Reklama

Historię opowiedziała mi znajoma, która jechała tramwajem przez centrum miasta. Kobieta usiadła niedaleko matki z małą dziewczynką. Dziecko mogło mieć trzy lata i początkowo niczym szczególnym się nie wyróżniało. Po kilku minutach zaczęło jednak pluć na podłogę.

Najpierw raz, potem drugi, jakby dziewczynka sprawdzała, co się stanie. Później coraz częściej. Ślina lądowała na podłodze, a mała najwyraźniej świetnie się przy tym bawiła. Matka siedziała obok i patrzyła na córkę, ale nie zrobiła właściwie nic. Nie powiedziała, że tak się nie zachowujemy, nie próbowała jej odwrócić uwagi, nie poprosiła, żeby przestała.

W końcu jeden z pasażerów nie wytrzymał i zwrócił kobiecie uwagę.

– Proszę coś z tym zrobić. Ona pluje na podłogę, ludzie zaraz będą po tym chodzić.

Zamiast zwykłego „przepraszam” kobieta spojrzała na niego z miną, jakby właśnie usłyszała najbardziej absurdalną uwagę na świecie.

– To jest małe dziecko – odpowiedziała opryskliwie. – Naprawdę nie ma pan większych problemów?

„Przecież to tylko ślina”

Pasażer próbował jeszcze spokojnie powiedzieć, że chodzi wyłącznie o podstawową higienę i kulturę zachowania w miejscu publicznym. Matka najwyraźniej nie zamierzała jednak przyznać mu racji.

– Bez przesady. Przecież to tylko ślina – rzuciła.

Wokół zrobiło się cicho. Kilka osób zaczęło spoglądać w ich stronę. Ktoś pokręcił głową, inna pasażerka odsunęła nogi, żeby przypadkiem nie stanąć w miejscu, w którym chwilę wcześniej dziewczynka splunęła.

Najbardziej absurdalne było to, że dziewczynka, widząc reakcję dorosłych, wcale nie przestała. Wręcz przeciwnie – wyglądało na to, że zainteresowanie tylko ją zachęciło.

Dopiero kiedy tramwaj zbliżał się do przystanku, matka wyciągnęła z torebki paczkę mokrych chusteczek. Niedbale przetarła nimi kilka miejsc na podłodze, wstała, chusteczkę zostawiła na siedzeniu, zabrała córkę za rękę i wyszła.

Ani słowa przepraszam.

Ani jednego spojrzenia w stronę pasażerów.

Jakby przez ostatnie kilka minut nic się nie wydarzyło.

„To tylko dziecko” nie może być wymówką na wszystko

Znajoma długo zastanawiała się później, co właściwie ją w tej sytuacji tak zirytowało. Przecież trzyletnie dziecko nie musi wiedzieć, że plucie na podłogę tramwaju jest obrzydliwe i niekulturalne. Dla niego może to być po prostu kolejna zabawa. Właśnie dlatego obok powinien być dorosły. Rodzic nie musi krzyczeć, zawstydzać dziecka ani robić mu awantury.

Coraz częściej słyszymy, że dzieci są tylko dziećmi i nie można od nich wymagać zbyt wiele. Oczywiście, że nie można oczekiwać od trzylatka zachowania jak od dorosłego. Można jednak oczekiwać od dorosłego, że będzie reagował.

Jeżeli mama pokazuje córce, że można pluć na podłogę, a kiedy ktoś zwróci uwagę, należy odpowiedzieć mu opryskliwie, dziewczynka dostaje bardzo konkretną lekcję. Nie o higienie, nie o szacunku i nie o zasadach obowiązujących między ludźmi.

Dostaje lekcję, że własny komfort jest ważniejszy od komfortu wszystkich dookoła. Może czasem naprawdę warto przestać mówić „to tylko dziecko” i zacząć myśleć: właśnie dlatego, że to dziecko, ktoś powinien mu pokazać, jak zachowywać się wśród ludzi.

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...