Reklama

Wystarczyła jedna wizyta w kociej kawiarni, żeby rozpętać dyskusję o zasadach, granicach i przekonaniu, że niektóre dzieci są wyjątkowe. Sprawa szybko stała się tematem dyskusji w internecie. Tym bardziej że właściciele lokalu postanowili przypomnieć, dlaczego wprowadzili ograniczenia i dlaczego nie zamierzają robić od nich wyjątków.

„Spokojna i cicha dziewczynka nie może wejść”

Mowa o Filemon Kocia Kawiarnia, gdzie obowiązują konkretne zasady dotyczące wieku dzieci.

Od poniedziałku do soboty lokal przyjmuje dzieci od 8. roku życia. Wymagana jest także rezerwacja stolika dla dziecka oraz dokument lub zdjęcie dokumentu potwierdzającego jego wiek. Dzieci młodsze nie są w te dni przyjmowane.

W niedzielę zasady są nieco łagodniejsze – wtedy do kawiarni mogą przyjść dzieci od 5. roku życia. Rezerwacja nie jest obowiązkowa, ale bardzo zalecana, a jednocześnie na sali może przebywać maksymalnie pięcioro dzieci.

Jedna z mam pojawiła się jednak w lokalu z 3-letnią córką. Nie została wpuszczona, a następnie wystawiła kawiarni jedną gwiazdkę w Google.

„Miejsce nie jest przyjazne dla spokojnego dziecka w wieku 3 lat. To jakiś żart. Spokojna i cicha dziewczynka nie może wejść do restauracji z powodu swojego wieku” – napisała.

I właśnie słowo „spokojna” stało się w tej historii kluczowe. Bo czy charakter konkretnego dziecka powinien mieć znaczenie, jeśli właściciel lokalu ustalił granicę wieku?

Kawiarnia odpowiada: „Nie będziemy robić wyjątków”

Po krytycznej ocenie kawiarnia opublikowała przypomnienie dotyczące zasad. Jej przedstawiciele podkreślili, że ograniczenia nie są wprowadzane okazjonalnie i nie zależą od tego, czy konkretne dziecko jest spokojne.

„Nie są one 'od święta', nie zmieniają się w zależności od okazji i nie obowiązuje tutaj zasada, że 'tym razem zrobimy wyjątek'” – napisali.

Podkreślili również, że regulamin jest dostępny w kilku miejscach, między innymi na stronie internetowej, w mediach społecznościowych, przy informacjach dotyczących wizyty oraz przy wejściu do lokalu.

Nie ma więc znaczenia, czy rodzina przyjechała z daleka, specjalnie zaplanowała wizytę, czy dziecko jest spokojne. Zasady są takie same dla wszystkich.

„Można się z nimi nie zgadzać. Można wybrać inne miejsce. Przecież nie ma obowiązku wybierania naszej kawiarni” – przypomnieli właściciele.

To stanowisko poparło wiele osób komentujących sprawę.

„Regulamin jest po to, żeby go przestrzegać”

Jedna z osób, która – jak twierdzi – była świadkiem całej sytuacji, przedstawiła własną wersję wydarzeń.

„Wczoraj również tam byłem i osobiście byłem świadkiem całej sytuacji. Pracownik w bardzo spokojny i zrozumiały sposób wyjaśnił przebieg sytuacji oraz obowiązujące zasady. Na samym początku zapytała nawet: „Regulamin przeczytany?”, a pani sama potwierdziła, że regulamin przeczytała” – napisał komentujący.

Dodał, że jego zdaniem pracownica nie zachowywała się szyderczo, lekceważąco ani nieodpowiednio.

„Twierdzenie, że było inaczej, jest po prostu nieprawdziwą i bardzo niesprawiedliwą informacją” – ocenił.

Inni komentujący zwracali uwagę na bezpieczeństwo.

„Dziecko może być najspokojniejsze na świecie, ale zwierzak to zwierzak. Kociaki w zabawie potrafią pokazać pazurki i drasnąć, a później byłoby oburzenie ze strony rodzica, bo kot zrobił krzywdę dziecku... Regulamin jest po to, by go przestrzegać, a macie go umieszczone zaraz przy wejściu do kawiarni” – zauważyła jedna z osób.

Ktoś inny napisał wprost:

„Jak można napisać złą opinię w internecie tylko dlatego, że nie rozumie się regulaminu panującego w danym miejscu? Zasady są po to, żeby ich przestrzegać, a nie użalać się w internecie, że za ich nieprzestrzeganie zostaliśmy skądś wyproszeni”.

Kolejna osoba dodała:

„Współczesne maDki tateły mają jeden wspólny problem: nie potrafią czytać ze zrozumieniem i swoje dzieci uważają za anioły. Sorry, ale mając w rodzinie 5-latka i 7-latkę, nie uwierzę, że 3-letnie dziecko jest ciche i spokojne”.

Czy spokojne dziecko powinno być wyjątkiem?

W całej historii jest jednak coś więcej niż spór o jedną kocią kawiarnię. To pytanie o coraz częstsze przekonanie, że zasady powinny obowiązywać wszystkich, ale w przypadku naszego dziecka można zrobić wyjątek.

Bo przecież „jest spokojne”. „Nic nie zrobi”. „To tylko na chwilę”. „Przyjechaliśmy z daleka”. „Specjalnie zaplanowaliśmy tę wizytę”.

Problem w tym, że właściciel lokalu nie jest w stanie przewidzieć zachowania każdego dziecka ani każdego kota. Co więcej, ograniczenie wiekowe nie musi wynikać z przekonania, że każde małe dziecko jest głośne czy niegrzeczne. Może być po prostu prostą zasadą organizacyjną, która pozwala właścicielom określić, kto może korzystać z danego miejsca.

Trudno odmówić racji argumentowi, że skoro zasady są jasno przedstawione przed wizytą, to klient może zdecydować, czy chce z nich skorzystać, zamiast później skarżyć się, że pracownicy nie nagięli regulaminu.

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...