Urlop na rozpoczęcie roku szkolnego. „Nie będę się zwalniać z pracy, żeby postać z dzieckiem przez 30 minut. Ma już 9 lat, poradzi sobie”
Jeszcze kilkanaście lat temu wielu rodziców nie zastanawiało się, czy wypada pojawić się na rozpoczęciu roku – po prostu, jeśli mogli, przychodzili. Dziś coraz więcej osób uważa, że szkoła nie powinna wymagać od rodzica obecności na każdej uroczystości. Spór o 1 września pokazuje szerszy problem: ile właściwie rodzicielskiego czasu powinno zajmować szkolne życie dziecka?

1 września to wyjątkowy dzień. Dla pierwszoklasisty jest początkiem zupełnie nowego etapu, dla starszego ucznia – często po prostu pierwszym spotkaniem z wychowawcą po wakacjach. Dla rodzica może być natomiast jednym z tych momentów, przy których chce być obecny bez względu na wszystko. Tyle że rzeczywistość zawodowa nie zawsze na to pozwala.
Rodzic musi nie tylko znaleźć czas na samo rozpoczęcie roku. Czasami trzeba też wcześniej odebrać dziecko, zorganizować opiekę nad młodszym rodzeństwem albo pogodzić uroczystość z powrotem do pracy. Dlatego pytanie „czy brać urlop?” wcale nie jest dla wszystkich oczywiste.
Wśród rodziców można znaleźć trzy zupełnie różne podejścia.
„Oczywiście, że biorę wolne”
Pani Marta ma córkę, która w tym roku rozpoczyna czwartą klasę. Od kilku lat 1 września rezerwuje w pracy jako dzień dla rodziny.
– Dla mnie to nie jest zwykły dzień w kalendarzu. To rozpoczęcie kolejnego etapu. Chcę zobaczyć dziecko w tym momencie, zrobić zdjęcie, usłyszeć, co mówi wychowawca. Nie wyobrażam sobie, że córka idzie sama, a ja siedzę w pracy.
Podkreśla, że nie chodzi wyłącznie o samą uroczystość.
– Dziecko widzi wtedy, że szkoła jest dla rodzica ważna. Zwłaszcza kiedy zaczyna nową klasę albo nowy etap. Przecież nie biorę urlopu co tydzień. Jeden dzień w roku naprawdę mogę poświęcić.
Marta uważa, że argument „to tylko 30 minut” jest nietrafiony.
– W życiu dziecka jest mnóstwo takich krótkich momentów. Gdybyśmy zawsze patrzyli tylko na to, ile trwają, moglibyśmy dojść do wniosku, że nie warto przychodzić na żaden występ, apel czy przedstawienie.
„Nie będę się zwalniać z pracy”
Pani Joanna, mama 9-letniego syna, ma zupełnie inne podejście.
– Absolutnie nie biorę urlopu. Syn ma już 9 lat i doskonale wie, gdzie ma iść. Nie będę się zwalniać z pracy, żeby postać z dzieckiem przez 30 minut. Ma już 9 lat, poradzi sobie.
Jej zdaniem rodzice czasami przesadzają z wyręczaniem dzieci.
– Odprowadzamy je pod drzwi klasy, nosimy plecaki, pilnujemy, żeby miało wszystko przygotowane. Potem jesteśmy zdziwieni, że dziecko nie jest samodzielne. A przecież szkoła jest właśnie miejscem, gdzie tej samodzielności powinno się uczyć.
Joanna dodaje, że jej syn wcale nie oczekuje jej obecności.
– Dla niego największą atrakcją jest spotkanie z kolegami. Jak zapytałam, czy chce, żebym była na rozpoczęciu, powiedział: „Mamo, po co?”. I szczerze mówiąc, miał rację.
Nie oznacza to jednak, że lekceważy szkolne życie syna.
– Gdyby miał pierwszy dzień w pierwszej klasie, sytuacja byłaby inna. Ale przy starszym dziecku nie widzę powodu, żeby brać dzień urlopu tylko dlatego, że jest 1 września.
„To zależy od wieku dziecka”
Pani Magdalena ma dwie córki – 6- i 13-letnią. Jej zdaniem nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, czy rodzic powinien być na rozpoczęciu roku.
– Przy starszej córce nawet nie przyszło mi do głowy, żeby brać urlop. Poszła sama, spotkała się z koleżankami i wróciła. Natomiast gdy młodsza będzie szła pierwszy raz do szkoły, będę przy niej.
Według niej wiek dziecka jest tutaj kluczowy.
– Pierwszak może być zestresowany. Nowa szkoła, nowe dzieci, nowa nauczycielka, nieznany budynek. Obecność mamy czy taty daje mu poczucie bezpieczeństwa. Trudno oczekiwać tego samego od trzynastolatka.
Magdalena zwraca też uwagę na jeszcze jedną rzecz.
– Niektórzy rodzice czują presję, że skoro inni będą, oni też muszą. A przecież rodziny mają różną sytuację. Ktoś może pracować na etacie, ktoś prowadzić firmę, ktoś mieć możliwość wzięcia wolnego, a ktoś inny absolutnie nie.
Czy rodzic musi być wszędzie?
Spór o rozpoczęcie roku szkolnego jest tak naprawdę częścią większej dyskusji o rodzicielskiej obecności. Współcześni rodzice są bardzo zaangażowani w życie dzieci – uczestniczą w zebraniach, przedstawieniach, zawodach sportowych, wycieczkach i szkolnych wydarzeniach.
Z jednej strony to dobra wiadomość. Dziecko wie, że może liczyć na zainteresowanie rodzica. Z drugiej – trudno wymagać, by każda rodzina była w stanie uczestniczyć we wszystkim.
Szczególnie że dla jednego dziecka 1 września będzie ogromnym wydarzeniem, a dla innego zwyczajnym początkiem kolejnego roku nauki. Może więc, zamiast pytać, czy „dobry rodzic” musi wziąć urlop na rozpoczęcie roku, warto zapytać, czego w tym dniu potrzebuje konkretne dziecko. Bo dla siedmiolatka obecność mamy może być bezcenna. Dla dziewięciolatka może już być zupełnie niepotrzebna. A dla nastolatka – wręcz krępująca.
Zobacz także: „Nie chcę iść do szkoły”. Psycholożka mówi, czego nie robić, gdy dziecko protestuje