Myśleli, że to niewinna wakacyjna zabawa. Scenka z Mielna pokazuje, że dzisiejsze dzieciaki nic nie osiągną
Patrzyłam na to wszystko z ogromnym niesmakiem i było mi po prostu żal tych młodych ludzi, których rodzice dla własnej wygody zamieniają w życiowe niedołęgi, całkowicie nieprzystosowane do radzenia sobie z najmniejszym dyskomfortem.

Ta kłopotliwa sytuacja rozegrała się w środowe popołudnie, kiedy plaża zachęcała turystów przyjemną temperaturą i orzeźwiającym wiaterkiem. Obok naszych leżaków rozłożyło się małżeństwo z dwójką dzieci − chłopcem i dziewczynką, na oko w wieku około dziesięciu i ośmiu lat.
Wielkie plany na plaży. Jak zwykłe budowanie z piasku obnażyło kompletną bezradność dzieci
Dzieciaki wymyśliły sobie, że zbudują wielką twierdzę z fosą i dumnie ogłosiły to swoim rodzicom. Mama i tata natychmiast rzucili się do torby, wyciągnęli zestaw drogich, profesjonalnych łopatek i wiaderek, po czym usiedli na leżakach, zadowoleni, że rodzeństwo zajmie się czymś kreatywnym zamiast gapieniem się w ekrany smartfonów.
Niestety, ta wielka wakacyjna przygoda potrwała zaledwie trzy minuty, dopóki dzieci nie zderzyły się z pierwszą, najmniejszą trudnością. Suchy piasek przy parawanie ciągle się osypywał i fosa nie chciała wyjść tak idealnie, jak na filmikach z internetu. W tym momencie w dzieci coś wstąpiło − zamiast pomyśleć, przynieść trochę mokrej wody w wiaderku czy spróbować pokopać głębiej, rodzeństwo zaczęło głośno marudzić i jęczeć.
Totalna kapitulacja dorosłych. Szokujące zachowanie rodziców wobec lenistwa rodzeństwa
To, co wydarzyło się chwilę później, po prostu wprawiło mnie w absolutne osłupienie. Zamiast spokojnie wytłumaczyć dzieciom, że budowanie wymaga cierpliwości i fizycznego zaangażowania, zmęczona mama natychmiast zerwała się z leżaka, po czym sama klęknęła na kolana i w pełnym słońcu zaczęła kopać tę nieszczęsną fosę, byle tylko jej książątka przestały marudzić.
Ojciec w tym czasie pobiegł nawet do morza z wiaderkami, przyniósł wodę i podał ją dzieciom pod nos, podczas gdy dziesięciolatka i jej brat siedzieli wygodnie na ręcznikach, wydając rodzicom głośne komendy, gdzie mają jeszcze dokopać i jak ubić murek.
Twarde lądowanie w dorosłości. Dlaczego brak wymagań w dzieciństwie niszczy przyszłość?
Patrząc na tę rodzicielską bezradność, trudno nie dojść do bardzo smutnego wniosku. Jeśli młody człowiek w wieku dziesięciu lat nie ma w sobie ani grosza samozaparcia, by poradzić sobie z sypiącym się piaskiem, i woli bezczelnie tresować własnych rodziców, to jak on poradzi sobie w dorosłym życiu? Nikt w przyszłości nie będzie bawił się w rozwiązywanie jego życiowych problemów na każde żądanie.
Wychowujemy dzisiaj pokolenie, które uważa, że wszystko należy mu się za sam fakt istnienia, a każdy najmniejszy wysiłek fizyczny czy umysłowy traktuje jak potworną karę i niesprawiedliwość. Usuwając dzieciom spod nóg każdą najmniejszą przeszkodę i wyręczając je w najprostszych czynnościach, robimy im najgorszą możliwą krzywdę. Świat przecież będzie wymagał od nich pracy i będzie stawiał im wymagania.
Mądre rodzicielstwo to nie wieczne usługiwanie, ale uczenie odporności na frustrację, bo bez tego te dzieciaki zderzą się z rzeczywistością w najgorszym możliwym momencie.
Pozdrawiam Redakcję i czytelniczki,
Karina
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl