243 dni wolnego dzieci kontra 52 dni urlopu rodziców. Nauczycielka: „Skróciłabym wakacje na rzecz przerwy jesiennej”
Rodzice toną w logistycznym chaosie, a dzieci dotyka „wakacyjny regres”. Letnia przerwa w obecnej formie powstała po to, by uczniowie mogli… pomagać w żniwach. Czy czas skrócić lato na rzecz nowego systemu? Temat dwumiesięcznych wakacji od lat wraca i budzi te same emocje: zmęczenie logistyką, poczucie winy i pytanie, czy wakacje w tej formie przy obecnym trybie życia mają jeszcze sens. - W praktyce długi czas wolny wpływa na uczniów zdecydowanie negatywnie – obserwujemy duży spadek motywacji i trudności z ponownym wejściem w rytm szkolny – mówi Magdalena Baranowska, nauczycielka języka polskiego i egzaminatorka maturalna, znana w sieci jako Soymegi.

Gdyby ktoś zapytał przeciętnego rodzica, skąd się wzięły dwumiesięczne wakacje, pewnie usłyszałby o dziecięcej potrzebie odpoczynku po ciężkim roku nauki. Prawda jest mniej romantyczna. Wolne od szkoły w lipcu i sierpniu nie było prezentem, tylko koniecznością – ktoś musiał pomóc przy zbiorach. Ujednolicenie letniej przerwy na lipiec i sierpień w całej Polsce nastąpiło w okresie międzywojennym, a ostatecznie ugruntowało się w PRL-u, gdy państwo zaczęło organizować masowe kolonie i obozy, z których korzystało nawet 60–70 procent dzieci. Model, który dziś wydaje się oczywisty i niezmienny, jest więc w gruncie rzeczy reliktem gospodarki, która przestała istnieć – a mimo to codzienność rodziców wciąż musi się wokół niego układać.
Matematyka, która się nie spina
Warto na chwilę zatrzymać się przy liczbach, bo dobrze pokazują skalę problemu. W roku szkolnym 2025/2026 zajęcia trwały od 1 września do 26 czerwca, a w tym czasie uczniowie mieli 177 dni wolnych od nauki, wliczając w to weekendy, ferie zimowe, przerwy świąteczne. Do tego dochodzi 66 dni wakacji letnich, trwających od 27 czerwca do 31 sierpnia. Razem daje to 243 dni w roku, w których dziecko nie idzie do szkoły. Tymczasem dwoje pracujących rodziców, nawet jeśli oboje mają prawo do najdłuższego, 26-dniowego urlopu wypoczynkowego, dysponuje łącznie 52 dniami wolnego w ciągu całego roku. Różnica jest ogromna. Stąd pytanie, czy ten model wciąż ma sens.
Czego możemy się nauczyć od sąsiadów
Polska nie jest wyjątkiem, jeśli chodzi o długość samych wakacji letnich – w Europie należą one do przeciętnych. Wyjątkowy jest za to sposób, w jaki je rozkładamy. Aż dwanaście krajów europejskich, w tym Niemcy, Francja, Austria, Belgia czy Dania, zdecydowało się na krótszą przerwę letnią w zamian za więcej przerw w ciągu roku. W Niemczech wakacje letnie trwają około sześciu tygodni, ale w kalendarzu jest za to miejsce na ferie jesienne, zimowe i wiosenne, ustalane rotacyjnie w poszczególnych landach, tak by nie przeciążać naraz infrastruktury turystycznej. W Wielkiej Brytanii rok szkolny podzielony jest na trzy trymestry, a każdy z nich przerywa tygodniowy „half-term" – uczniowie nie czekają więc na regenerację aż do lata, tylko dostają ją regularnie, mniej więcej co sześć-siedem tygodni. Podobny rytm mają Francuzi, u których nawet ośmiotygodniowe lato jest tylko jedną z kilku dłuższych przerw w roku. To właśnie ten system– krótsze lato, ale gęściej rozłożone przerwy – najczęściej pojawia się dziś w Polsce jako propozycja alternatywy dla obecnego systemu.
Wakacyjna amnezja to nie mit
Za dyskusją o długości wakacji stoi też coś więcej niż logistyka. Konkretne, potwierdzone przez badania zjawisko określane jako summer learning loss, czyli wakacyjny regres. Amerykański badacz Harris Cooper i jego zespół w badaniu z 1996 roku wykazali, że uczniowie tracą podczas wakacji średnio około miesiąca materiału liczonego w skali roku nauki, a strata jest wyraźnie większa w przypadku matematyki niż czytania. Co istotne, spadek umiejętności matematycznych dotyczy praktycznie wszystkich uczniów bez względu na zamożność rodziny, natomiast w czytaniu różnice są wyraźnie związane z pochodzeniem – dzieci z rodzin o wyższym statusie społecznym potrafią w lecie nawet utrzymać albo poprawić swoje wyniki, podczas gdy dzieci z uboższych domów tracą. Magdalena Baranowska widzi to zjawisko z bliska każdego września. - Przez tak długi czas bardzo łatwo się odzwyczaić od regularnej pracy i koncentracji. Do tego dochodzi częściowe zacieranie się wcześniej zdobytych wiadomości i umiejętności, co sprawia, że pierwsze tygodnie września często są okresem ponownego rozruchu – mówi.
Wakacje, na które nie każdego stać
Wakacyjny regres nie jest jedyną nierównością, jaka ujawnia się w lecie. Dwa miesiące bez szkoły to również dwa miesiące, podczas których część dzieci wyjeżdża na obozy językowe i zwiedza inne kraje, a część spędza czas na osiedlowym podwórku, bo rodziców nie stać na nic więcej. M. Baranowska potwierdza, że te różnice są dziś bardzo widoczne w klasach. - Część uczniów, których rodziny mają większe możliwości finansowe, wraca z wakacji z nowymi doświadczeniami. Inni mogli spędzić większość tego czasu w domu, ponieważ ich rodziców nie stać na dodatkowe atrakcje czy zorganizowany wypoczynek – zauważa. To sprawia, że różnice między uczniami mogą się pogłębiać i wpływać na ich wzajemne relacje – dziecko słuchające opowieści rówieśników o zagranicznych wyjazdach może poczuć się gorsze albo wykluczone, nawet jeśli nikt nie robi tego złośliwie. Długie wakacje, które miały być czasem wolnym od szkolnych hierarchii, w praktyce potrafią je tylko przenieść na podwórko.
Tradycja, nie potrzeba rozwojowa
Czy zatem dwumiesięczna przerwa od nauki jest dzieciom faktycznie potrzebna? Moja ekspertka nie ma wątpliwości, że dłuższy odpoczynek po intensywnym roku szkolnym owszem – jest niezbędny. Pytanie, czy musi trwać akurat dwa miesiące, to już zupełnie inna sprawa. - Na ten moment długość wakacji wydaje się w dużej mierze kwestią tradycji i organizacji roku szkolnego – mówi . Jej zdaniem znacznie lepiej sprawdziłby się model bliższy temu, co funkcjonuje u europejskich sąsiadów: krótsze lato, ale za to realna, dłuższa przerwa jesienią, której w polskim kalendarzu wyraźnie brakuje. - Zdecydowanie skróciłabym dwumiesięczne wakacje na rzecz dłuższej przerwy jesiennej. W trakcie roku szkolnego uczniowie mają momenty wyraźnego przemęczenia, szczególnie późną jesienią oraz na przełomie zimy i wiosny. Ferie zimowe dobrze spełniają swoją funkcję, natomiast brakuje podobnej przerwy jesienią – tłumaczy nauczycielka.
Co można zrobić już dziś
Zmiana systemu edukacji to proces na lata, a rodzice muszą sobie jakoś radzić. Na szczęście, jak przekonuje M. Baranowska, nie chodzi o to, by zamienić wakacje w kolejny projekt do perfekcyjnego wykonania. - Rodzice nie muszą planować dziecku każdego dnia ani zapewniać mu kosztownych atrakcji. Najważniejsze jest zachowanie pewnej równowagi między odpoczynkiem, swobodą a aktywnością – radzi. W praktyce oznacza to utrzymanie choćby podstawowego rytmu dnia, ograniczenie czasu spędzanego przed ekranem i zachęcanie dziecka do ruchu, czytania czy spotkań z rówieśnikami – niekoniecznie w formie zorganizowanych zajęć. Tam, gdzie to możliwe, warto też podzielić się opieką między rodzicami czy innymi bliskimi, żeby ciężar organizacji dwóch miesięcy nie spoczywał wyłącznie na jednej osobie. Największą różnicę robi jednak, jak podkreśla nauczycielka, planowanie z wyprzedzeniem – wcześniejsze ustalenie urlopów, półkolonii czy opieki dziadków pozwala uniknąć sytuacji, w której wakacje trzeba improwizować z tygodnia na tydzień, w ostatniej chwili i pod ogromną presją.

Magdalena Baranowska, nauczycielka języka polskiego, egzaminatorka maturalna oraz twórczyni internetowa znana jako Soymegi. Autorka popularnego cyklu „Poniedziałki z literaturą”, łączącego literaturę z aktualnymi zjawiskami społecznymi i kulturą współczesną. Na co dzień promuje nowoczesne podejście do edukacji oraz pokazuje pozytywny i autentyczny wizerunek nauczyciela w mediach społecznościowych.