Wyścig szczurów także w wakacje. „Córka będzie chodzić na matmę, żeby trochę podgonić”
„Wiem, że Zuzka wolałaby jechać na obóz, ale do orła z matematyki jej daleko. Musi podgonić materiał” – usłyszałam w tramwaju i zrobiło mi się żal Zuzi. Rodzice tylko nakręcają wakacyjny wyścig szczurów.

Kiedy byłam dzieckiem, wakacje były świętością. Przez dwa miesiące nikt nie myślał o kartkówkach, sprawdzianach ani ocenach. Pamiętam brudne włosy i zdarte kolana, wycieczki rowerowe, długie dni nad jeziorem i wybłagiwanie u mam z osiedla, bo pozwoliły nam się bawić jeszcze trochę dłużej. Wspomnienia wróciły przypadkiem, podczas jazdy stołecznym tramwajem.
Obok mnie siedziały dwie kobiety, dzieliło nas przejście. Rozmawiały o świadectwach swoich dzieci, ocenach i planach na lato. Jedna z nich wspomniała, że córka nie pojedzie na wymarzony obóz, na który jeździła co roku. W tym rodzice postanowili przeznaczyć te pieniądze na wakacyjne korepetycje.
Nie znam tej rodziny. Nie wiem, jakie oceny ma Zuzia i czy rzeczywiście ma takie problemy z matematyką. Mam jednak wrażenie, że wielu dorosłych zaczęło patrzeć na dzieci przez pryzmat osiągnięć. Dobra szkoła, wysoki wynik egzaminu, konkursy, certyfikaty językowe, zajęcia dodatkowe. Wszystko ma prowadzić do sukcesu, który kiedyś zaprocentuje.
Kiedy odpoczynek stał się stratą czasu?
Problem polega na tym, że w tej układance coraz częściej nie ma miejsca na zwykłe dzieciństwo. Na wspinanie się na drzewa, na grę w klasy. Nawet na gry komputerowe czy nagrywanie niezrozumiałych dla starszych pokoleń tiktoków.
Dziś nawet wakacje muszą być produktywne. Jedno dziecko chodzi na intensywny angielski, drugie ćwiczy matematykę, trzecie przygotowuje się do egzaminów, które będą dopiero za 2 lata. Rodzice tłumaczą to troską o przyszłość swoich dzieci. Czasem mam jednak wrażenie, że bardziej chodzi o lęk przed tym, że ich dziecko zostanie w tyle.
Tylko w tyle za kim? Za kolegą, który ma lepsze oceny? Za córką znajomych, która już zdobyła certyfikat językowy? Za dziećmi, które od września będą o rozdział dalej w podręczniku? W pewnym momencie przestajemy mówić o rozwoju, a zaczynamy mówić o presji.
Najważniejszych rzeczy nie uczą korepetytorzy
Najbardziej zdziwiło mnie to, że matka była gotowa zrezygnować z obozu córki na rzecz dodatkowych lekcji matematyki. Tymczasem właśnie podczas takich wyjazdów dzieci uczą się rzeczy, których nie znajdą w żadnym podręczniku.
Uczą się samodzielności. Budowania relacji. Rozwiązywania konfliktów. Wychodzenia ze swojej strefy komfortu. Radzenia sobie bez rodziców przez kilka czy kilkanaście dni. To kompetencje, które przydają się przez całe życie.
Nie chcę umniejszać znaczenia edukacji. Sama uważam, że wiedza jest ważna. Nie potrafię jednak zgodzić się z myśleniem, że kolejna godzina nad równaniami zawsze będzie cenniejsza od doświadczeń, wspomnień i relacji. Dzieci nie są maszynami do zdobywania punktów. Nie da się ich rozwijać wyłącznie poprzez dokładanie kolejnych zajęć.
Nowy trend wśród rodziców?
Po tej rozmowie zadzwoniłam do znajomej korepetytorki, która od ponad dekady uczy dzieci języka angielskiego. Zapytałam, czy rzeczywiście coraz więcej rodziców chce organizować dzieciom naukę również w wakacje.
Przyznała, że pierwszy raz spotkała się z taką prośbą w zeszłym roku. W poprzednich latach wakacje były czasem odpoczynku, a rodzice sami zawieszali zajęcia do września. W tym roku podobne pytanie padło ponownie, od innej osoby. Podobnie jak rok wcześniej: odmówiła.
Może to przypadek. Może pojedyncze historie. Jednak coraz częściej rodzice zachowują się tak, jakby bali się, że dwa miesiące bez nauki sprawią, że dziecko zaprzepaści swoją szansę na sukces.
Tymczasem psychologowie od lat przypominają, że odpoczynek nie jest przeciwieństwem rozwoju. Jest jego niezbędnym elementem. Dziecko nie potrzebuje być efektywne przez dwanaście miesięcy w roku. Potrzebuje także czasu na nudę, zabawę, spontaniczność i regenerację. Potrzebuje wakacji, które będą wakacjami.
Kiedy wysiadałam z tramwaju, cały czas myślałam o Zuzi. Nie o jej matematyce, ale o obozie, na który nie pojedzie. Bo może za kilka lat nie będzie pamiętać wzorów, które powtarzała w lipcu. Za to bardzo dobrze zapamięta lato, którego nie miała.
Zobacz także: To dlatego szwedzkie dzieci lubią szkołę. Polscy uczniowie nie mają szans na taki luksus