Zrobiła awanturę na wywiadówce. „Usłyszałam, jak wychowawczyni nazwała mojego syna. Nie daruję jej tego”
Zwykłe zebranie rodziców na początku roku szkolnego w jedną minutę zmieniło się w kłótnię na oczach całej klasy. Wystarczyło jedno złośliwe słowo rzucone przez wychowawczynię pod adresem dziewięciolatka, by siedząca w ławce matka natychmiast wstała.

Wszystko zaczęło się pod koniec wywiadówki, kiedy wychowawczyni skończyła już omawiać sprawy organizacyjne, ubezpieczenia i składki na komitet rodzicielski. Nauczycielka przeszła do komentowania pierwszych ocen z kartkówek i nagle, przeglądając e-dziennik, zatrzymała wzrok na wynikach mojego syna, Wojtka.
Publiczne poniżanie ucznia na zebraniu rodziców
Mój syn nie jest wybitnym umysłem ścisłym, potrzebuje trochę więcej czasu na przyswojenie trudnego materiału z matematyki i od początku semestru bardzo się stresuje. Zamiast przekazać mi tę informację na osobności, wychowawczyni na głos westchnęła przy wszystkich obecnych w klasie rodzicach. Wymamrotała niezwykle ironicznie i złośliwie pod nosem, że mój syn to „prawdziwy orzeł”, z którego szkoła raczej pożytku mieć nie będzie.
W tym momencie na sali zapadła głęboka, pełna napięcia cisza, a kilka osób ostentacyjnie odwróciło głowy w moją stronę, wymieniając porozumiewawcze uśmieszki.
Ostra reakcja matki na bezczelność nauczycielki
W ułamku sekundy poczułam, jak krew uderza mi do głowy. Wstałam z krzesła i przy wszystkich rodzicach zrobiłam nauczycielce taką awanturę, jakiej ta szkoła podstawowa prawdopodobnie nie widziała od lat. Powiedziałam jej prosto w twarz, że jej ironia jest nieprofesjonalna i takim podejściem niszczy w małym dziecku jakiekolwiek chęci do nauki.
Wychowawczyni w ułamku sekundy spiekła raka, zaczęła nerwowo plątać się w tłumaczeniach i twierdzić, że to był tylko niewinny żart, a ja jestem przewrażliwiona. Oświadczyłam jej bardzo asertywnie, że wyśmiewanie dziewięciolatka przy obcych ludziach to zwykłe okrucieństwo, na które jako matka nigdy nie wyrażę zgody. Inni rodzice ze wstydu spuszczali wzrok.
Walka o godność dziecka w szkole i kuratorium
Wróciłam do domu wściekła, a po rozmowie z mężem podjęłam decyzję, że ta sprawa nie skończy się na jednej kłótni w klasie. Jeszcze jutro rano składam oficjalną, pisemną skargę do dyrektora placówki i będę domagać się natychmiastowego wyciągnięcia konsekwencji wobec tej kobiety. Jeśli dyrekcja spróbuje zamieść problem pod dywan, skieruję sprawę prosto do kuratorium oświaty.
Naszym najważniejszym rodzicielskim obowiązkiem jest budowanie w dzieciach odporności psychicznej i ochrona ich przed przemocą ze strony dorosłych. Nie pozwolę, by przez bezmyślność jednej nauczycielki mój syn bał się rano przekroczyć próg klasy. Czas najwyższy skończyć z przyzwoleniem na szkolny hejt − nauczyciele muszą wiedzieć, że szacunek należy się każdemu człowiekowi, niezależnie od tego, jakie ma oceny.
Tamara, mama Wojtka
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl