Reklama

Nauczyciele coraz częściej przyznają, że ich praca wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilka, kilkanaście lat temu. Oprócz realizowania programu muszą dziś uczyć dzieci rzeczy, które kiedyś były oczywistością już na etapie przedszkola. Pedagodzy mówią nie tylko o problemach z nauką, ale też kompletnym braku samodzielności wśród pokolenia alfa.

Ostatnio ogromne zainteresowanie wzbudził artykuł opublikowany przez BuzzFeed. Pedagodzy – od przedszkola po szkoły średnie i uczelnie wyższe – opowiedzieli o swoich doświadczeniach związanych z dziećmi i nastolatkami. Oto kilka z nich.

„Wiążę buty dzieciom do piątej klasy”

Na przerwach wciąż muszę wiązać buty uczniom od drugiej do piątej klasy. Nadal zapinam kurtki starszym dzieciom.

Mam drugoklasistów, którzy nie potrafią otworzyć nowej książki i odpowiednio jej zagiąć, żeby się nie zamykała. Czwartoklasiści mają problem ze znalezieniem kolejnej strony w spiętym zestawie kartek. Pierwszoklasiści nie znają alfabetu, a trzecioklasiści wpadają w ogromne histerie, gdy nie uda im się skorzystać z huśtawki podczas przerwy.

Przedszkolaki przewracają ławki, bo nie dostały niebieskiej kredki, a dzieci z pierwszej klasy nie umieją poprawnie trzymać nożyczek ani ołówków. Ta lista nie ma końca i wszystko sprowadza się do rodziców”.

„Nie wiedzą, jak używać długopisu”

„Dzieci nie mają pojęcia o wielkich literach ani interpunkcji. Pisane przez nich zdania nie mają sensu, a estetyczne pismo nie ma dla nich znaczenia. Wielu uczniów nie trzyma poprawnie przyborów do pisania i nie potrafi wiązać butów. Kiedy pytam, czy ktoś uczył ich tego w domu, odpowiadają, że nie”.

„Licealiści nie potrafią dodawać i odejmować”

„Mój zięć uczy matematyki w liceum i jest załamany tym, że dzieci nie potrafią wykonywać podstawowych działań, takich jak dodawanie, odejmowanie czy liczenie ułamków. Uważa też, że w dużej mierze to wina rodziców. Do tego dochodzą wszystkie te różne metody nauczania matematyki. Bardzo mi go szkoda. Jest absolwentem Akademii Marynarki Wojennej i specjalistą od matematyki”.

„Nie potrafią odkręcić butelki”

„Dzieciom brakuje dziś podstawowych umiejętności i powinno się to dokładnie zbadać! Mam uczniów, którzy nie potrafią zawiązać butów, otworzyć zwykłej butelki z wodą ani używać spinaczy do papieru, a uczę czwartej klasy! Obawiam się, że pokolenie obecnych studentów może być naszą ostatnią nadzieją, jeśli millenialsi chcą mieć dobrych lekarzy, prawników i nauczycieli dla swoich dzieci, bo kolejne pokolenia są – mówiąc delikatnie – kompletnie ugotowane, jak to dziś mówią młodzi!”.

Crocsy zamiast sznurówek

„Uczniów nie uczy się już podstawowych umiejętności na wcześniejszych etapach edukacji. Nie wiedzą, jak wiązać buty – dlatego tak wiele dzieci nosi crocsy albo wsuwane buty – bo rodzice nie chcą poświęcić czasu na naukę wiązania. Nie uczą się też czytać ani pisać odręcznie”.

„Nie potrafią odczytać godziny na zegarze analogowym”

„Jestem nauczycielem liceum. Reakcje emocjonalne uczniów na frustrację są na poziomie małych dzieci, a oni naprawdę nie potrafią już odczytywać godziny z tradycyjnego zegara. To aż krępujące”.

Nauczyciele obwiniają rodziców

Choć część rodziców może uważać te opinie za przesadzone, podobne głosy coraz częściej pojawiają się także w polskich szkołach. Nauczyciele zwracają uwagę, że dzieci spędzają dziś znacznie mniej czasu na ćwiczeniu samodzielności, a więcej przed ekranami.

Pedagodzy podkreślają jednak, że nie chodzi o obwinianie dzieci. Problemem ma być raczej to, że coraz rzadziej daje im się przestrzeń do nauki codziennych czynności i popełniania błędów. A bez tego nawet najprostsze sytuacje mogą stać się dla dziecka ogromnym wyzwaniem.

Zobacz także: „8-klasista nie wiedział, kim był Mickiewicz”. Nauczyciele boją się o dzisiejszą młodzież

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...