„Wróciłam z zakończenia roku zażenowana. Rodzicom żal urlopu albo mają w nosie własne dzieci”
„Mnie byłoby wstyd” – pisze mama ucznia piątej klasy po zakończeniu roku szkolnego. Kobieta zwraca uwagę na nowy, smutny trend wśród rodziców uczniów.

Po uroczystym zakończeniu roku szkolnego otrzymaliśmy mail od czytelniczki. Kobieta opisuje sytuację, która – jej zdaniem – staje się coraz bardziej powszechna. Nie wszyscy zgodzą się z jej opinią, ale trudno odmówić jej emocji.
„Na palcach jednej ręki policzyłam rodziców”
Mam syna, który właśnie skończył piątą klasę. Jak co roku wzięłam wolne w pracy i poszłam z nim na zakończenie roku szkolnego. Nie dlatego, że muszę. Po prostu uważam, że to jeden z tych dni, kiedy dziecko powinno czuć, że rodzic jest obok.
To nie jest przecież zwykły piątek. Dla dzieci to symboliczne zamknięcie całego roku wysiłku, sprawdzianów, kartkówek, sukcesów i porażek. Nawet jeśli ktoś nie dostał świadectwa z paskiem, to i tak ma prawo poczuć, że ten dzień jest ważny.
Kiedy weszłam na salę gimnastyczną, aż mnie zamurowało. Z klasy mojego syna rodziców można było policzyć na palcach jednej ręki. Dosłownie. Reszta dzieci była sama.
„Naprawdę tak trudno wziąć jeden dzień urlopu?”
Nie chcę nikogo oceniać pochopnie. Wiem, że są rodzice pracujący zmianowo, są lekarze, kierowcy, ludzie, którzy naprawdę nie mogą wyjść z pracy. Ale czy naprawdę wszyscy pozostali też nie mogli?
Mam wrażenie, że coraz częściej po prostu się nie chce. Urlopu szkoda, obowiązki ważniejsze, a przecież dziecko „i tak sobie poradzi”. Tylko czy naprawdę o to chodzi?
Słyszę czasem argument, że zakończenie roku trwa godzinę i nie ma sensu brać wolnego. Dla dorosłego może to tylko godzina. Dla dziecka to wydarzenie, które będzie pamiętać znacznie dłużej.
Pamiętam swoje szkolne zakończenia. Do dziś pamiętam, kiedy mama przyszła, a kiedy nie mogła. To zostaje w głowie.
„Mnie byłoby zwyczajnie wstyd”
Najbardziej zabolało mnie to, co widziałam po rozdaniu świadectw. Dzieci biegły do rodziców z uśmiechem, przytulały się, robiły zdjęcia. A kilka osób z klasy mojego syna po prostu schowało świadectwo do plecaka i wyszło ze szkoły samotnie.
Może rodzice czekali w samochodzie. Może mieli ważne powody. Ale z perspektywy dziecka wyglądało to po prostu smutno.
Nie twierdzę, że dobrego rodzica poznaje się po obecności na zakończeniu roku. To byłoby niesprawiedliwe. Jednak jeśli ktoś może przyjść i świadomie z tego rezygnuje, bo szkoda mu jednego dnia urlopu albo zwyczajnie nie chce mu się ruszyć z domu, to mnie byłoby wstyd.
Mam wrażenie, że coraz częściej mówimy dzieciom, jak są ważne, ale kiedy przychodzi moment, żeby poświęcić im swój czas, nagle znajdujemy sto powodów, dlaczego się nie da.
Być może jestem staroświecka. Być może przesadzam. Ale patrząc na niemal pustą salę podczas zakończenia roku, wróciłam do domu naprawdę zażenowana.
Komentarz redakcji
Każda rodzina funkcjonuje inaczej i nieobecność rodzica na szkolnym zakończeniu roku nie musi oznaczać braku zainteresowania dzieckiem. Wielu opiekunów pracuje w zawodach, w których wzięcie wolnego dnia jest zwyczajnie niemożliwe. Jednocześnie trudno nie zauważyć, że dla wielu uczniów obecność mamy lub taty podczas takich uroczystości ma ogromne znaczenie. A wy – jak to wyglądało w szkołach waszych dzieci?
Czytaj też: Świetlice szkolne powinny działać w lipcu i sierpniu nawet do wieczora? „Rodzice mają prawo do wakacji”