Reklama

Do naszej redakcji napisała pani Monika. Kobieta tłumaczy w mailu, że jej syn nie zrozumiał polecenia w zadaniu domowym z języka polskiego. Chciała szybko wyjaśnić sprawę, dlatego zdecydowała się napisać do nauczycielki SMS-a w weekend. Reakcja pedagożki kompletnie ją zaskoczyła.

„Naprawdę nie widzę w tym nic złego”

„Była sobota, koło 19. Syn siedział przy stole i już prawie płakał, bo nie wiedział, o co chodzi w tym zadaniu. Ja też czytałam to polecenie trzy razy i nie wiedziałam, co on ma właściwie zrobić. Pomyślałam, że napiszę do nauczycielki szybkiego SMS-a. Bez wydzwaniania, bez zawracania głowy. Dosłownie dwa zdania.

Napisałam: ‘Dzień dobry, Kuba nie rozumie polecenia z zadania 3. Czy mogłaby pani wyjaśnić, co dzieci mają zrobić?’. I tyle.

Po kilkunastu minutach dostałam odpowiedź, która mnie zatkała. Pani odpisała: ‘W czasie poniedziałkowego dyżuru kontaktuję się z rodzicami za pośrednictwem e-dziennika. Nauczyciele też mają weekend :)’.

Ten uśmieszek na końcu? Serio? Poczułam się jak idiotka. Jak jakaś natrętna matka, która nie wiadomo czego żąda. A ja tylko chciałam pomóc dziecku.

Przecież nauczyciel chyba jest od tego, żeby tłumaczyć dzieciom materiał? Jeśli dziecko czegoś nie rozumie, to do kogo mam się zwrócić? Do internetu? Do sąsiadki?

Najbardziej wkurza mnie to, że szkoły ciągle mówią o współpracy z rodzicami. Zebrania, wiadomości, przypomnienia, milion komunikatów dziennie. Ale kiedy rodzic naprawdę potrzebuje pomocy, to nagle okazuje się problemem.

Ja pracuję w sklepie i też czasem ktoś dzwoni po godzinach. Nie przewracam oczami, tylko odpowiadam. Dzisiaj każdy ma telefon przy sobie. Odpisanie na jednego SMS-a zajmuje minutę.

Mam wrażenie, że nauczyciele coraz częściej zachowują się tak, jakby rodzic był intruzem. A przecież wszyscy jesteśmy po tej samej stronie. Chodzi o dzieci”.

Rodzice i nauczyciele coraz częściej wchodzą sobie w kompetencje

Ta historia pokazuje, jak bardzo zmieniły się granice kontaktu między rodzicami a szkołą. Z jednej strony trudno dziwić się emocjom mamy, która chciała pomóc zestresowanemu dziecku. Z drugiej – coraz więcej nauczycieli otwarcie mówi o przemęczeniu i o tym, że rodzice oczekują dostępności praktycznie przez całą dobę.

Warto też pamiętać, że nauczyciel nie ma obowiązku odpowiadania na prywatne SMS-y, szczególnie w weekend. Oficjalnym kanałem kontaktu pozostaje najczęściej e-dziennik i to właśnie tam powinny trafiać pytania dotyczące szkoły.

Coraz częściej zapominamy, że po drugiej stronie też jest człowiek – zmęczony, mający rodzinę i własny czas wolny. Jednocześnie trudno nie zauważyć, że wielu rodziców działa pod wpływem emocji i zwyczajnie chce pomóc dziecku tu i teraz. A wtedy granice bardzo łatwo się zacierają.

Zobacz także: Nauczyciele nie chcą drogich prezentów na koniec roku. „Lepiej skupcie się na wychowaniu, bo jest dramat”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...