Pracownica sali zabaw „widziała już wszystko”. „Rodzice płacą i zachowują się jak paniska. Jednej matki nigdy nie zapomnę”
„Pracuję w sali zabaw i naprawdę widziałam już różne rzeczy: rodziców, którzy wychodzą na chwilę i zostawiają dziecko na kilka godzin, takich, którzy robią awanturę o każdą złotówkę i takich, którzy uważają, że skoro zapłacili za wejście, to wszystko należy do naszych obowiązków. Jednak jednej sytuacji nie zapomnę nigdy. Do dziś mam przed oczami twarz tego chłopca, który bał się, że mama już nigdy po niego nie wróci” – pisze nasza czytelniczka.

Sale zabaw kojarzą się z beztroską, śmiechem i kolorowymi piłeczkami. Dla ich pracowników to miejsce, w którym każdego dnia spotykają dziesiątki rodziców o bardzo różnych oczekiwaniach. Nasza czytelniczka przekonuje, że niektórzy po przekroczeniu progu sali zachowują się tak, jakby wykupili nie tylko bilet, ale również prawo do zrzucenia całej odpowiedzialności na obsługę.
„Niektórzy rodzice mylą salę zabaw z całodobową opieką”
Mam 28 lat, sama wychowuję czteroletnią córeczkę i od kilku lat dorabiam w dużej sali zabaw. Lubię tę pracę. Naprawdę. Uwielbiam dzieci i większość rodziców jest bardzo sympatyczna.
Problem polega na tym, że wystarczy jedna osoba, żeby zrujnować mi cały dzień. W takich momentach zastanawiam się, dlaczego niektórzy zdecydowali się na dzieci, bo ewidentnie nie powinni ich posiadać.
Nie wiem, skąd bierze się przekonanie, że skoro ktoś zapłacił za wejście, to pracownicy mają nagle stać się prywatnymi opiekunami, sprzątaczkami i osobami od rozwiązywania wszystkich problemów.
Niektórzy rodzice siadają przy stoliku z kawą, zakładają słuchawki, wpatrują się w telefon i przez trzy godziny ani razu nie sprawdzają, co robi ich dziecko. Okej, przynajmniej są obecni. Bywają też tacy, którzy wychodzą „tylko na chwilę”, nie informując nikogo z obsługi.
Szczerze mówiąc, za każdym razem robi mi się wtedy nieswojo, bo to ja muszę potem uspokajać rozhisteryzowane dziecko, które myśli, że mama je zostawiła.
„Usłyszałam: »Przecież płacę, to chyba możecie przypilnować«”
Bardzo często słyszymy teksty, które chyba już nikogo z naszej załogi nie dziwią: „Może pani go nakarmić?”, „Niech pani go zaprowadzi do toalety”, „Niech pani przypilnuje”. Fakt, jestem od pilnowania, ale to pilnowanie ma też swoje granice.
Najbardziej nie lubię jednego zdania: „Przecież płacę”. Tak, płacą. Za wejście na salę zabaw. Nie za indywidualną opiekę nad dzieckiem przez kilka godzin.
Jest jednak jedna historia, której chyba nigdy nie zapomnę. To było w wakacje. Na sali bawił się chłopiec, miał pięć lat. Mama przyprowadziła go rano i powiedziała, że usiądzie przy stolikach. Zasady są takie, że powyżej 6. roku życia dzieci mogą już zostać pod naszą opieką, o ile rodzic wypełni stosowne oświadczenie.
Przez jakiś czas ta mama siedziała przy stoliku, ale jakoś po kwadransie rozpłynęła się w powietrzu. Nie wzbudziło to od razu naszych podejrzeń. No, nie od razu. Czasem rodzice wychodzą odebrać telefon albo do toalety.
Po kwadransie minął kolejny, potem kolejny. Ten chłopiec na szczęście świetnie się bawił, więc nawet nie zauważył, że jego mamy nie ma. Do czasu...
Przygotowywaliśmy się do zamknięcia sali, rodzice odbierali starsze dzieci. Była 21 i został już tylko ten chłopiec. Zaczęłam dzwonić do jego mamy, bo ze względów bezpieczeństwa zawsze prosimy rodziców o zostawienie namiarów, nawet jak zostają z dziećmi w sali. Ta kobieta nie odbierała.
Ten maluch siedział na ławeczce z plecaczkiem i patrzył w stronę drzwi. Jego mama odebrała dopiero za którymś razem. Wiecie, co usłyszeliśmy?
– Ojej... zupełnie mi wyleciało z głowy. Już jadę.
Nie przepraszała. Nie spanikowała. Nie zapytała, czy syn się nie bał. Przyjechała po około czterdziestu minutach. Weszła spokojnym krokiem, jakby odbierała paczkę z paczkomatu.
To był chyba najsmutniejszy widok, jaki spotkał mnie podczas pracy. Wolę codziennie sprzątać po rodzicach-syfiarzach, niż jeszcze raz musieć patrzeć w oczy dziecka, które myśli, że rodzic o nim zapomniał.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Komentarz redakcji
Pracownicy sal zabaw każdego dnia spotykają setki rodzin. Zdecydowana większość wizyt przebiega bez żadnych problemów, jednak pojedyncze sytuacje potrafią na długo zostać w pamięci.
Warto pamiętać, że regulaminy takich miejsc zazwyczaj jasno określają zasady opieki nad dziećmi. W wielu salach zabaw odpowiedzialność za dziecko przez cały czas spoczywa na rodzicu lub opiekunie, chyba że dana placówka oferuje odrębną usługę opieki i wyraźnie to zaznacza. Niezależnie od regulaminu jedno pozostaje niezmienne – nawet kilka minut oczekiwania na rodzica może być dla kilkuletniego dziecka bardzo stresującym doświadczeniem.
Zobacz także:
- Dostał nietypowe imię po pradziadku, przez co koledzy mu dokuczają. „Syn mówi, że zniszczyłam mu życie. Ma dopiero 9 lat”
- W wakacje codziennie podrzuca 8-letnie dziecko sąsiadce. „Ona przecież i tak nie pracuje”
- Ani jednego gofra i loda przez 2 tygodnie w Krynicy. „Jeszcze nie oszalałam. Dzieci popłaczą i zapomną”