„8-klasista nie wiedział, kim był Mickiewicz”. Nauczyciele boją się o dzisiejszą młodzież
„Proszę pani, a ten Mickiewicz to nie miał na imię Tadeusz?” – usłyszałam ostatnio od ucznia ósmej klasy podczas powtórek do egzaminu. Przez chwilę myślałam, że żartuje. Nie żartował.

Coraz częściej mam wrażenie, że młodzi ludzie nie tylko nie znają podstawowych postaci literatury czy historii, ale też zupełnie ich to nie obchodzi. I to właśnie przeraża mnie najbardziej.
„Nie chce mi się” stało się nową normą
Od kilkunastu lat uczę języka polskiego i przygotowuję uczniów do egzaminów, aktualnie ósmoklasisty. Widziałam różne roczniki, różne problemy i różne podejście do szkoły. Ale to, co dzieje się teraz, naprawdę mnie niepokoi. Coraz więcej uczniów nie czyta lektur, nie odrabia prac domowych i nie potrafi skupić się na prostym tekście dłużej niż kilka minut.
Najgorsze jest jednak to, że wielu z nich nawet nie próbuje. Kiedy pytam o podstawowe informacje, słyszę: „A po co mi to?”, „Przecież wszystko jest w telefonie” albo po prostu wzruszenie ramion. Dla części nastolatków szkoła stała się miejscem, które trzeba „odbębnić”. Nauka nie ma dla nich żadnej wartości.
Oczywiście można powiedzieć, że młodzież zawsze była trudna. Sama pamiętam uczniów sprzed lat, którzy kombinowali, unikali odpowiedzi czy nie lubili czytać. Ale mimo wszystko większość miała jakiś respekt wobec nauczyciela, szkoły i zasad. Dzisiaj coraz częściej tego nie widzę.
Uczniowie są zmęczeni światem, ale też wychowywani bez granic
Mam wrażenie, że wielu rodziców boi się stawiać dzieciom wymagania. Kiedy uczeń dostaje słabą ocenę, winny jest albo nauczyciel, albo cały system. Rzadko kto mówi dziecku wprost: „Musisz usiąść i się nauczyć”.
Tymczasem nastolatki żyją dziś głównie w świecie rolek i tiktoków. Lektura licząca 200 stron przegrywa z 15-sekundowym nagraniem na telefonie. A później okazuje się, że uczeń kończący podstawówkę nie wie, kim był Adam Mickiewicz, nie potrafi napisać kilku poprawnych zdań i ma problem ze zrozumieniem polecenia.
Nie mówię tego z wyższością ani złośliwością. Mówię to z ogromnym smutkiem. Bo naprawdę widzę, jak bardzo wielu młodych ludzi się pogubiło. Oni często nie mają cierpliwości, motywacji ani poczucia odpowiedzialności. Chcą wszystkiego od razu, ale bez wysiłku.
Boję się, co będzie za kilka lat
Najbardziej martwi mnie jednak coś innego. Jeśli dziś młodzi ludzie nie szanują nauczycieli, szkoły, zasad ani wiedzy, to jakimi będą dorosłymi? Jak poradzą sobie w pracy, w relacjach, w codziennym życiu?
Czasami wychodzę z lekcji naprawdę przygnębiona. Widzę uczniów, którzy mają ogromny potencjał, ale kompletnie go marnują, bo nikt nigdy nie nauczył ich systematyczności i odpowiedzialności. Widzę też dzieci, które nie potrafią przyjąć krytyki, obrażają się o każdą uwagę i oczekują, że wszystko dostaną bez wysiłku.
Nie twierdzę, że cała młodzież jest zła. Nadal spotykam ambitnych, mądrych i wrażliwych uczniów. Problem w tym, że jest ich coraz mniej. A ja – jako nauczycielka – naprawdę zaczynam się bać o przyszłość tego pokolenia.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: