Reklama

Mam 40 lat i doskonale pamiętam swoje szkolne czasy. Na zakończenie roku nauczyciel dostawał bukiet kwiatów, czasem bombonierkę albo pudełko czekoladek. To był miły gest wdzięczności i nikt nie robił z tego wielkiego wydarzenia.

Dziś mam wrażenie, że niektórzy rodzice całkowicie stracili poczucie umiaru. Trójki klasowe prześcigają się w pomysłach, jakby od prezentu dla nauczyciela zależało czyjeś życie. Padają propozycje drogich voucherów, biżuterii, markowych kosmetyków czy kosztownych zestawów prezentowych.

W klasie mojej córki jest 28 uczniów. Rodzice chcą zrobić składkę po 40 zł od osoby. Łatwo policzyć, że daje to ponad tysiąc złotych. Naprawdę ktoś uważa, że nauczycielce potrzebny jest prezent za taką kwotę?

Składka za składką, a końca nie widać

Najbardziej irytuje mnie to, że te pieniądze nie pojawiają się znikąd. Przez cały rok szkolny rodzice regularnie słyszą o kolejnych wpłatach. Raz na wyjście do kina, innym razem na teatr, materiały plastyczne, upominki świąteczne, Dzień Nauczyciela czy klasowe wydarzenia.

Oczywiście większość tych wydatków jest uzasadniona i nie mam z nimi problemu. Problem zaczyna się wtedy, gdy kolejna składka staje się obowiązkiem, którego niby nie trzeba płacić, ale każdy wie, jak patrzy się na rodzica, który odmówi.

Nie rozumiem, dlaczego coraz częściej zakłada się, że każdy bez mrugnięcia okiem powinien dorzucić kilkadziesiąt złotych do prezentu. Dla jednej rodziny to drobiazg, dla innej kolejny nieplanowany wydatek. A przecież mówimy o geście, który z założenia powinien być symboliczny.

Czy naprawdę chodzi o wdzięczność?

Najbardziej niepokoi mnie jednak coś innego. Mam wrażenie, że część rodziców wierzy, że im droższy prezent, tym lepiej. Jakby wartość upominku miała przełożyć się na sympatię nauczyciela do dziecka.

Nigdy nie powiem tego na klasowym czacie, ale właśnie dlatego uważam takie akcje za formę przekupstwa. Oczywiście nikt nie powie tego wprost. Wszyscy będą mówić o wdzięczności, szacunku i docenieniu pracy nauczyciela. Tylko dlaczego wdzięczność musi kosztować ponad tysiąc złotych?

Nauczyciele wykonują ważny i odpowiedzialny zawód. Pracują, otrzymują za to wynagrodzenie i zasługują na szacunek. Nie mam nic przeciwko temu, żeby dzieci wręczyły wychowawczyni piękny bukiet kwiatów, własnoręcznie przygotowaną kartkę czy nawet symboliczne czekoladki.

Ale uczestniczenie w wyścigu na coraz droższe prezenty? Nie, dziękuję.

Moja ośmioletnia córka pójdzie na zakończenie roku z kwiatami i szczerym „dziękuję”. I jestem przekonana, że właśnie taki gest powinien znaczyć najwięcej.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: „Składam się już na dziesiąty prezent dla nauczyciela. Na kolejny chyba wezmę kredyt”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...