Reklama

Kilka dni temu opublikowaliśmy list mamy ucznia, która po szkolnej wycieczce znalazła w walizce syna ubrania należące do innych dzieci. Kobieta obwiniała nauczycieli o brak pomocy przy pakowaniu. Po przeczytaniu tego tekstu napisała do nas nauczycielka, która od lat pracuje z dziećmi i młodzieżą. Jak przyznaje, słowa matki wywołały u niej ogromne emocje.

„Nauczyciel nie jest od pakowania cudzych dzieci”

Przeczytałam list tej mamy i szczerze mówiąc, przecierałam oczy ze zdumienia.

Naprawdę doszliśmy do momentu, w którym nauczyciel ma odpowiadać za to, czy jedenastolatek spakował do walizki własne skarpetki?

Jestem nauczycielką od wielu lat. Jeszcze na studiach pracowałam jako wychowawczyni kolonijna. Dziś regularnie jeżdżę z uczniami na wycieczki, zielone szkoły i różnego rodzaju wyjazdy.

Powiem coś, co najwyraźniej nie wszystkim się spodoba: nauczyciel absolutnie nie jest od sprawdzania, czy dziecko jest dobrze spakowane. To nie jest nasza rola.

Naszym zadaniem jest zadbać o bezpieczeństwo dzieci, organizację wyjazdu, reagowanie w sytuacjach kryzysowych i opieka nad grupą. Nie jesteśmy osobistymi asystentami kilkudziesięciu uczniów.

„Zaglądam do plecaków tylko w wyjątkowych sytuacjach”

Oczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy muszę zajrzeć do plecaka ucznia. Jeśli mam podejrzenie, że dziecko ma przy sobie coś, czego mieć nie powinno. Jeśli pojawia się problem związany z używkami. Jeśli rodzic albo sam uczeń prosi mnie o pomoc w znalezieniu jakiejś rzeczy.

Podczas wycieczek robię też przegląd pokoi. Sprawdzam porządek, bezpieczeństwo, to, czy dzieci przestrzegają zasad. Siłą rzeczy czasem widzę, co mają przy sobie. Właśnie wtedy często przeżywam największe zaskoczenie.

Bo problemem nie są cudze skarpetki w walizce. Problemem jest to, że niektóre dzieci przyjeżdżają kompletnie nieprzygotowane.

„Jedziemy w góry, a dziecko ma sandały”

Nigdy nie zapomnę chłopca, który przyjechał na wycieczkę w góry bez żadnych pełnych butów. Miał sandały. Tylko sandały. Na kilkudniowy wyjazd w teren. Kiedy o to zapytałam, usłyszałam: „Mama zapomniała”. Ten chłopak miał 15 lat.

Innym razem uczennica nie miała ani jednej cieplejszej bluzy, choć prognozy od tygodnia zapowiadały ochłodzenie. Bywali uczniowie bez kurtki przeciwdeszczowej, bez bielizny na zmianę albo z jedną koszulką spakowaną na cztery dni.

I nie, nie były to sytuacje wynikające z biedy czy trudnej sytuacji rodzinnej. Po prostu nikt wcześniej nie sprawdził, co dziecko wkłada do torby. A dzisiejsze dzieci są bardzo niesamodzielne.

Mam czasem wrażenie, że część rodziców wymaga od szkoły wszystkiego, a jednocześnie coraz rzadziej wymaga czegokolwiek od własnych dzieci. Potem słyszymy, że nauczyciel powinien pilnować walizki, przypominać o szczoteczce do zębów, sprawdzać zawartość plecaka i jeszcze rozwiązywać wszystkie problemy za ucznia. A przecież samodzielności trzeba się nauczyć.

Jeśli jedenastolatek nie potrafi spakować swoich rzeczy na trzydniowy wyjazd, to problem nie leży po stronie nauczyciela. Właśnie dlatego czasem myślę, że wychowujemy pokolenie fajtłap. Nie dlatego, że dzieci są mniej zdolne niż kiedyś. Wręcz przeciwnie. Problem polega na tym, że coraz rzadziej pozwalamy im brać odpowiedzialność za własne sprawy.

Komentarz redakcji

List naszej czytelniczki pokazuje problem, który regularnie wraca w rozmowach między rodzicami a nauczycielami. Granice odpowiedzialności obu stron nie zawsze są postrzegane w ten sam sposób.

Z jednej strony rodzice oczekują, że podczas wyjazdu ich dzieci będą pod dobrą opieką. Z drugiej nauczyciele zwracają uwagę, że szkolne wycieczki są również okazją do nauki samodzielności, organizacji i odpowiedzialności za własne rzeczy.

Trudno oczekiwać, by opiekunowie kontrolowali zawartość każdej walizki czy sprawdzali, czy każdy uczeń spakował odpowiednią liczbę skarpetek. Jednocześnie warto pamiętać, że przygotowanie dziecka do wyjazdu to proces, w którym ważną rolę odgrywają zarówno rodzice, jak i samo dziecko.

Być może, zamiast szukać winnych po powrocie z wycieczki, lepiej potraktować takie sytuacje jako okazję do rozmowy o samodzielności. To umiejętność, która przyda się dzieciom znacznie bardziej niż perfekcyjnie spakowana walizka.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: 60 proc. lekcji w tygodniu to zastępstwa. Matka: „Nauczyciele mogliby się bardziej postarać”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...