Tak ogłupia się dzieci. Nowe podręczniki cofają uczniów do poziomu przedszkolaków
Jeszcze niedawno rodzice martwili się, że dzieci mają za dużo nauki. Dziś coraz częściej słychać coś zupełnie odwrotnego: że szkoła... przestała wymagać czegokolwiek. Nowe podręczniki tylko podsycają te obawy. Nauczyciele przecierają oczy ze zdumienia, a rodzice zaczynają zadawać niewygodne pytania.

Wpis opublikowany na facebookowym profilu OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora wywołał burzliwą dyskusję na temat tego, dokąd zmierza polski system edukacji.
Autor przyznaje wprost: „Przeglądam nowe podręczniki i natknąłem się na coś takiego... i w sumie nie wierzę, że to jest podręcznik do klasy... no właśnie, której właściwie?”.
To zdanie wybrzmiewa mocno, bo nazywa problem, który dostrzega wielu z nas: kiedyś narzekaliśmy na zbyt wysoki poziom i za dużo nauki, dziś jest odwrotnie.
Czy to źle? Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nie. W końcu dzieci mają mniej stresu, lepiej sobie radzą, częściej dostają dobre oceny. Problem w tym, że to tylko jedna strona medalu.
Szkoła bez wymagań?
Autor posta nie ma wątpliwości: „Mam wrażenie, że w pewnym momencie coś w edukacji po prostu pękło”. I trudno nie odnieść wrażenia, że to zdanie trafia w sedno.
Bo jeśli przyjrzeć się zmianom w edukacji z ostatnich lat, zobaczymy wyraźny trend: odchodzenie od wymagań na rzecz komfortu. To niezwykle ważne, żeby mówić o prawach ucznia, żeby widzieć w nim człowieka, który może mieć gorszy dzień, jak każdy z nas. To jednak nie oznacza, że nie należy wymagać.
„Z systemu, który powinien rozwijać, wymagać i przygotowywać do samodzielności, zrobiliśmy przestrzeń, w której najważniejsze stało się to, żeby wszyscy mieli dobre – a najlepiej bardzo dobre – oceny. Niezależnie od tego, co faktycznie potrafią” – czytamy. Autor wpisu kontynuuje:
„Przestaliśmy wymagać od ucznia systematyczności, bo ‘ma za dużo na głowie’. Przestaliśmy wymagać wysiłku, bo ‘to wywołuje stres’. Przestaliśmy wymagać odpowiedzialności, bo ‘jeszcze zdąży się nauczyć’”.
Kiedy? Kiedy zdąży się nauczyć, jeśli nie uczy go tego szkoła, jeśli nie uczą rodzice? Właśnie, drodzy rodzice. Szkoła to nie tylko miejsce zdobywania wiedzy, ale także – a może przede wszystkim – przestrzeń, w której dziecko uczy się radzić sobie z trudnościami, porażką, konsekwencją. Pozwólcie nauczycielom odrobić z dziećmi także tę lekcję.
Jeśli odbierzemy im tę możliwość, co im zostanie? Wpisywanie DB i BDB do e-dziennika?
Pokolenie dobrych ocen
„Coraz częściej ocena nie ma już odzwierciedlać wiedzy, tylko samopoczucie” – zauważa autor wpisu. Brzmi ostro? Być może. Ale wystarczy porozmawiać z nauczycielami, by usłyszeć podobne głosy.
Wielu z nich przyzna, choć nie każdy pod nazwiskiem, że presja, by dzieci „dobrze się czuły”, sprawia, że wymagania schodzą na dalszy plan. Błędy przestają być elementem nauki, a stają się czymś, czego należy unikać. Żeby Frankowi i Majeczce nie było smutno.
A przecież – jak trafnie zauważa autor wpisu – „to właśnie trud, konsekwencja i mierzenie się z porażką budują kompetencje na całe życie”. Za 15 lat dziecko może nie pamiętać dwójki czy trójki z historii, ale będzie wiedziało, że jego działania mają konsekwencje, a wysiłek zostanie nadgrodzony.
Szkoła nie może istnieć w izolacji od prawdziwego życia
Nie chodzi o to, by wracać do szkoły opartej na strachu i presji. Ale równie niebezpieczne jest wpadanie w drugą skrajność. W system, który zamiast przygotowywać do życia, zaczyna je... symulować. Zniekształcać. Udawać, że zawsze jest łatwo, zawsze jest sprawiedliwie.
Przecież to bzdury. Każdy z nas mierzy się czasem z trudnościami, ale dzięki kompetencjom nabytym w domu i w szkole umiemy sobie z nimi radzić. Nie rozpadamy się po najmniejszej porażce, a wyciągamy wnioski i idziemy dalej.
„Chodzi o równowagę. O to, żeby młody człowiek wiedział, że coś się od niego oczekuje i że jest w stanie temu sprostać. Bo jeśli dziś nie wymagamy niczego, to jutro nie możemy oczekiwać wszystkiego” – tymi słowami kończy się ten ważny wpis.
I ja zostawiam Was z tym przesłaniem.
Zobacz także: Nauczycielka: „Poprosiłam, by uczeń starł tablicę. Po jego słowach osłupiałam”. Oto skutki bezstresowego wychowania