Reklama

Do redakcji napisała mama uczennicy ósmej klasy szkoły podstawowej. Kobieta nie ukrywa, że od kilku tygodni walczy o czerwony pasek dla swojej córki. Jej zdaniem nauczyciele powinni wykazać więcej zrozumienia i pomóc dziewczynce osiągnąć wymarzony wynik.

„Brakuje jej tylko 0,03. Naprawdę tak trudno to zrozumieć?”

Moja córka kończy właśnie ósmą klasę. Od lat jest bardzo dobrą uczennicą. Nigdy nie sprawiała problemów wychowawczych, zawsze odrabiała lekcje, uczestniczyła w konkursach i angażowała się w życie szkoły.

Kiedy wyliczyłyśmy średnią ocen, okazało się, że ma 4,72. Do czerwonego paska brakuje jej zaledwie 0,03. Gdy to zobaczyłam, poczułam ogromny żal. Przecież to praktycznie nic. Kilka setnych decyduje o tym, czy zostanie doceniona za osiem lat nauki.

Nie rozumiem, dlaczego nauczyciele nie potrafią spojrzeć na takie sytuacje bardziej po ludzku. Mówimy o dziecku, które przez lata ciężko pracowało. Czy naprawdę nie da się znaleźć rozwiązania?

„Chodzę po nauczycielach i proszę o pomoc”

Nie ukrywam, że rozmawiałam już z kilkoma nauczycielami. Pytałam, czy córka mogłaby poprawić jakąś ocenę, wykonać dodatkowe zadanie albo zdobyć dodatkowe punkty. Nie widzę w tym nic złego.

Niektórzy nauczyciele od razu odmówili. Usłyszałam, że oceny są już wystawione albo że wszyscy uczniowie mieli takie same możliwości przez cały rok. Szczerze mówiąc, takie podejście wydaje mi się bardzo sztywne.

Mam wrażenie, że część nauczycieli zapomina, że za tymi ocenami stoją prawdziwe dzieci i ich emocje. Dla mojej córki to ostatnie świadectwo w podstawówce. Chciałabym, żeby miała piękną pamiątkę i poczucie, że jej wysiłek został zauważony.

„Nauczyciele mają obowiązek wspierać uczniów”

Najbardziej denerwuje mnie argument, że nic nie da się zrobić. Przecież szkoła nie jest urzędem. Nauczyciele są od wspierania uczniów i pomagania im w osiąganiu sukcesów.

Moim zdaniem, jeśli dziecku brakuje kilku setnych do paska, nauczyciel powinien szukać rozwiązania, a nie zasłaniać się regulaminem. Tym bardziej że mówimy o uczennicy ambitnej i pracowitej.

Nie walczę o ocenę dla leniwego dziecka, które przez cały rok nic nie robiło. Walczę o sprawiedliwość. Naprawdę trudno mi zrozumieć, dlaczego część nauczycieli nie chce zrobić tak niewiele, żeby uszczęśliwić młodego człowieka.

Komentarz redakcji

Końcówka roku szkolnego od lat wygląda podobnie. Nauczyciele przyznają, że w czerwcu regularnie odbierają wiadomości od rodziców proszących o podniesienie ocen, dodatkowe zadania czy „szansę na pasek”. Problem polega na tym, że oceny nie powinny być wynikiem negocjacji ani skuteczności rodzica w przekonywaniu nauczyciela.

Świadectwo z wyróżnieniem jest nagrodą za konkretne wyniki osiągnięte w ciągu całego roku szkolnego. Jeśli uczeń spełnił wymagania, otrzymuje pasek. Jeśli zabrakło kilku setnych, może to być rozczarowujące, ale nie oznacza automatycznie, że nauczyciel powinien zmieniać zasady oceniania.

Coraz częściej zwraca się też uwagę na presję wywieraną przez rodziców. Dzieci słyszą, że czerwony pasek jest obowiązkowy, że musi być „piątka więcej” albo „kilka punktów do średniej”. Tymczasem dla wielu uczniów dużo ważniejsze od koloru paska na świadectwie powinno być poczucie własnej wartości niezależne od ocen.

Nauczyciele mają obowiązek wspierać uczniów, ale nie oznacza to obowiązku podwyższania ocen na życzenie rodziców. Wsparcie polega na rzetelnym nauczaniu, jasnych zasadach i dawaniu szans przez cały rok szkolny. Końcówka czerwca nie powinna zamieniać się w targowanie o każdą setną średniej.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: MEN leci w kulki i kpi z rodziców. Od września aż 3 nowe przedmioty, a nie ma kto uczyć

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...