Reklama

W ostatnich tygodniach publikujemy sporo artykułów dotyczących przedszkoli. Poruszamy tematy dyżurów wakacyjnych, odpieluchowania dzieci i obowiązujących w tej kwestii przepisów, konfliktów między rodzicami a nauczycielami i dyrekcją przedszkoli. Choć staramy się przedstawić perspektywy dwóch stron: zarówno rodziców, jak i nauczycieli przedszkolnych, w Waszych odpowiedziach na nasze teksty czuć... zmęczenie.

Nie samą tematyką, bo ona wzbudza emocje za każdym razem, ale zmęczenie samym konfliktem. Zwykle to głos niezadowolonych rodziców wybrzmiewa głośniej, dlatego tym razem oddaję głos nauczycielce przedszkolnej, która napisała do nas po publikacji jednego z artykułów. Przeczytajcie, co ma do powiedzenia o współczesnych rodzicach.

Wyznanie nauczycielki przedszkolnej: o tym nikt nie mówi

„Dzień dobry, proszę o anonimowość. Możecie opublikować ten mail, bo mam już serdecznie dość czytania, że nauczyciele są źli, a rodzice zawsze mają rację.

Pracuję w przedszkolu od kilkunastu lat i naprawdę mam czasem wrażenie, że żyjemy w dwóch różnych światach. Czytam kolejne artykuły, kolejne listy rodziców i wszędzie to samo. Nauczycielka czegoś nie dopilnowała, nauczycielka zwróciła uwagę, nauczycielka czegoś wymaga. A może ktoś w końcu napisze o tym, z czym my musimy się mierzyć?

Naprawdę nie chodzi mi o wszystkich rodziców. Mam mnóstwo fantastycznych rodzin. Ale część zachowuje się tak, że człowiek nie wie, czy się śmiać, czy płakać.

Przed Bożym Narodzeniem w zeszłym roku dzieci w przedszkolu było jak na lekarstwo. Wiadomo, jak to przed świętami. Kilka minut przed 17, a do 17:30 jest otwarta nasza placówka, dostałam SMS-a od mamy jednego chłopca. Zapytała, czy mogłabym zostać z jej synem do 20, bo właśnie siedzi u kosmetyczki na paznokciach i nie zdąży odebrać go wcześniej.

To jest, proszę państwa, absurd, z jakim muszę się mierzyć, ale jakoś o tym tak chętnie nie piszecie.

Współczesnym rodzicom poprzewracało się w... głowach

Inna mama przyszła do mnie i całkiem serio poprosiła, żebym podczas obiadów karmiła jej pięcioletnią córkę. Nie dlatego, że dziecko było chore albo miało jakieś trudności. Po prostu mama uznała, że córka nie lubi sama jeść i w domu wszyscy ją karmią, więc fajnie byłoby to kontynuować w przedszkolu. Przypominam: pięć lat.

Hit numer trzy? Tata, który zrobił awanturę o to, że syn wrócił ubrudzony błotem. Po dłuższej rozmowie wyszło na jaw, że chłopiec przez pół godziny rzucał się z kolegami w mokre liście i skakał po kałużach. Według taty powinnam była nie dopuścić do takiej sytuacji, bo kurtka była markowa i droga.

Czasem mam wrażenie, że rodzice oczekują od nas rzeczy kompletnie nierealnych. Mamy nauczyć dzieci samodzielności, ale nie możemy wymagać, żeby same zjadły obiad. Mamy uczyć odpowiedzialności, ale nie wolno pozwolić, żeby dziecko odczuło konsekwencje własnego zachowania. Mamy wychowywać, ale nie możemy zwrócić uwagi.

A potem czytam, że nauczyciele nic nie robią, że jesteśmy leniwi, że jesteśmy roszczeniowi itd.

Naprawdę chciałabym, żeby od czasu do czasu ktoś pokazał też naszą perspektywę. Bo uwierzcie mi, gdyby rodzice słyszeli choć połowę rozmów, które my prowadzimy każdego tygodnia, to niejeden złapałby się za głowę.

Pozdrawiam serdecznie”.


Napisz do mnie: hanna.szczesiak@burdamedia.pl

Czytaj także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...