„Chciałam kupić od dzieci lemoniadę, dopóki nie zobaczyłam, o co proszą”. Tak rodzice uczą cwaniactwa?
Za każdym razem, gdy widzi dzieci sprzedające lemoniadę, zatrzymuje się i wrzuca im kilka złotych. Tym razem też chciała zrobić to samo. Podeszła do stolika, spojrzała na kartkę i... cofnęła rękę. Zaczęła się zastanawiać, czy niewinny sposób dorabiania w wakacje nie wszedł na nowy poziom... cwaniactwa. A może to symbol zmieniającego się świata?

Monika czasem kupuje kubeczek lemoniady, czasem wrzuca kilka złotych do skarbonki i idzie dalej, ciesząc się, że może sprawić komuś małą radość. Tym razem, zamiast uśmiechnąć się na widok stoiska dziewczynek sprzedających lemoniadę, poczuła dziwne ukłucie. Niby wszystko wyglądało tak samo jak zawsze, a jednak jeden szczegół całkowicie zmienił odbiór tej sceny.
Stolik, cytryny i... płatność BLIK-iem
Tę historię opowiedziała mi koleżanka, Monika. Wracała z pracy i po drodze zatrzymała się jeszcze w supermarkecie, żeby zrobić szybkie zakupy. Kiedy wychodziła ze sklepu, zauważyła przy parkingu coś, co latem widzi się dość często: dwie dziewczynki sprzedające lemoniadę.
Siedziały przy niewielkim stoliku. Przed nimi stały dzbanki z lemoniadą, obok leżała miska pełna żółtych cytryn, deska i mały nożyk, opakowanie cukru. Pod stołem stało kilka 5-litrowych butelek wody źródlanej. Monika już chciała wrzucić dziewczynkom kilka złotych, ale nie zauważyła skarbonki.
Nie było też żadnego słoika czy pudełka, do którego klienci mogliby wrzucać monety. Zamiast tego do stolika przyklejona była kartka:
„Domowa lemoniada – 5 zł za kubeczek. Płatność tylko BLIK”.
Monika była wzburzona, a w tym jednym słowie – BLIK – dopatrywała się cwaniactwa i wygodnictwa. Sama mam mieszane uczucia.
Z jednej strony – czy jest w tym coś złego? Dzieci oferują produkt, podają cenę, ktoś chce kupić, więc płaci. Tak przecież działa świat. Z drugiej – oczekiwanie od klientów płatności na konto to już zupełnie inny poziom biznesu.
Czy dzieci uczą się przedsiębiorczości, czy czegoś zupełnie innego?
Nie twierdzę, że te dziewczynki zrobiły coś niewłaściwego. Być może to właśnie one wpadły na pomysł, że skoro większość dorosłych płaci dziś telefonem albo zegarkiem, to warto ułatwić klientom życie. Być może płatność BLIK podpowiedzieli rodzice, bo sami od dawna nie noszą przy sobie gotówki.
Po wysłuchaniu Moniki zaczęłam się zastanawiać, jak bardzo zmienił się świat dzieci. Coraz częściej uczymy je przedsiębiorczości, zarządzania pieniędzmi i tego, jak zarabiać. To samo w sobie jest przecież wartościowe. Problem pojawia się wtedy, gdy nawet najprostsza dziecięca zabawa zaczyna przypominać miniaturową wersję dorosłego biznesu.
Czy stoisko z lemoniadą nie powinno być jednym z tych miejsc, gdzie liczy się miły gest przypadkowego przychodnia, a nie sprawnie zrealizowana transakcja?
BLIK jest tylko symbolem
Symbolem świata, w którym nawet dziecięce zabawy coraz bardziej przypominają dorosłe życie. Świata, w którym wszystko ma być maksymalnie efektywne, wygodne i dopracowane.
Być może za kilka lat nikogo nie zdziwią dzieci sprzedające lemoniadę z terminalem płatniczym albo kodem QR wydrukowanym na eleganckim banerze. To naturalna konsekwencja zmian technologicznych. Tylko czasami zastanawiam się, czy razem z gotówką nie znika coś jeszcze.
Jeszcze kilka lat temu dzieci sprzedające lemoniadę kojarzyły mi się z odręcznym cennikiem, słoikiem, do którego można było wrzucić monety, i małymi internetowymi aferkami, czy taka sprzedaż w ogóle jest legalna i higieniczna.
Może właśnie dlatego ten niewielki napis „Płatność BLIK” wywołuje takie emocje. Nie dlatego, że sam w sobie jest czymś złym. Po prostu uświadamia nam, jak bardzo zmienia się świat.
Zobacz także: Ani jednego gofra i loda przez 2 tygodnie w Krynicy. „Jeszcze nie oszalałam. Dzieci popłaczą i zapomną”