„Syn zadzwonił rozdygotany, że zmuszają go do wstrętnych rzeczy”. Ten kolonijny trend powinien odejść do lamusa
Kolonie mają być dla dzieci przygodą, okazją do zawierania nowych znajomości i budowania pięknych wspomnień, lekcją samodzielności. Tymczasem niektórzy rodzice odbierają telefony, które przypominają im jedne z najgorszych doświadczeń ich własnego dzieciństwa. „Mamo, nie chcę tego robić” – usłyszała jedna z naszych rozmówczyń od zapłakanego syna.

Dla jednych to kultowa tradycja kolonii, bez której trudno wyobrazić sobie letni wyjazd. Dla innych – relikt dawnych czasów, który nie ma nic wspólnego z dobrą zabawą. Chrzty kolonijne od lat wywołują emocje, ale dziś rodzice coraz częściej mówią o nich głośno i pytają organizatorów, jak naprawdę wyglądają.
Bo choć jedne ograniczają się do śmiesznych konkurencji i symbolicznego pasowania na kolonistę, inne wciąż opierają się na zadaniach, które dla wielu dzieci są zwyczajnie upokarzające lub niebezpieczne.
Chrzest kolonijny miał integrować. Nie zawsze tak to wygląda
Idea chrztu kolonijnego jest niezmienna od lat – przyjąć nowych uczestników do kolonijnej społeczności i przełamać pierwsze lody. W wielu ośrodkach odbywa się on w formie zabaw ruchowych, zagadek czy konkursów prowadzonych przez wychowawców. Problem pojawia się wtedy, gdy zamiast integracji pojawia się presja, straszenie i zmuszanie dzieci do wykonywania zadań, które są... upokarzaniem.
Rodzice często opisują sytuacje, w których dzieci musiały chodzić boso po szyszkach, były wrzucane do jeziora w ubraniach, jadły absolutnie niezjadliwe mieszanki produktów albo wykonywały zadania przygotowane przez starszych uczestników. Choć organizatorzy coraz częściej odchodzą od takich praktyk, wciąż zdarzają się miejsca, gdzie podobne „atrakcje” są traktowane jako element tradycji.
– Sama pamiętam takie chrzty z lat 90. Kazali nam jeść dziwne mikstury, czołgać się po lesie i wykonywać różne upokarzające zadania. Wtedy wydawało się, że tak po prostu wygląda kolonia. Dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej – mówi Anna, mama 9-letniego i 12-letniego syna.
Dlatego przed zapisaniem dzieci na każdy wyjazd zadaje organizatorowi jedno pytanie.
– Zawsze pytam, czy organizowany jest chrzest kolonijny i na czym dokładnie polega. Jeśli słyszę, że dzieci mogą odmówić udziału, zadania są symboliczne, a wszystko odbywa się pod kontrolą wychowawców, nie mam problemu. Ale jeśli ktoś odpowiada wymijająco albo mówi, że „to niespodzianka”, od razu rezygnuję.
„Syn płakał i błagał, żebym go zabrała”
Najbardziej dramatyczne wspomnienia ma pani Karolina, mama 11-letniego Kacpra.
– Zadzwonił wieczorem. Był rozdygotany i płakał. Powiedział, że starsi chłopcy kazali nowym uczestnikom wypić miksturę zrobioną z resztek jedzenia ze stołówki. Wymieniał składniki i naprawdę robiło mi się niedobrze. Był tam ketchup, nutella, surowe jajko, musztarda, bardzo ostry sos, sok z ogórków i jeszcze kilka rzeczy, których nawet nie pamiętam.
Najgorsze było jednak to, co usłyszała chwilę później.
– Powiedział: „Mamo, nie chcę tego pić, ale wszyscy mówią, że jak odmówię, będę tchórzem i będą się ze mnie śmiać do końca kolonii”.
Kobieta natychmiast zadzwoniła do wychowawcy.
– Na szczęście zareagował od razu i przerwał całą sytuację. Ale do dziś zastanawiam się, dlaczego w ogóle do niej doszło. Dla dorosłych to może być głupi żart. Dla dziecka to ogromny stres.
„Trochę przesadzamy z ochroną dzieci”
Nie wszyscy rodzice uważają jednak, że chrzty kolonijne powinny zniknąć.
– Mam dwie córki i obie wróciły z kolonii zachwycone. Był chrzest, przebieranki, śmieszne zadania i wszyscy świetnie się bawili. Mam wrażenie, że współcześni rodzice często reagują zbyt emocjonalnie. Jeśli wszystko odbywa się pod opieką wychowawców i nikt nikogo do niczego nie zmusza, to jest po prostu element kolonijnej tradycji – uważa Monika, mama dziewczynek w wieku 10 i 13 lat.
Dodaje jednak, że granice są bardzo wyraźne.
– Upokarzanie dzieci, zmuszanie ich do jedzenia obrzydliwych rzeczy czy straszenie nie ma nic wspólnego z dobrą zabawą. Ale nie wrzucałabym wszystkich chrztów kolonijnych do jednego worka.
Tradycja czy czas na zmianę?
Coraz więcej organizatorów kolonii odchodzi dziś od dawnych form chrztów kolonijnych. Zastępują je grami terenowymi, zadaniami zespołowymi czy symbolicznym pasowaniem nowych uczestników. Dzięki temu dzieci mogą się integrować bez poczucia wstydu czy presji.
Rodzice podkreślają jednak, że warto zapytać o to jeszcze przed zapisaniem dziecka na wyjazd. Nie tylko o to, czy chrzest kolonijny jest organizowany, ale przede wszystkim jak wygląda i kto nad nim czuwa.
Bo dla jednego dziecka będzie to ulubione wspomnienie z wakacji. Dla innego – doświadczenie, o którym będzie chciało jak najszybciej zapomnieć, a które może zostać z nim na lata.
Zobacz także:
- Wychowawczyni kolonijna nigdy czegoś takiego nie widziała. „Antek wyjął z portfela 200 zł. Gdy zobaczyłam, co robi, od razu zadzwoniłam do rodziców”
- Dobre pół roku oszczędzała na kolonie córki. „Po jednym telefonie od wychowawcy nie mogłam się pozbierać”
- Jeden rzut oka na sukienkę córki po powrocie z kolonii i matka zamarła. „Wychowawca pozwolił im na to w biały dzień”