Nauczyciele wręczają dzieciom upominki na rozpoczęcie roku. „Po co wydają pieniądze na takie badziewie?
Zakładka do książki, ołówek albo notesik mogą kosztować kilka złotych, ale wokół takich prezentów rozpętała się większa dyskusja. Bo czy nauczyciel powinien z własnej kieszeni kupować coś 25 uczniom? I czy rodzice naprawdę chcą, żeby kolejny szkolny zwyczaj zamienił się w wyścig o to, kto przygotuje dzieciom więcej?

Pierwszy dzień szkoły kojarzył się dotąd z uroczystym apelem, poznaniem wychowawcy i nerwowym sprawdzaniem planu lekcji. Teraz pojawia się nowy zwyczaj – niektórzy nauczyciele witają swoich uczniów drobnymi upominkami. Rodzice pytają jednak, czy taki gest naprawdę jest potrzebny, czy może właśnie rozpoczynamy kolejną szkolną modę, która za chwilę stanie się obowiązującym standardem.
Nowy trend na rozpoczęcie roku. Co dostają uczniowie?
Nie chodzi oczywiście o drogie prezenty. Nauczyciele, którzy decydują się przygotować coś dla klasy, wybierają zwykle niedrogie drobiazgi. Wśród pomysłów powtarzają się zakładki do książek, ołówki, długopisy, linijki, notesiki czy naklejki z motywacyjnymi hasłami. Popularne są również małe zestawy łączące kilka takich rzeczy.
W przypadku pierwszaków upominek bywa elementem powitania dzieci w szkole albo pasowania na ucznia. Może to być choćby zakładka z ołówkiem i imieniem dziecka.
W klasach czwartych sytuacja jest trochę inna. Dzieci kończą etap edukacji wczesnoszkolnej, poznają nowych nauczycieli i wychowawcę, a zmiana organizacji nauki może być dla nich sporym przeżyciem. Drobny prezent ma więc przede wszystkim przełamać pierwsze lody i pokazać uczniom, że nowy wychowawca chce dobrze rozpocząć z nimi współpracę.
Tyle że nie wszyscy rodzice uważają, że nauczyciel powinien z własnej kieszeni kupować dzieciom prezenty.
„Nauczyciele ciągle mówią o niskich pensjach”
Agnieszka ma syna w pierwszej klasie i przyznaje, że kiedy usłyszała o upominkach, nie kryła zdziwienia.
– Dla mnie to jest kompletnie niepotrzebne. I powiem coś, co pewnie wielu osobom się nie spodoba: nauczyciele ciągle mówią, że za mało zarabiają, że muszą dorabiać, że szkoła wymaga od nich kupowania różnych rzeczy z własnych pieniędzy, a potem sami wydają pieniądze na badziewie dla 25 dzieci.
Jej zdaniem problem nie polega na samym prezencie, tylko na tworzeniu kolejnego oczekiwania.
– Dzisiaj jest ołówek, jutro zakładka, a za rok ktoś przygotuje całe zestawy powitalne. I nagle nauczyciel, który niczego nie kupi, będzie wyglądał jak ten gorszy. Po co to nakręcać?
Agnieszka dodaje, że jej synowi wystarczyłoby zwykłe „dzień dobry, cieszę się, że jesteście”.
– Nie potrzebuje prezentu, żeby polubić wychowawcę. A jeśli nauczyciel chce zrobić coś miłego, niech zrobi wspólne zdjęcie albo przygotuje ciekawą zabawę integracyjną. Przynajmniej nie wyrzuca pieniędzy na kolejne rzeczy, które za chwilę wylądują w szufladzie.
„To tylko drobiazg, nie róbmy z tego problemu”
Zupełnie inaczej patrzy na sprawę Karolina, mama 7-latki.
– Moja córka dostała od wychowawczyni ołówek i coś słodkiego. Była zachwycona. Wróciła do domu i powiedziała, że pani przygotowała coś specjalnie dla nich. Dla mnie to bardzo sympatyczny gest.
Jej zdaniem nie można patrzeć na każdy drobiazg przez pryzmat pieniędzy.
– To nie był drogi prezent. Nauczycielka nie kupiła dzieciom tabletów ani markowych plecaków. Wydała kilka złotych na dziecko, żeby pierwszego dnia poczuło się mile przyjęte.
Karolina uważa wręcz, że w przypadku pierwszaków taki gest ma szczególne znaczenie.
– Dla siedmiolatka rozpoczęcie szkoły jest ogromnym wydarzeniem. Nowy budynek, nowe dzieci, nowa pani. Jeśli wychowawczyni daje mu małą zakładkę i mówi: „To dla ciebie na dobry początek”, to trudno mi znaleźć w tym coś złego.
„W czwartej klasie też można zacząć od czegoś miłego”
Monika ma córkę, która właśnie zaczyna czwartą klasę. Jej zdaniem nowy zwyczaj może być dobrym pomysłem, ale tylko pod jednym warunkiem – prezent powinien pozostać naprawdę symbolicznym gestem.
– Czwarta klasa to dla dziecka duża zmiana. Nagle zamiast jednej wychowawczyni ma wielu nauczycieli, zmieniają się sale, dochodzą nowe przedmioty. Moja córka trochę się tym stresuje. Jeśli wychowawca da jej na początku roku zakładkę czy długopis i powie kilka miłych słów, odbieram to pozytywnie.
Monika nie chciałaby jednak, żeby upominki stały się obowiązkiem.
– Jeżeli nauczyciel chce to zrobić, super. Jeżeli nie chce albo nie może sobie na to pozwolić, też dobrze. Najgorsze byłoby, gdyby za kilka lat rodzice zaczęli oczekiwać, że każdy nowy wychowawca musi przygotować klasie prezent.
Miły gest czy kolejna presja?
Trudno odmówić takim drobiazgom uroku. Dla pierwszoklasisty ołówek z napisem „Powodzenia w szkole” może być czymś, co rzeczywiście zapamięta z pierwszego dnia. W sieci można znaleźć nawet gotowe materiały dla nauczycieli z miejscem na przyczepienie ołówka, długopisu, cukierka czy innego drobiazgu.
Pytanie brzmi jednak, czy nowy trend pozostanie sympatycznym gestem, czy z czasem stanie się kolejnym elementem szkolnej presji.
Bo kiedy jeden wychowawca daje dzieciom zakładki, drugi może przygotować notesy, a trzeci małe zestawy szkolne, łatwo dojść do sytuacji, w której nauczyciel zacznie się zastanawiać, czy wypada przywitać klasę z pustymi rękami, a przecież pierwszy dzień szkoły nie powinien być konkursem na najbardziej pomysłowego wychowawcę.
Może więc warto potraktować ten nowy zwyczaj dokładnie tak, jak powinien być traktowany – jako dobrowolny, niewielki gest. Bez oczekiwań, bez obowiązku i przede wszystkim bez przekonania, że nauczyciel musi wydawać własne pieniądze, żeby dobrze rozpocząć rok z klasą.
Zobacz także:
- Męczarnia w szkołach zacznie się 1 września? Lekcje na 10, zebrania o 16. „Mam się zwolnić z pracy, bo nauczycielom nic się nie chce?”
- Urlop na rozpoczęcie roku szkolnego. „Nie będę się zwalniać z pracy, żeby postać z dzieckiem przez 30 minut. Ma już 9 lat, poradzi sobie”
- 300 zł za wychowawstwo to za mało. Nauczyciele chcą podwyżki dodatku do 1500 zł