Z Pobierowa wróciła zniesmaczona. „Podłoga aż się kleiła, a po tym, co powiedziała matka, kelnerka się rozpłakała”
Na redakcyjną skrzynkę piszą do nas osoby, które podczas wakacji są świadkami bardzo różnych sytuacji. Czasami dotyczą one zachowania dzieci, innym razem rodziców, którzy najwyraźniej zapominają, że ich urlop nie oznacza końca zasad dobrego wychowania. Tym razem czytelniczka opisała scenę z restauracji w Pobierowie, która szczególnie ją poruszyła, bo w centrum całego zamieszania znalazła się młoda kelnerka.

Piszę do was, bo do tej pory jestem zniesmaczona tym, czego byłam świadkiem w jednej z restauracji w Pobierowie. Sama jestem mamą i naprawdę rozumiem, że małe dzieci podczas obiadu potrafią narobić bałaganu. Nie mam też problemu z tym, że coś rozleją, przewrócą albo ubrudzą sobie ręce jedzeniem, bo przecież właśnie tak wygląda czasami jedzenie z kilkulatkiem.
Tym razem jednak problem polegał na tym, że rodzice kompletnie nie reagowali na to, co robiły ich dzieci. Przy stoliku siedziała para z dwójką maluchów, dzieci miały tak 4-6 lat. Rozlewały napoje, bawiły się jedzeniem, rozsmarowywały sos po stole i strącały kawałki jedzenia na podłogę. W pewnym momencie pod stolikiem było tyle rozlanego soku, że podeszwy butów dosłownie przyklejały się do podłogi.
Rodzice siedzieli obok i spokojnie rozmawiali. Matka kilka razy powiedziała dzieciom, żeby „przestały”, ale nie zrobiła właściwie nic więcej. Maluchy po chwili znowu zaczynały się bawić jedzeniem, a stolik wyglądał coraz gorzej.
„Kelnerka podeszła do tematu naprawdę delikatnie”
W pewnym momencie podeszła do nich młoda kelnerka. Było widać, że bardzo uważa na słowa i nie chce zrobić awantury. Powiedziała mniej więcej:
– Przepraszam, czy mogłaby pani zwrócić uwagę dzieciom, żeby nie rozlewały już napojów? Podłoga jest bardzo mokra i ktoś może się poślizgnąć.
Naprawdę nie było w tym żadnego ataku. Powiedziała to spokojnie, wręcz przepraszająco. Sama pomyślałam wtedy, że chyba trudno byłoby zwrócić uwagę bardziej kulturalnie.
Matka dzieci natychmiast się oburzyła.
– Słucham? To są dzieci! Co pani ode mnie chce?
Kelnerka próbowała wyjaśnić, że chodzi tylko o bezpieczeństwo i o to, żeby nie rozlewać kolejnych napojów.
Wtedy kobieta powiedziała coś, czego kompletnie się nie spodziewałam:
– Ty chyba nie wiesz, kim ja jestem. Jeszcze się dowiesz. Wylecisz stąd na zbity pysk za takie odzywki.
„Nagle zrobiło się cicho”
Przy kilku sąsiednich stolikach ludzie przestali rozmawiać. Sama miałam wrażenie, że wszyscy zaczęli patrzeć w ich stronę, bo trudno było nie usłyszeć podniesionego głosu.
Kelnerka zrobiła się czerwona. Próbowała jeszcze coś powiedzieć, ale kobieta jej przerwała i zaczęła mówić, że płaci za obiad i ma prawo oczekiwać odpowiedniej obsługi.
Patrzyłam na tę dziewczynę i było mi jej zwyczajnie żal. Miała może dwadzieścia lat. Widać było, że bardzo stara się zachować profesjonalnie, chociaż oczy zaczęły jej się szklić. W końcu odeszła od stolika. Po chwili zobaczyłam ją przy zapleczu, gdzie ocierała twarz. Rozpłakała się.
Wtedy naprawdę zrobiło mi się niedobrze, ale nie od tego, że dzieci ubrudziły stół. Takie rzeczy można przecież posprzątać. Najbardziej poruszyło mnie to, że dorosła kobieta potraktowała młodą pracownicę tak, jakby ta nie miała prawa zwrócić uwagi na sytuację, która mogła być zwyczajnie niebezpieczna.
„Dzieci nie są problemem”
Nie mam pretensji do tych dzieci. One są małe i to rodzice powinni nauczyć je, że w restauracji nie rozlewa się celowo napojów, nie rzuca jedzeniem i nie brudzi całego stołu. Jeśli jednak coś takiego się wydarzy, wystarczy powiedzieć: „Przepraszam, zaraz posprzątamy” albo pozwolić obsłudze zrobić to, co należy.
Najbardziej przykre jest dla mnie to, że ta matka mogła po prostu przyjąć uwagę. Mogła powiedzieć dzieciom, żeby uważały, przeprosić i na tym zakończyć sprawę. Zamiast tego zrobiła z młodej kelnerki wroga, któremu trzeba było zagrozić utratą pracy.
Sama jestem rodzicem i wiem, że dzieci potrafią narobić bałaganu. Ale to, że za nami płacą rachunek, nie oznacza, że wolno nam poniżać człowieka, który nas obsługuje. Wychowanie dzieci to również pokazywanie im, jak traktować innych ludzi. I tego dnia, niestety, mam wrażenie, że dzieci zobaczyły bardzo złą lekcję.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także:
- Niepojęte sceny w Sarbinowie. „9-latek zrobił z rodziców pośmiewisko. Matka ratowała się, jak mogła”
- Mina 10-latka w tatrzańskim schronisku mówiła wszystko. Słów tego chłopca przy zamawianiu obiadu długo nie zapomnę. „Wstyd”
- Fotografka nazwała rodziców „idiotami”. Nie mogła uwierzyć, co przypadkiem uchwyciła na plaży w Gdańsku