Reklama

Dyskusję na ten temat rozpoczęła Olga Legosz, znana w mediach społecznościowych jako Nomadmum. Wpis opublikowany przez nią na X szybko stał się punktem wyjścia do dyskusji o tym, czy rodzice rzeczywiście potrzebują stałego dostępu do szkolnych informacji.

Legosz opowiedziała, że kiedy jej starsza córka poszła do liceum, postanowiła nie instalować e-dziennika. Przez cztery lata to dziewczyna decydowała, czym podzieli się z mamą:

„Gdy moja córka poszła do liceum, zbuntowałam się i nie zainstalowałam e-dziennika. Przez 4 lata to ona mi mówiła, jaką ocenę dostała albo nie mówiła; jak zwiewała z lekcji, to nie wiedziałam o tym po 5 minutach i żyłyśmy dobrze”.

Podobnie postąpiła w przypadku młodszej córki, która skończyła właśnie trzecią klasę szkoły podstawowej: „Młodsza skończyła 3 klasy podstawówki i również nie mam takiej aplikacji”.

Autorka wpisu zachęca rodziców, żeby zamiast zastanawiać się, który system e-dziennika jest lepszy, zadali sobie inne pytanie: czy w ogóle potrzebują mieć dostęp do każdej informacji dotyczącej szkolnego życia dziecka?

„Zamiast się nawalać, czy potrzebujemy e-dziennika PCG czy e-dziennika MEN, zadajmy sobie pytanie: czy rodzice potrzebują e-dziennika? Mieć stały podgląd na oceny, znać każdą nieobecność i czytać te wiadomości, które nie wnoszą nic”.

I dodaje: „Chce jakiś nauczyciel ze mną pogadać albo ja z nim, to się umawiam w szkole”.

E-dziennik pomaga czy odbiera dziecku odpowiedzialność?

Trudno zaprzeczyć, że e-dziennik jest ogromnym ułatwieniem. Rodzic może szybko sprawdzić ocenę, nieobecność, plan lekcji czy wiadomość od nauczyciela. Problem zaczyna się wtedy, gdy aplikacja przestaje być narzędziem, a staje się centrum dowodzenia szkolnym życiem dziecka.

Jeśli rodzic zna ocenę dziecka od razu po jej wpisaniu, wie o każdej nieobecności i natychmiast reaguje na każdą uwagę, kiedy właściwie dziecko ma nauczyć się samo odpowiadać za swoje szkolne sprawy? Właśnie na ten aspekt zwróciła uwagę jedna z komentujących osób, która przedstawiła perspektywę nauczyciela.

„Z perspektywy nauczyciela: uczeń nie ma ochoty poprawiać złych ocen, bo dostał karę od razu. Niekiedy rodzice wiedzą o ocenie wcześniej niż dziecko i zdarza się, że wypisują do dziecka wiadomości z pretensjami. Również szóstką dziecko się nie pochwali rodzicom, bo mama już wie”.

To ciekawy paradoks. E-dziennik miał ułatwić komunikację, a czasami sprawia, że dziecko staje się właściwie pominięte w relacji rodzic–szkoła. Rodzic dowiaduje się wszystkiego bezpośrednio od systemu, zanim uczeń zdąży sam opowiedzieć, co wydarzyło się tego dnia.

„To dziecko ma być odpowiedzialne za swoją szkołę”

Nie wszyscy jednak podzielają przekonanie, że problemem jest sam e-dziennik. Część komentujących zwraca uwagę, że coraz częściej to szkoła przyzwyczaja rodziców i dzieci do komunikacji przez aplikację:

„Jest tylko jeden problem. Nauczyciele coraz częściej nie przekazują informacji dzieciom na lekcjach, tylko komunikują, że zamieszczą informacje w Librusie”.

Ktoś inny przekonuje jednak, że można korzystać z e-dziennika bardzo oszczędnie:

„Przeprowadziłam 3 synów przez cały proces edukacyjny, nie wchodząc na e-dzienniki, chyba że jakiś nauczyciel specjalnie do mnie napisał. To dziecko ma być odpowiedzialne za swoją szkołę i rozwijać swoją samodzielność”.

I chyba właśnie tutaj znajduje się sedno całej dyskusji. Nie chodzi o to, że e-dziennik jest zły. Pytanie brzmi, jak z niego korzystamy.

Trudno wymagać od nastolatka samodzielności, jeśli rodzic codziennie kontroluje jego oceny. Trudno uczyć odpowiedzialności, kiedy każda nieobecność natychmiast pojawia się na telefonie mamy. I trudno oczekiwać, że dziecko samo będzie pamiętać o obowiązkach, jeśli rodzic wie o nich wcześniej i może przypomnieć.

Kiedy e-dziennik zaczyna żyć własnym życiem

Jest jeszcze druga strona medalu. Niektórzy rodzice wcale nie chcą być szkolnymi kontrolerami, ale trudno im całkowicie odciąć się od aplikacji, skoro nauczyciele wykorzystują ją do przekazywania najważniejszych informacji.

Jedna z komentujących podała przykład z klas 1–3:

„U nas by to nie przeszło. Zakrawa to o absurd, ale w klasach 1–3 SP wychowawca pisze nam wiadomości na Librusie ZAWSZE po 22. Standardem są wiadomości w niedzielę przed 23, że na poniedziałek dziecko ma przynieść całą masę rzeczy, od mąki ziemniaczanej, bibuły, przez kasztany...”.

To pokazuje, że sprawa nie jest wcale taka prosta. Z jednej strony mamy rodziców, którzy zaglądają do e-dziennika kilka razy dziennie, z drugiej – szkołę, która coraz częściej traktuje go jako podstawowy kanał komunikacji.

Może więc, zamiast pytać, czy e-dziennik jest potrzebny, warto zapytać, komu i do czego jest potrzebny. Rodzicowi – żeby wiedzieć wszystko? Nauczycielowi – żeby łatwiej przekazywać informacje? A może przede wszystkim dziecku – żeby nauczyło się samo zarządzać swoją szkołą?

Przez dziesięciolecia dzieci radziły sobie bez aplikacji, która informowała rodziców o każdej trójce i każdej nieobecności. Być może dziś największym wyzwaniem nie jest więc nauczenie dzieci korzystania z technologii, ale nauczenie nas, dorosłych, kiedy odłożyć telefon i pozwolić dziecku wziąć odpowiedzialność za własne sprawy.

3 alternatywne leady

Emocjonalny:
Dziś rodzic może wiedzieć o szkolnym życiu dziecka niemal wszystko. Ocena pojawia się w telefonie, podobnie jak nieobecność, uwaga czy wiadomość od nauczyciela. Tylko czy dziecko, którego szkołę rodzic może kontrolować w czasie rzeczywistym, ma jeszcze przestrzeń, żeby nauczyć się samodzielności?

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...