Reklama

Dla wielu rodzin druga połowa lipca zamiast spokojnych wakacji oznaczała nerwowe odświeżanie systemu rekrutacyjnego. Wyniki naboru do liceów i techników przyniosły nie tylko radość, ale też sporo rozczarowań. W mediach społecznościowych nie brakowało wpisów rodziców, którzy pisali, że ich dzieci miały bardzo dobre oceny, świetnie zdały egzamin ósmoklasisty, a mimo to nie dostały się do wymarzonej szkoły.

Eksperci zwracają uwagę, że sam próg punktowy nie jest ustalany z góry. Powstaje dopiero po zakończeniu rekrutacji i zależy od wyników kandydatów oraz liczby miejsc. W tym roku w wielu popularnych liceach progi ponownie okazały się bardzo wysokie, a o przyjęciu decydowały pojedyncze punkty. Dodatkowo znaczenie miały wysoki poziom wyników egzaminu ósmoklasisty oraz duża liczba kandydatów do najbardziej prestiżowych szkół.

„Syn zrobił wszystko, co mógł”

Pani Katarzyna przyznaje, że przez wiele miesięcy cała rodzina żyła przygotowaniami do egzaminu.

– Syn naprawdę ciężko pracował. Miał średnią 5,0, bardzo dobre wyniki z egzaminu ósmoklasisty, angażował się w życie szkoły. Wydawało nam się, że zrobił wszystko, co było w jego mocy. Dlatego, kiedy zobaczyliśmy, że nie dostał się do liceum pierwszego wyboru, byliśmy w szoku.

Najtrudniejsza okazała się rozmowa z synem.

– Powiedział tylko: „Mamo, to po co ja się tak starałem?”.

Jak podkreśla, nie ma pretensji do szkoły ani do innych uczniów.

– Wiem, że system jest oparty na punktach i wszystkich obowiązują te same zasady. Ale kiedy widzisz rozczarowanie własnego dziecka, trudno podejść do tego wyłącznie racjonalnie. Dla niego to była osobista porażka. Musieliśmy mu tłumaczyć, że nie został gorszym uczniem tylko dlatego, że w tym roku do tej szkoły zgłosiło się więcej osób z równie wysokimi wynikami. To było trudniejsze niż sama rekrutacja.

Coraz wyższe progi, coraz większy stres

Rodzice przyznają, że rekrutacja do szkół średnich coraz bardziej przypomina wyścig. Już na etapie składania dokumentów analizują progi z poprzednich lat, liczą punkty i zastanawiają się, czy wymarzona szkoła nie okaże się zbyt ambitnym wyborem.

Specjaliści przypominają jednak, że historyczne progi są jedynie wskazówką. Nie można na ich podstawie przewidzieć wyniku kolejnej rekrutacji, ponieważ wszystko zależy od liczby kandydatów i ich rezultatów. To sprawia, że nawet uczniowie z bardzo dobrymi wynikami do końca nie mają pewności, czy dostaną się do wybranej klasy.

Rodzice, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji, nie powinni jednak tracić nadziei. Po zakończeniu pierwszego etapu rekrutacji część uczniów rezygnuje z miejsc, a szkoły prowadzą rekrutację uzupełniającą dla kandydatów, którzy nie zostali przyjęci do wybranych placówek. Oznacza to, że dla wielu nastolatków droga do wymarzonej szkoły nie kończy się wraz z publikacją pierwszych list.

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...