Ten typ rodzica wyprowadza nauczycieli z równowagi. „Przez nich płaczę po nocach”
Jeszcze dekadę, dwie temu zmorą nauczycieli byli tzw. trudni uczniowie, nad którymi trudno było zapanować w klasie. Dziś pedagodzy coraz częściej mówią wprost, że większym problemem są... rodzice.

Napisała do nas nauczycielka historii pracująca w klasach 4-8 szkoły podstawowej. Po przeczytaniu naszego tekstu o toksycznych nauczycielach chciała zwrócić uwagę na drugą stronę medalu. Przyznała, że chociaż zdarzają się toksyczni nauczyciele, którzy już dawno powinni odejść z zawodu, rodzice... również bywają trudni. Przez jeden konkretny typ to ona chce czasem odejść z pracy.
Jak twierdzi, coraz więcej pedagogów jest zwyczajnie zmęczonych rodzicami, którzy nie dopuszczają do siebie myśli, że ich dziecko mogło zachować się źle albo nie przygotować do zajęć. Jak to, ich dziecko? Ten aniołek, który nigdy nie przeklina, nigdy nie podnosi głosu, który z uśmiechem pomaga w domu i całe dnie siedzi nad książkami? Nieee, niemożliwe...
Przeczytaj mail nauczycielki:
„Dziś każde dziecko jest idealne”
Mam wrażenie, że w oczach rodziców każde dziecko jest teraz wyjątkowe, najlepsze i praktycznie nieomylne. I jasne, każdy kocha swoje dziecko, to normalne. Sama jestem matką. Problem zaczyna się wtedy, gdy rodzic kompletnie przestaje patrzeć na sytuację obiektywnie.
Uczeń przeszkadza na lekcji, rozmawia, rzuca głupimi komentarzami, śmieje się z innych. Wpisuję uwagę. Jeszcze tego samego dnia dostaję wiadomość: „To chyba pomyłka, bo syn w domu tak się nie zachowuje”. No dobrze, ale szkoła to nie dom.
Czasami mam ochotę odpisać: „To może warto zapytać, jak zachowuje się poza domem?”. Ale nauczyciel już dziś musi bardzo uważać na każde słowo.
„Przecież on cały wieczór się uczył”
Oceny to osobny temat. Dziecko dostaje 2 albo 3 z klasówki i natychmiast pojawia się tłumaczenie. Rodzic pisze, że syn cały dzień się uczył, że córka była bardzo przygotowana, że to niesprawiedliwe.
Tylko że siedzenie nad książką nie zawsze oznacza, że ktoś naprawdę umie materiał. Ale wielu rodziców w ogóle nie bierze tego pod uwagę. Dla nich zła ocena to automatycznie wina nauczyciela. Na pewno się pomyliłam albo „się uwzięłam”.
Mam czasami wrażenie, że część rodziców oczekuje od szkoły samych dobrych ocen, pochwał i głaskania po głowie. A przecież szkoła nie na tym polega.
„Coraz więcej nauczycieli ma dość”
To dlatego nauczyciele odchodzą z zawodu. To dlatego nikt się nie garnie do tej pracy.
Najgorsze jest to, że nauczyciel coraz częściej zostaje z tym wszystkim sam. Rodzic od razu zakłada, że jego dziecko mówi prawdę. Dyrekcja często boi się konfliktów z rodzicami. A nauczyciel ma siedzieć cicho i jeszcze wszystko spokojnie tłumaczyć.
Po wielu takich sytuacjach człowiek wraca do domu wykończony psychicznie i naprawdę zaczyna się zastanawiać, czy warto dalej pracować w tym zawodzie.
Więc tak, są toksyczni nauczyciele. Ale są też toksyczni rodzice, którzy zatruwają nam pracę każdego dnia. To przez nich w nocy nie mogę spać, tylko płaczę z tej bezsilności. Przez nich budzę się z bólem brzucha. Przez nich już w niedzielę myślę, czy przypadkiem nie wziąć L4. Ale przecież jestem nauczycielką. Nauczyciele nie biorą L4”.
Od redakcji
Coraz więcej nauczycieli mówi otwarcie, że problemem nie są już tylko uczniowie, ale także postawa części rodziców. Wsparcie dziecka jest ważne, ale jeśli zamienia się w ślepe bronienie go w każdej sytuacji, szkoła przestaje pełnić swoją funkcję. A młodzi ludzie dostają sygnał, że nigdy nie muszą brać odpowiedzialności za własne zachowanie.
Jeśli chcesz do nas napisać, czekamy na maile: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: „8-klasista nie wiedział, kim był Mickiewicz”. Nauczyciele boją się o dzisiejszą młodzież