Nauczycielka rozkręciła aferę jeszcze przed 1 września. Matka zgrzyta zębami. „Trudno o większy brak wyczucia”
Po przeczytaniu jej wymagań w ułamku sekundy poczułam miks wściekłości i bezsilności. Uważam, że trudno o większy brak wyczucia i kompletne ignorowanie faktu, że rodzice pracują, mają swoje życie i nie są darmową firmą sprzątającą na każde wezwanie szkoły.

Wszystko zaczęło się od niewinnego sygnału powiadomienia na telefonie. Wychowawczyni napisała w edzienniku długą, oficjalną wiadomość, w której poinformowała, że sala lekcyjna po letnich wakacjach jest potwornie zakurzona, okna wymagają pilnego mycia, a szafki na podręczniki potrzebują gruntownego odświeżenia.
Remont sali lekcyjnej w czynie społecznym. Jak jedna wiadomość zniszczyła końcówkę wakacji?
W związku z tym pani nauczycielka poprosiła, a raczej kategorycznie zażądała, aby w ostatni weekend sierpnia rodzice zorganizowali na terenie szkoły specjalną ekipę sprzątającą. Mamy mają niby przynieść z domów własne ściereczki, wiadra i płyny do szyb, natomiast ojcowie zostali pilnie wezwani ze swoimi narzędziami, wkrętarkami i młotkami, ponieważ do sali przywieziono nowe regały, które trzeba skręcić przed pierwszym dzwonkiem.
Wszystko oczywiście w ramach tak zwanego czynu społecznego i z dopiskiem, że robimy to przecież dla dobra naszych własnych, kochanych dzieci, by mogły uczyć się w pięknych warunkach. Zamurowało mnie, gdy to przeczytałam. Ostatni weekend sierpnia to dla większości rodzin czas powrotów z urlopów, kupowania ostatnich butów na zmianę i psychicznego przygotowania malucha do nowej rzeczywistości. Zamiast spędzić te ostatnie wolne dni z dzieckiem na rowerze czy na spacerze w parku, nauczycielka oczekuje, że spędzę sobotę i niedzielę z mopem i ścierką w dłoni, szorując szkolne kąty.
Burza na klasowym WhatsAppie. Ostra wymiana zdań między zszokowanymi matkami
Na reakcję rodziców nie trzeba było długo czekać. Na grupie natychmiast wybuchł dym i powstały dwa skrajnie wrogie obozy. Kilka mam, które ewidentnie chcą od pierwszego dnia przypodobać się nowej wychowawczyni, natychmiast zaczęło pisać, że to wspaniały pomysł, one już kupują rękawice ochronne i chętnie upieką ciasto dla pracujących ojców. Gdy jednak ja i trzy inne mamy napisałyśmy bardzo spokojnie, że niestety w ten weekend nas nie będzie w mieście, bo kończymy urlop i nie damy rady pomóc, na grupie zaczęła się regularna nagonka.
Te najbardziej zaangażowane matki zaczęły nas publicznie oskarżać o skrajny egoizm, lenistwo i brak dbania o dobro własnych dzieci. Jedna z kobiet napisała wprost, że jeśli nie potrafimy poświęcić kilku godzin dla dobra klasy, to nasze dzieci od września nie powinny korzystać z tych nowych szafek, bo to niesprawiedliwe wobec reszty rodziców, którzy będą ciężko pracować w pocie czoła. Poczułam potworny niesmak i żal, że system szkolny jeszcze przed rozpoczęciem nauki próbuje nas tak bezczelnie segregować i zmuszać do pracy fizycznej pod groźbą towarzyskiego linczu.
Gdzie kończy się pomoc szkole, a zaczyna wykorzystywanie rodziców. Czas postawić twarde granice
Ta skandaliczna sytuacja z przedwrześniowym sprzątaniem sali idealnie obnaża absurdalne realia panujące w wielu polskich placówkach oświatowych. Szkoła podstawowa to instytucja państwowa, która otrzymuje budżet z naszych podatków i ma obowiązek zatrudniać profesjonalny personel sprzątający oraz ekipy techniczne do przygotowania budynku przed 1 września. Przerzucanie tych obowiązków na zmęczonych rodziców i wmawianie im, że robienie z siebie darmowej ekipy remontowej to wyznacznik dobrego rodzicielstwa, jest totalnym brakiem wyczucia.
Nie wyobrażam sobie, by dyrekcja jakiejkolwiek prywatnej korporacji czy urzędu prosiła swoich klientów o malowanie ścian i skręcanie biurek. Musimy wreszcie przestać ulegać takiemu emocjonalnemu szantażowi i zacząć asertywnie stawiać twarde granice. Moje dziecko nie będzie czuło się gorsze tylko dlatego, że jego mama spędzi ostatni wakacyjny weekend na budowaniu relacji z synem, zamiast na szorowaniu szkolnych okien.
Pomoc szkole jest super, ale tylko wtedy, gdy wynika z naszej nieprzymuszonej woli, a nie z lęku przed oceną i korytarzowymi plotkami.
Pozdrawiam Was serdecznie przed tym trudnym wrześniem,
Marta
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz też: Myśleli, że to niewinna wakacyjna zabawa. Scenka z Mielna pokazuje, że dzisiejsze dzieciaki nic nie osiągną