Reklama

Do naszej redakcji napisała nauczycielka z wieloletnim stażem. Jak przyznaje, końcówka roku szkolnego jest dla pedagogów jednym z najbardziej wyczerpujących okresów. Liczyła, że chociaż w czerwcówkę uda jej się złapać oddech, ale nic z tego: napisała do niej matka ucznia. Nie chodziło jednak o pilną sprawę ani problem wychowawczy. Powód kontaktu wprawił ją w osłupienie. Publikujemy jej list.

„Pomyślałam, że wydarzyło się coś naprawdę ważnego”

Jestem nauczycielką od kilkunastu lat i wydawało mi się, że niewiele rzeczy może mnie jeszcze zaskoczyć. Przez ten czas spotkałam rodziców, którzy próbowali negocjować oceny, obrażali się za zwrócenie uwagi ich dziecku albo oczekiwali natychmiastowych odpowiedzi na wiadomości wysyłane późnym wieczorem. Z każdym rokiem coraz bardziej przekonuję się jednak, że kreatywność niektórych osób nie zna granic.

Długi weekend czerwcowy miał być dla mnie chwilą oddechu przed finiszem roku szkolnego. Siedziałam rano na tarasie z kubkiem kawy i pierwszy raz od wielu dni próbowałam nie myśleć o dokumentach, radach pedagogicznych i ocenach końcoworocznych. W pewnym momencie telefon zawibrował. Kiedy zobaczyłam nieznany numer, przez chwilę pomyślałam, że może wydarzyło się coś naprawdę ważnego.

Po otwarciu wiadomości mało nie spadłam z krzesła. Nadawcą okazała się matka jednego z moich uczniów. Kontakt nie nastąpił przez e-dziennik ani służbową pocztę. Kobieta zdobyła mój prywatny numer telefonu i uznała, że długi weekend jest odpowiednim momentem na rozmowę o ocenach.

„Proszę wystawić synowi piątkę”

Treść wiadomości była krótka, ale wystarczyła, by skutecznie zepsuć mi humor. Matka napisała, że jej synowi brakuje niewiele do czerwonego paska i zapytała, czy mogłabym wystawić mu ocenę o stopień wyższą. Według niej byłoby to dla chłopca bardzo ważne i sprawiłoby mu ogromną radość na zakończenie roku.

Najbardziej zdziwiło mnie to, że nie było tam ani słowa o poprawie ocen, dodatkowej pracy czy jakimkolwiek wysiłku ze strony ucznia. Nie padło pytanie, co może jeszcze zrobić, by zasłużyć na wyższą ocenę. Zamiast tego pojawiło się oczekiwanie, że po prostu zmienię swój werdykt, ponieważ dziecku brakuje kilku punktów do paska.

Coraz częściej mam wrażenie, że część rodziców zaczyna traktować oceny jak nagrody, które można wyprosić albo wynegocjować. Tymczasem nauczyciel nie rozdaje świadectw według własnego humoru. Oceny wynikają z konkretnych osiągnięć ucznia i obowiązujących zasad. Trudno zrozumieć, dlaczego niektórzy dorośli oczekują od nas łamania tych reguł.

„Jestem zmęczona bardziej rodzicami niż dziećmi”

Nie ukrywam, że w czerwcu jadę na oparach. Wystawianie ocen, poprawy, dokumentacja, rady pedagogiczne i dziesiątki rozmów z rodzicami sprawiają, że wielu nauczycieli funkcjonuje w czerwcu na granicy wyczerpania. Wolny weekend miał być okazją do odzyskania energii przed ostatnią prostą.

Wiadomość od tej matki była dla mnie czymś więcej niż tylko niestosownym SMS-em. Stała się symbolem problemu, który narasta od kilku lat. Coraz więcej rodziców uważa, że nauczyciel powinien być dostępny zawsze i wszędzie. Nie ma znaczenia, czy jest wieczór, weekend, święto czy urlop. Wystarczy przecież napisać wiadomość.

Najbardziej przykre jest jednak przekonanie, że wszystko można załatwić rozmową albo naciskiem. Jeśli uczeń zasłużył na czwórkę, powinien dostać czwórkę. Jeśli zasłużył na piątkę, otrzyma piątkę. Czerwony pasek nie może być efektem próśb kierowanych do nauczyciela, tylko pracy dziecka przez cały rok. Po takich sytuacjach coraz częściej dochodzę do wniosku, że dzieci są dziś znacznie łatwiejsze we współpracy niż niektórzy dorośli.

Komentarz redakcji

Historia opisana przez naszą czytelniczkę pokazuje problem, o którym nauczyciele mówią od dawna. Szkoła nie może funkcjonować prawidłowo, jeśli część rodziców traktuje pedagogów jak osoby dostępne przez całą dobę. Prywatny numer telefonu nauczyciela nie powinien być narzędziem do prowadzenia negocjacji dotyczących ocen, szczególnie podczas weekendów i dni wolnych od pracy.

Jeszcze większe wątpliwości budzi sama treść wiadomości. Oceny nie są prezentem ani formą nagrody przyznawanej na życzenie rodzica. Powinny odzwierciedlać wiedzę, umiejętności i zaangażowanie ucznia. Szacunek do szkoły zaczyna się od poszanowania zasad, które obowiązują wszystkich – zarówno dzieci, jak i dorosłych.

Zobacz także: Nauczycielka: „Współcześni rodzice wychowują pokolenie fajtłap. Wystarczy zajrzeć do ich walizek”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...