12-latek chciał kupić gofra na deptaku w Kołobrzegu. Reakcja jego matki to dowód, że pokolenie alfa będzie stracone
„Najpierw uśmiechnęłam się pod nosem. Pomyślałam, że za chwilę zobaczę chłopca, który sam zamówi sobie gofra i z dumą wróci do rodziców. Stało się jednak coś zupełnie odwrotnego. Patrzyłam na tę scenę i miałam wrażenie, że to nie dwunastolatek nie potrafi zrobić najprostszej rzeczy. To dorośli nie pozwalają mu nawet spróbować” – pisze nasza czytelniczka.

Kołobrzeski deptak tętnił życiem. Dzieci biegały z lodami, rodziny ustawiały się w kolejkach po gofry i watę cukrową, a z każdej strony słychać było wakacyjny gwar. Nasza czytelniczka przyznaje, że właśnie tam zobaczyła scenę, która skłoniła ją do refleksji nad tym, czy współczesne dzieci naprawdę są mniej samodzielne, czy może po prostu nie daje im się szansy, by tę samodzielność ćwiczyły.
„Nawet nie pozwoliła mu otworzyć ust”
Przyjechaliśmy z rodziną do Kołobrzegu na wczasy. Po południu wybraliśmy się na spacer deptakiem. Jak to nad morzem – dzieci od razu wypatrzyły budkę z goframi. W kolejce przede mną stała kobieta z chłopcem, który wyglądał na jakieś dwanaście lat. Trochę był starszy od moich dzieciaków.
Usłyszałam, jak mówi do mamy, że chciałby kupić sobie gofra. Pomyślałam, że to świetny moment. W tym wieku większość dzieci bez problemu zrobi takie zakupy. Sama pamiętam, jak jako dwunastolatka chodziłam do sklepu po pieczywo, mleko czy lody i nikt nie robił z tego wielkiego wydarzenia. Zresztą nawet moje dzieci są już w stanie to ogarnąć.
Mama chłopca zareagowała jednak zupełnie inaczej, niż się spodziewałam. Chłopiec zrobił krok w stronę okienka i już miał coś powiedzieć, kiedy mama weszła przed niego.
To ona zamówiła gofra.
To ona wybrała dodatki.
To ona zapłaciła.
To ona odebrała zamówienie.
Kiedy sprzedawczyni wyciągnęła gofra w stronę chłopca, mama przejęła go pierwsza, mówiąc, że „jeszcze go upuści”. Potem poprosiła o dodatkowe serwetki, starannie owinęła nimi deser i dopiero wtedy podała go synowi, przypominając, żeby uważał i nie pobrudził koszulki.
Przez cały ten czas chłopiec praktycznie się nie odezwał. Stał obok i tylko patrzył. Miałam wrażenie, że nawet nie próbował zaprotestować. Jakby przywykł do tego, że ktoś zawsze wszystko zrobi za niego.
„Czy naprawdę boimy się pozwolić dzieciom dorastać?”
Nie chodzi o jednego gofra. Nie chodzi nawet o tę konkretną rodzinę. Coraz częściej widzę rodziców, którzy wyręczają dzieci dosłownie we wszystkim. Zamawiają za nie jedzenie w restauracji, odpowiadają za nie lekarzowi, pakują im plecaki, rozwiązują każdy najmniejszy problem, zanim dziecko w ogóle zdąży się z nim zmierzyć.
Robią to z miłości, jasne, rozumiem to. Chcą ułatwić dzieciom życie. Tylko czy przy okazji nie odbierają im czegoś bardzo ważnego?
Samodzielności nie da się nauczyć z książki. Trzeba ją ćwiczyć właśnie w takich drobnych sytuacjach. Kupienie gofra, zapłacenie za niego, powiedzenie „dzień dobry”, „poproszę” i „dziękuję” to niby drobiazg. Tak naprawdę to mała lekcja odwagi i odpowiedzialności.
Patrzyłam na tego chłopca i zrobiło mi się zwyczajnie smutno. Nie dlatego, że nie kupił sobie gofra. Dlatego, że ktoś najwyraźniej uznał, iż nawet tego nie potrafi. Mam tylko nadzieję, że jeszcze będzie miał wiele okazji, żeby przekonać się, że potrafi znacznie więcej, niż sądzą jego rodzice.
Komentarz redakcji
Psychologowie od lat zwracają uwagę, że samodzielność rozwija się stopniowo i najlepiej uczy się jej w codziennych, bezpiecznych sytuacjach. Samodzielne zamówienie posiłku, zapłacenie za drobny zakup czy rozmowa ze sprzedawcą mogą wydawać się błahostką, ale dla dziecka są ważnym ćwiczeniem odpowiedzialności i pewności siebie.
Rodzice często wyręczają dzieci z troski i chęci ochrony przed stresem. Warto jednak zastanowić się, czy czasem nie odbieramy im okazji do zdobywania doświadczeń, które w przyszłości pomogą im odnaleźć się w dorosłym życiu.
Zobacz także:
- „Współczesne dzieci to społeczne niedojdy”. Scena z 10-latkiem na deptaku ujawnia smutną prawdę o pokoleniu Alfa
- Na własne życzenie wychowujemy pokolenie ciamajd. Ze smutkiem patrzyłam, co ten 11-latek robi w nadmorskiej smażalni
- Kiedyś nauczyciel miał prawa, dziś boi się ucznia. Pedagog: „Czas przestać przepraszać za to, że wychowujemy”