Rodzice żądają zwrotu kosztów wycieczki szkolnej. „Córka musiała myć włosy w bidecie”
Najpierw była ekscytacja i odliczanie dni do wyjazdu. Potem przyszło zderzenie z rzeczywistością, której nikt się nie spodziewał. A na pewno nie za takie pieniądze.

„Mamo, to był koszmar” – usłyszałam od córki po wycieczce szkolnej do Francji. Najpierw myślałam, że przesadza. Potem zobaczyłam zdjęcia i filmiki.
To miała być przygoda życia
To była 8-dniowa wycieczka objazdowa dla 7 i 8 klas. Program zapowiadał się świetnie – zwiedzanie, nowe miejsca, wspomnienia na całe życie. Jako rodzice zapłaciliśmy niemałe pieniądze, wierząc, że nasze dzieci będą miały zapewnione przynajmniej podstawowe warunki.
Wycieczkę organizowała firma zewnętrzna, współpracująca ze szkołą. Nikt z nas nie przypuszczał, że standard noclegów może być aż tak niski. Dzieci nocowały w różnych miejscach i – jak się okazało – każde kolejne było gorsze od poprzedniego.
Już pierwsze relacje córki były niepokojące, ale dopiero po powrocie dowiedziałam się, jak to wyglądało naprawdę.
Brak wody, prowizorka i upokarzające warunki
W jednym z noclegów nie było ciepłej wody. Dzieci stały przed wyborem: myć się w lodowatej wodzie albo wcale. Mówimy o kilkunastoletnich dzieciach, które przez kilka dni były w podróży.
W innym miejscu sytuacja była jeszcze bardziej absurdalna. Woda była dostępna... ale nie pod prysznicem. Leciała tylko z kranu, w toalecie i w bidecie. Dziewczynki próbowały sobie radzić jak mogły – część używała suchego szamponu, inne, w tym moja córka, myły włosy w bidecie.
Trudno mi to nawet opisać bez emocji. To nie są warunki, które powinny być akceptowalne na szkolnej wycieczce. To jest zwykłe poniżenie i brak podstawowego komfortu.
Dzieci mają zdjęcia i nagrania, które jasno pokazują, jak wyglądały te miejsca. To nie są „przesadzone opowieści nastolatków”, tylko twarde dowody.
Tak tego nie zostawimy
Po powrocie dzieci zaczęliśmy rozmawiać między sobą jako rodzice. Okazało się, że większość z nas jest w szoku i czuje się zwyczajnie oszukana. Zapłaciliśmy za wycieczkę, która miała być bezpieczna i komfortowa, a nasze dzieci wróciły zmęczone, sfrustrowane i – co najgorsze – rozczarowane.
Nie chodzi tylko o pieniądze, choć uważamy, że powinniśmy otrzymać ich zwrot przynajmniej w części. Chodzi o odpowiedzialność. Ktoś dopuścił do tego, żeby dzieci nocowały w takich warunkach.
Szkoła odsyła nas do organizatora, organizator zapewne będzie się bronił. A my zostajemy z poczuciem, że nikt nie chce wziąć za to odpowiedzialności.
Moja córka miała wrócić z tej wycieczki z pięknymi wspomnieniami. Zamiast tego mówi, że już nigdy nie chce jechać na żadną szkolną wycieczkę.
I naprawdę trudno mi się jej dziwić.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: „Nie wszystko kręci się wokół wygody ucznia”. Nauczycielka ma 1 radę dla roszczeniowych rodziców