ale o zapewnienie dzieciom bezpiecznego miejsca, w którym mogłyby spędzić kilka godzin dziennie pod opieką dorosłych. Zwolennicy takiego rozwiązania przekonują, że szkoły dysponują odpowiednimi salami, zapleczem i personelem, więc organizacyjnie byłoby to możliwe.

– Mam dwójkę dzieci w wieku 8 i 10 lat. Oboje z mężem pracujemy na pełen etat i co roku przeżywamy ten sam koszmar. Urlopu mamy w sumie trzy tygodnie, wakacje trwają ponad dwa miesiące. Przedszkola mają dyżury, więc dlaczego szkoły nie mogłyby zrobić tego samego? Nie oczekuję lekcji ani zajęć edukacyjnych. Chciałabym po prostu mieć miejsce, gdzie dzieci będą bezpieczne przez kilka godzin. – Magda, mama dzieci w wieku 8 i 10 lat

– Mam córkę, która skończyła 7 lat. To był jej pierwszy rok w szkole i nagle okazało się, że od lipca zostajemy bez żadnej opieki. Półkolonie kosztują fortunę, a miejsc jest mało. Szczerze? Nie rozumiem, dlaczego szkoły całkowicie znikają z życia rodzin na dwa miesiące. Dyżurna świetlica naprawdę rozwiązałaby problem wielu pracujących rodziców. – Karolina, mama 7-latki

„Nauczyciele mają dwa miesiące wolnego”? Ten argument wraca co roku

W internetowych dyskusjach regularnie pojawia się też znacznie bardziej kontrowersyjny argument. Niektórzy rodzice twierdzą, że skoro nauczyciele mają wakacje, mogliby w tym czasie prowadzić świetlice lub opiekować się dziećmi.

To właśnie takie komentarze wywołują największe emocje. Część internautów uważa, że szkoła jest instytucją publiczną i powinna odpowiadać na potrzeby rodzin. Inni przypominają, że praca nauczyciela nie kończy się wraz z rozdaniem świadectw, a przekonanie o dwóch miesiącach pełnego urlopu jest jednym z najczęściej powtarzanych mitów.

Warto pamiętać, że po zakończeniu zajęć dydaktycznych nauczyciele uczestniczą w radach pedagogicznych, przygotowują dokumentację, biorą udział w egzaminach poprawkowych, szkoleniach czy planowaniu kolejnego roku szkolnego. Ich urlop również jest regulowany przepisami i nie oznacza dwóch miesięcy całkowitej swobody.

– Mam syna w wieku 11 lat i naprawdę rozumiem rodziców, którzy mają problem z organizacją wakacji. Sama go mam. Ale obarczanie tym nauczycieli jest po prostu niesprawiedliwe. Ciągle słyszę, że mają dwa miesiące wolnego, a to zwyczajnie nie jest prawda. Każdy pracownik zasługuje na urlop, a jeśli państwo chce organizować wakacyjne świetlice, powinno stworzyć do tego osobny system i zatrudnić chętnych opiekunów, a nie dokładać obowiązków nauczycielom. – Joanna, mama 11-latka

Rodzice są podzieleni, ale problem pozostaje

W tej dyskusji trudno znaleźć rozwiązanie, które zadowoli wszystkich. Z jednej strony są rodzice próbujący pogodzić pracę zawodową z opieką nad dziećmi i liczący na większe wsparcie ze strony państwa. Z drugiej – nauczyciele, którzy od lat mierzą się z krzywdzącymi stereotypami dotyczącymi czasu swojej pracy.

Jedno wydaje się pewne. Wakacyjne funkcjonowanie szkół coraz częściej staje się tematem publicznej debaty, a wraz z rosnącymi kosztami życia i zmianami na rynku pracy podobnych głosów będzie tylko przybywać. Pytanie nie brzmi już, czy problem istnieje. Coraz więcej rodziców zastanawia się raczej, kto powinien go rozwiązać i gdzie kończy się odpowiedzialność szkoły, a zaczyna odpowiedzialność całego systemu.

Zobacz także: Nauczyciele powinni dyżurować w szkołach w lipcu i sierpniu? „Rodzicom należy się trochę oddechu”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...