Być rodzicem, czy nie być – oto jest pytanie. Pytanie, przed którym dziś stoi wiele par. Statystyki pokazują, że z roku na rok w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Często winą za to obarcza się kobiety, które chcą się rozwijać, stawiają na karierę i przede wszystkim myślą o sobie i o tym, czego tak naprawdę pragną, choć takie podejście też może być dobre. Nie każda kobieta musi być matką, nikt nie rodzi się rodzicem. Sporo z nas jednak deklaruje, że chce nim zostać. W podejściu do rodzicielstwa jest jednak ogromna przepaść pokoleniowa i kulturowa, która sprawia, że dziś coraz później jesteśmy na nie gotowi. Ale ta gotowość przychodzi, tylko z czasem. 

WIDEO…

player placeholder

Instagramowe bańki pokazują macierzyństwo w złym świetle

Jak wynika z raportu z badań jakościowych zleconych przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, współczynnik dzietności w Polsce od lat nie przekracza 2. Jest to o tyle niepokojąca informacja, że w stabilnej sytuacji demograficznej powinien on być na poziomie 2,10-2,15. W samym 2024 roku wyniósł zaledwie 1,1. Oznacza to, że na 100 kobiet w wieku rozrodczym (15-49 lat) przypadało około 110 urodzonych dzieci, czyli o ponad połowę mniej niż potrzeba do zachowania prostej zastępowalności pokoleń. 

- Z badań wynika, że wiele młodych kobiet w Polsce postrzega dziś macierzyństwo przede wszystkim przez pryzmat wyzwań zawodowych i ekonomicznych. Obawiają się utraty stabilności zatrudnienia, spowolnienia kariery oraz trudności w powrocie na rynek pracy. Dopiero w dalszej kolejności pojawiają się lęki związane z życiem osobistym – ograniczeniem swobody, możliwości podróżowania czy rozwoju własnych pasji. Badane kobiety bardzo wysoko cenią samodzielność i autonomię, dlatego decyzja o dziecku coraz częściej jawi im się nie jako oczywisty etap życia, lecz jako wybór wymagający odwagi – zarówno emocjonalnej, jak i ekonomicznej – czytamy w raporcie. 

Zobacz także:

Pozytywne opinie matek związane z macierzyństwem coraz rzadziej przebijają się do opinii publicznej. Żyjemy w czasach, gdy w mediach społecznościowych coraz częściej pokazujemy „prawdziwe życie”. Tylko pytanie, co w rzeczywistości jest prawdą. Sama zaczęłam zauważać, że dziś Instagram promuje to, co negatywne, a twórcy zaczęli to wykorzystywać. Nie potrafimy zbalansować tego, co ładne i brzydkie, dobre i złe. Zamiast pokazywać fajne chwile ze swojego życia, coraz więcej narzekamy, z jednej strony pokazując, że każdy z nas może mieć gorsze chwile, ale z drugiej pokazując życie wyłącznie z fatalistycznej strony. Podobnie jest z macierzyństwem.

Od kilku lat w mediach społecznościowych mamy chcą pokazywać „prawdziwe rodzicielstwo”. Problemy po porodzie, w połogu, nieprzespane noce, brak czasu dla siebie – z jednej strony dobrze, że pokazujemy też ciemne strony macierzyństwa, ale z drugiej – zbyt mało mówimy o tym, jakie są jego pozytywy. Gdyby zapytać instagramową mamę o to, czy żałuje swojego wyboru, bez wahania odpowiedziałaby, że nie, bo kocha swoje dziecko nad życie i każdy jego uśmiech wynagradza mu te trudy i starania. Że kocha każdą chwilę spędzoną z dzieckiem, pierwsze kroki, wspólne spacery czy zabawy. Ale to się nie przebija przez algorytm. A kobieta, która rozważa macierzyństwo i widzi wyłącznie te negatywne treści, stwierdzi: „Boże, nie chcę przez to przechodzić, nie mam na to siły”. I odpuści…

Nie chodzi o karierę, chodzi o izolację społeczną

Wróćmy jeszcze na moment do tej strasznej kariery, która działa jak słowo wytrych. Mało kto zdaje sobie sprawę, z czym tak naprawdę radzą sobie kobiety, które przeprowadzają się do większych miast w celach naukowych lub pracowniczych. Większość z nich ma dokładnie taką samą możliwość wzięcia urlopu macierzyńskiego jak kobiety w mniejszych miejscowościach. Głównym powodem, dla którego często nie decydują się na powiększenie rodziny, jest izolacja społeczna, co wskazują zarówno kobiety nie posiadające jeszcze dzieci, jak również te, które mają już jedno dziecko, ale obawiają się zdecydować na kolejne.

Ludzie mieszkający w większych miastach często są daleko od rodziny. Wiedzą, że ze wszystkim będą musieli radzić sobie sami. Nie mają przy sobie bliskich, zupełnie inaczej też wygląda kwestia wspólnotowości – na wsiach i w małych miejscowościach wszyscy się znają, dzieci wychowują się wspólnie od pokoleń, chodzą do tych samych szkół. W dużych miejscowościach ludzie są o wiele bardziej anonimowi i trudno zbudować jedną, spójną społeczność, w której np. dzieci będą w podobnym wieku. Sama wiem, że choć mieszkam w Warszawie i mam bliskich przyjaciół wokół, każdy z nas jest na innym etapie życia, a rodzina jest daleko. Nie mam też mamy, która mogłaby przyjechać i pomóc mi na początku po porodzie lub później w wychowywaniu dziecka. Tym bardziej wiem, jak bolą mnie komentarze, że kariera jest dla mnie ważniejsza niż dzieci. 

Właśnie to jest moment, w którym warto na chwilę odejść od różnić kulturowych i skupić się bardziej na tych pokoleniowych. Bo ktoś zapewne powie, że jest dużo osób odizolowanych społecznie, które sobie radzą. Są też samotne matki, które muszą sobie poradzić z wychowywaniem dziecka. Zgadzam się – tak, dziś wciąż są ludzie, którzy decydują się na dziecko i jakoś dają radę. A samotne matki ozłociłabym za ich heroizm i poświęcenie. To nie znaczy jednak, że inni też muszą się na to zdecydować. Znaczna część ludzi – zarówno kobiet, jak i mężczyzn – chce podjąć tę decyzję odpowiedzialnie, będąc świadomym obciążeń emocjonalnych i ekonomicznych, które wiążą się z posiadaniem dziecka. 

To już nie te czasy

Nie chodzi o to, żeby jakoś dawać radę, tylko żeby zapewnić sobie i dziecku życie na godnym poziomie. Żeby nie musieć rezygnować z siebie tylko dlatego, że na świecie pojawi się dziecko. Jeżeli podejmujemy decyzję o rodzicielstwie świadomie i mamy wszystko wcześniej dogadane z partnerem, wówczas macierzyństwo może być najlepszą i najbardziej magiczną przygodą w naszym życiu. Ale tylko wtedy, gdy faktycznie stwierdzimy, że jesteśmy na nie gotowe. Bo dzisiaj macierzyństwo nie jest już naturalnym wyborem i nie musi być – każdy z nas ma możliwość żyć tak jak chce, bez utartych schematów. 

- Dziecko przestaje być domyślnym etapem dorosłości – pozostaje ważne, ale nie pierwszoplanowe – możemy przeczytać w raporcie.

I właśnie takie rodzicielstwo przedstawia najnowsza kampania społeczna „Nikt nie rodzi się rodzicem” stworzona przez Fundację Share the Care i Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Celem kampanii jest nie tylko pokazywanie uroków świadomego rodzicielstwa i przekonywanie młodych ludzi do posiadania dziecka, ale też podkreślanie, jak ważna jest rozmowa w związku, która może sprawić, że pewne decyzje, choć mogą wydawać się skomplikowane, w rzeczywistości takie nie są. W ramach kampanii powstały nawet karty z pytaniami, które mogą pomóc w komunikacji między partnerami. Dodatkowo na stronie ministerstwa są dostępne różne opcje wsparcia, które państwo zapewnia, aby np. ułatwić młodym rodziom powrót na rynek pracy - np. babciowe, które ma już dwa lata. To wszystko ma sprawić, że decyzja o posiadaniu dziecka wyda się młodym ludziom o wiele bardziej naturalna.