Reklama

Początek przedszkola to dla trzylatka ogromna zmiana. Nowe miejsce, obce osoby, hałas, inne dzieci i zupełnie inny rytm dnia mogą sprawić, że dziecko zachowuje się inaczej niż w domu. Mama Józia przekonała się o tym podczas pierwszych dni adaptacji. Jej syn w domu coraz częściej korzysta z toalety, ale w przedszkolu nie zawsze potrafił powiedzieć, że chce siku.

W domu woła, w przedszkolu nagle zapomina

Józio ma trzy lata. Jego mama od kilku miesięcy próbowała spokojnie podejść do odpieluchowania. Nie chciała robić z korzystania z toalety wielkiego wydarzenia ani wywierać na synu presji.

„W domu naprawdę jest już coraz lepiej. Józio potrafi powiedzieć: Mamo, chce mi się siku, i wtedy idziemy do łazienki. Czasami zdarzają się wpadki, ale myślałam, że to normalne na tym etapie” – pisze kobieta.

Przed rozpoczęciem przedszkola miała jednak nadzieję, że syn będzie już całkowicie odpieluchowany. Nie udało się.

Podczas pierwszych dni adaptacji chłopiec miał wpadkę. Dla mamy nie było w tym nic dziwnego – był w nowym miejscu, z nowymi osobami, a do tego przeżywał rozłąkę z rodzicami.

„Wtedy zaczęłam mu na czas przedszkola zakładać pieluchomajtki. Nie dlatego, że uważam, że nie ma sensu go odpieluchowywać. Wręcz przeciwnie. Po prostu nie chciałam, żeby codziennie wracał z mokrymi spodniami i żeby stres związany z toaletą dokładał mu się do stresu związanego z samym” – opisuje mama chłopca.

„Ciocia powiedziała to przy innych dzieciach”

Według matki problem pojawił się kilka dni później. Józio wrócił do domu wyraźnie zawstydzony. Początkowo nie chciał powiedzieć, co się stało. Dopiero wieczorem zaczął opowiadać mamie o sytuacji w łazience.

„Powiedział, że ciocia powiedziała przy innych dzieciach, że to wstyd i że się śmiała na głos. Potem inne dzieci zaczęły pytać, dlaczego ma pieluszkę” – relacjonuje matka.

Kobieta następnego dnia porozmawiała z nauczycielką.

„Usłyszałam, że skoro Józio jest w grupie trzylatków, to powinniśmy już dawno mieć ten temat za sobą. Byłam w szoku. Nie oczekuję, że nauczycielki będą wykonywały za mnie całą pracę. Wiem, że to ja jestem odpowiedzialna za odpieluchowanie syna. Ale nie zgadzam się na zawstydzanie go z tego powodu” – pisze.

„Nie chcę, żeby bał się toalety”

Mama Józia przyznaje, że być może powinna była wcześniej pomyśleć o tym, jak rozwiązany zostanie temat toalety w przedszkolu. Nie uważa jednak, że pieluchomajtki są powodem do wstydu.

„Przecież to nadal małe dziecko. On dopiero uczy się rozpoznawać swoje potrzeby w nowym miejscu. W domu umie powiedzieć, czego potrzebuje, ale w przedszkolu jest spięty. Czy naprawdę najlepszym sposobem jest sprawienie, żeby jeszcze bardziej się tego wstydził? Powiedziałam mu, że nie ma się czego wstydzić i że pieluchomajtki są tylko na czas, kiedy uczymy się korzystać z toalety w przedszkolu. Nadal będziemy ćwiczyć w domu. Chciałabym tylko, żeby dorośli dali mu trochę czasu” – wyjaśnia.

Jak przyznaje, najbardziej zabolało ją to, że sytuacja wydarzyła się w pierwszych dniach przedszkola, kiedy chłopiec dopiero próbował odnaleźć się w nowym miejscu. Przy tym nie oczekuje specjalnego traktowania dla syna. Chce tylko, żeby jego trudności nie stały się powodem do zawstydzania.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...