Koronawirus maseczki
fot. Adobe Stock

Maseczki: szkodzą czy pomagają? Ujawniamy WYNIKI BADAŃ!

Jeszcze wiosną zarówno WHO, jak i politycy twierdzili, że osoby zdrowe nie powinny nosić maseczek, a powszechne zakrywanie nosa i ust może powodować więcej szkód niż pożytku. Dzisiaj twierdzą już zupełnie inaczej. Jaka jest prawda?
Aleksandra Zaborowska
Koronawirus maseczki
fot. Adobe Stock
Od soboty ustanowiono w Polsce obowiązek zakrywania ust i nosa w każdej przestrzeni publicznej, poza lasami czy plażami. Kolejne obostrzenia pociągają za sobą rosnące w siłę ruchy antymaseczkowe, których głównym argumentem jest to, że jeszcze nie tak dawno odradzano noszenie masek. To jak to wygląda naprawdę? 

Eksperci o maseczkach wiosną

„Nie ma dowodów naukowych na to, że noszenie masek przez populację na masową skalę przynosi jakiekolwiek korzyści. Wręcz przeciwnie - są dowody, że nieprawidłowe użycie masek wyrządza szkody” – informował jeszcze kilka miesięcy temu epidemiolog WHO Mike Ryan.

Wielu przeciwników maseczek rozpowszechnia także wywiad Roberta Mazurka z ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim, który odbył się kilka miesięcy temu na antenie RMF. Zdanie ministra na temat maseczek było wyrażone w bardzo jasny sposób.

Szumowski: Maseczki nie pomagają, one nie zabezpieczają przed wirusem, one nie zabezpieczają przed zachorowaniem.
Mazurek: Naprawdę nie pomagają?
Szumowski: Naprawdę nie pomagają.
Mazurek: To po co ludzie je noszą?
Szumowski: Nie wiem. Kiedyś w Chinach i w całym świecie azjatyckim noszono je głównie z powodu smogu i z powodu pewnej kultury, która tam jest. Natomiast WHO nie zaleca, eksperci nie zalecają.

Argumentowano to tym, że zwykłe, nieprofesjonalne okrycia twarzy nie chronią noszącego, ludzie zdrowi nie zakażają, a większość osób nie potrafi prawidłowo posługiwać się maskami. Ponadto, wirus jest mały i potrafi się przedostać przez włókna tkaniny.
Redakcja poleca: Czy warto kupić maseczkę antysmogową? [WIDEO]
Czy kiedy jest smog, to lepiej nie wychodzić z domu, czy może kupić maseczkę przeciwsmogową? Zapytaliśmy dra Piotra Dąbrowieckiego, alergologa.

Ministerstwo Zdrowia odpowiada

„Nauka dotycząca używania masek i innych okryć twarzy przez ogół społeczeństwa w celu utrudnienia transmisji SARS-CoV-2 rozwija się wraz trwaniem epidemii. Chociaż na początku rozwoju epidemii nie było konsensusu ekspertów w tej sprawie, wiele państw uznało maskowanie za główny środek ostrożności przeciwko COVID-19, czerpiąc z dotychczasowych doświadczeń w rozwoju i dalszym zapobieganiu innych chorób zakaźnych. (...) Istnieje coraz więcej dowodów wskazujących na wpływ masek na twarz w zapobieganiu transmisji SARS-CoV-2” - przekazał redakcji Interia.pl resort zdrowia, powołując się na aktualne wytyczne Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC).

„Co istotne, maski twarzowe mogą pomóc ograniczyć rozprzestrzenianie się zakażenia w społeczności dzięki zmniejszaniu wydalania kropelek oddechowych przez osoby zakażone, które mogą nawet nie wiedzieć o tym, że są zakażone, a także przez osoby, u których jeszcze nie rozwinęły się objawy” – dodaje ministerstwo.

Jednak w wytycznych, na które powołuje się polskie Ministerstwo Zdrowia, można także znaleźć adnotację: „dane o skuteczności niemedycznych masek twarzowych jako środka kontroli u źródła rozprzestrzeniania się zakażenia są ograniczone”.

Jaka jest prawda?

Eksperci zmieniają front

W czerwcu stanowisko w sprawie noszenia maseczek zmieniła także Światowa Organizacja Zdrowia.

W odpowiedzi przesłanej redakcji Interia.pl, WHO informuje bez żadnych wątpliwości, że „maski to kluczowy środek do ograniczenia transmisji wirusa i ratowania życia. Redukują potencjalne ryzyko, jakie stwarza zakażona osoba, niezależnie od tego, czy ma objawy, czy nie. Ludzie noszący maski są bardziej chronieni przed zakażeniem. Maski zapobiegają także transmisji wirusa, gdy są noszone przez zainfekowaną osobę”.

Nauka o maseczkach stale się rozwija

Na prośbę redaktorów Interia.pl, Ministerstwo Zdrowia przesłało badania, na których opiera swoją aktualną politykę. Wszystkie pochodzą z ostatnich miesięcy, co potwierdza, że dowody na prawdziwą skuteczność stosowania maseczek gromadzone są właśnie teraz, a eksperci dopiero w tym momencie odkrywają nowe wnioski naukowe. Koronawirus jest pierwszym tak zakaźnym wirusem, który skłonił wielu naukowców i organizacje do przeprowadzania i finansowania wielomiesięcznych badań nad profilaktyką i sposobami uspokojenia pandemii. W ciągu ostatnich kilku miesięcy, lekarze i naukowcy lepiej też poznali sam wirus SARS-CoV-2 i dziś już wiemy, jak wiele osób przechodzi zakażenie bezobjawowo i że mogą w tym czasie zakażać innych.

Faktycznie pojawia się coraz więcej przesłanek, że nawet noszenie zwykłych maseczek ogranicza rozprzestrzenianie się wirusa.

„Dominująca większość dowodów wskazuje, że noszenie masek ogranicza poziom zakażeń poprzez zniwelowanie transmisji zainfekowanych kropelek. Publiczne zakrywanie ust i nosa jest najbardziej efektywne w powstrzymywaniu rozprzestrzeniania się wirusa, gdy jak najwięcej osób stosuje się do zaleceń. Obniżenie transmisyjności może znacząco zredukować liczbę ofiar śmiertelnych, a także wpływ epidemii na gospodarkę, przy stosunkowo niskich kosztach” – informuje w nowej pracy 18 naukowców pochodzących m.in. z Oksfordu. Artykuł czeka jeszcze na recenzję (tzw. peer review) i oficjalną publikację w czasopiśmie naukowym.

Jednak to nie jedyne badanie. Czterech niemieckich naukowców przekonuje, że obowiązek noszenia masek zmniejsza wzrost zakażeń aż o 40%!

„Użycie masek może znacząco redukować ryzyko infekcji” – informuje kolejne badanie opublikowane na łamach prestiżowego „Lanceta”, do którego redakcja Interia.pl została odesłana przez rzecznika sanepidu. Jest tam jednak również informacja o wyższej skuteczności masek N95 i nieco niższej zwykłych masek.

Czasopismo naukowe „Nature” w najświeższym, październikowym artykule również wysuwa wnioski: więcej jest dowodów na to, że maski chronią otoczenie, a także noszącego, niż dowodów przeciwnych. Naukowcy powołują się tu na badanie przeprowadzone na chomikach w Hongkongu: w dwóch oddzielnych grupach między zdrowe zwierzaki wpuszczono zakażone wirusem. W pierwszej grupie chomiki biegały wolno, bez żadnej ochrony, ale w drugiej założono im na pyszczki fragmenty chirurgicznych masek. W efekcie w pierwszej grupie zakaziło się aż dwie trzecie chomików, w drugiej – jedynie 25%. Ciekawe jest również to, że te, które się zakaziły, przeszły chorobę łagodniej niż te z pierwszej grupy.

Maski skuteczne, ale to nie wszystko

WHO nadal podkreśla, że noszenie masek musi odbywać się wraz z dystansowaniem społecznym, unikaniem zatłoczonych miejsc, wietrzeniem pomieszczeń, częstym myciem i dezynfekowaniem rąk, a także zasłanianiem twarzy w czasie kichania.

Udowodnienie skuteczności tych metod, z maseczkami na czele, nie jest jednak nawet w połowie tak trudne jak zapobieganie fałszywym przekazom, które rozprzestrzeniają się po internecie z prędkością światła. Rosnąca dezinformacja może bowiem sprawić, że wielomiesięczna praca naukowców walczących z wirusem pójdzie na marne, kiedy społeczeństwo uzna, że „wie lepiej”...

Źródło: Interia

Zobacz też:
Oceń artykuł

Ocena 5 na 1 głos

Zobacz także

Popularne tematy