Wychowawczyni kolonijna nigdy czegoś takiego nie widziała. „Antek wyjął z portfela 200 zł. Gdy zobaczyłam, co robi, od razu zadzwoniłam do rodziców”
Rodzice uczą dzieci, żeby były dobre, pomocne i umiały się dzielić. Czasami jednak bardzo cienka granica oddziela życzliwość od wykorzystywania. Wychowawczyni kolonijna zauważyła to podczas wyjścia po lody i postanowiła zareagować.

Kolonie to dla dzieci nie tylko czas odpoczynku, ale też pierwsze lekcje samodzielności i relacji z rówieśnikami. Właśnie dlatego wychowawcy często dostrzegają rzeczy, które umykają dorosłym na co dzień. Nasza czytelniczka przyznaje, że jedna sytuacja z tegorocznego turnusu skłoniła ją do rozmowy z rodzicami 10-letniego Antka.
„Na początku wydawało mi się, że to zwykła życzliwość”
Od kilku lat pracuję jako wychowawczyni kolonijna. Widziałam już dzieci bardzo nieśmiałe, takie, które pierwszej nocy płakały za rodzicami, i takie, które po dwóch dniach znały już pół ośrodka.
Antek od początku zwrócił moją uwagę. Był pogodny, otwarty i bardzo lubiany przez grupę. Chętnie pomagał innym, nikogo nie wyśmiewał, zawsze pamiętał o słowie „proszę” i „dziękuję”. Pomyślałam wtedy, że jego rodzice mogą być z niego naprawdę dumni.
Pierwszy raz zaniepokoiłam się podczas wycieczki do miasteczka. Dzieci dostały czas na kupienie pamiątek i lodów. Zobaczyłam, jak Antek płaci nie tylko za siebie, ale też za dwóch kolegów. Uśmiechnęłam się. Pomyślałam, że pewnie chciał zrobić coś miłego albo że koledzy zwrócą mu później pieniądze.
Kilka dni później sytuacja się powtórzyła. Tym razem kupował napoje. Następnego dnia chipsy. Potem gofry... Za każdym razem wyglądało to podobnie. Kiedy grupa podchodziła do budki, część dzieci niemal odruchowo spoglądała na Antka. Ktoś rzucał pół żartem: „No weź, postaw”, ktoś inny dodawał: „Przecież masz jeszcze pieniądze”.
Antek ani razu nie odmówił. Wyciągał portfel, płacił i jeszcze się z tego cieszył. Nie widziałam w nim dziecka, które chciało się popisywać. Raczej chłopca, który bardzo chciał, żeby wszyscy go lubili...
„Zadzwoniłam do jego rodziców”
Wieczorem długo zastanawiałam się, czy powinnam interweniować. W końcu uznałam, że gdyby chodziło o moje dziecko, chciałabym o tym wiedzieć. Zadzwoniłam do rodziców Antka. Nie po to, żeby skarżyć. Chciałam tylko opowiedzieć, co obserwuję.
Mama przez chwilę milczała. Potem powiedziała coś, co wiele wyjaśniło: przyznała, że Antek od zawsze bardzo przeżywał relacje z rówieśnikami. Bał się odrzucenia i robił wszystko, żeby inni go akceptowali. Kiedy tylko ktoś go o coś poprosił, trudno było mu odmówić.
Rodzice nie mieli pojęcia, że na kolonii wygląda to właśnie w ten sposób. Poprosili mnie, żebym dyskretnie obserwowała sytuację.
Nie chcę, żeby ktoś źle zrozumiał mój list. Nie uważam, że Antek trafił na grupę okrutnych dzieci. Większość z nich prawdopodobnie nawet nie zastanawiała się nad tym, że przekracza pewną granicę.
Dzieci bardzo szybko przyzwyczajają się do tego, co jest dla nich wygodne. Jeżeli jedno z nich zawsze płaci, łatwo uznać to za coś normalnego. To właśnie dlatego potrzebują obok siebie dorosłych, którzy czasem powiedzą: „Stop”.
Na kolejnych wyjściach rozmawiałam z całą grupą o koleżeństwie, wzajemności i o tym, że prawdziwa przyjaźń nie kosztuje ani złotówki. Antek nadal był tak samo lubiany. Różnica polegała na tym, że od tamtej rozmowy każdy płacił już za siebie.
Mam nadzieję, że wyniesie z tych kolonii coś znacznie cenniejszego niż pamiątki. Że zrozumie, iż nie trzeba kupować sobie sympatii innych ludzi.
Od redakcji
Dzieci, które są empatyczne, hojne i chętnie dzielą się z innymi, mają wiele pięknych cech. Jednocześnie warto uczyć je, że życzliwość nie oznacza zgadzania się na wszystko. Psychologowie podkreślają, że umiejętność stawiania granic jest równie ważna jak pomaganie innym.
Kolonie i obozy są często pierwszym miejscem, w którym dzieci samodzielnie zarządzają własnymi pieniędzmi i uczą się relacji z rówieśnikami. To dobry moment, by rozmawiać z nimi o tym, że prawdziwe koleżeństwo nie polega na tym, kto najczęściej płaci za całą grupę.
Zobacz także:
- Jeden rzut oka na sukienkę córki po powrocie z kolonii i matka zamarła. „Wychowawca pozwolił im na to w biały dzień”
- Znalazłam to na dnie walizki mojej 13-latki i zdębiałam. Nauczycielka: „W tym wieku to normalne”
- Opiekunka kolonijna porównuje dzieci do dubajskich szejków. „Po pytaniu o wannę od razu chwyciłam za telefon”